![Polskie momenty chwały w Wimbledonie. Przeżyjmy to jeszcze raz [RANKING]](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fetbqmwshkzabnrehgtcd.supabase.co%2Fstorage%2Fv1%2Fobject%2Fpublic%2Farticle-imports%2Fzero%2Fonet-polskie-momenty-chwaly-w-wimbledonie-przezyjmy-to-jeszcze-raz-ranking%2Fba76eac0165e2b0b.jpg&w=1920&q=75)
Iga Świątek nie obroni tytułu sprzed roku. Maja Chwalińska i Hubert Hurkacz przegrali z kontuzjami. Na pociechę przedstawiamy ranking największych polskich sukcesów na Wimbledonie, które zostały osiągnięte w singlu w erze open.
To paradoks, że nasi tenisiści, którzy we własnym kraju od najmłodszych lat trenowali głównie na kortach ziemnych, tak często "wykręcali" wspaniałe wyniki na nawierzchni trawiastej. Z okazji kolejnej edycji Wimbledonu postanowiliśmy przypomnieć najbardziej imponujące osiągnięcia polskich przedstawicieli przy Church Road.
Na liście znalazły się wyczyny siedmiu osób, ale oczywiście pamiętamy też o sukcesach innych naszych reprezentantów. Na przykład o triumfie Urszuli Radwańskiej w juniorskim turnieju singlistek i deblistek w 2007 r. czy ubiegłorocznym awansie Kamila Majchrzaka do IV rundy. Tak jak zaznaczyliśmy wyżej, w tym rankingu opisujemy tylko sukcesy w grze pojedynczej w erze open. Bo rzecz jasna w zestawieniu uwzględniającym także osiągnięcia z odległej przeszłości oraz te w deblu i mikście, musielibyśmy wspomnieć m.in. o finale Jadwigi Jędrzejowskiej z 1937 r., triumfie Łukasza Kubota w grze podwójnej z 2017 r. (w duecie z Brazylijczykiem Marcelo Melo), a także o wygranej Jana Zielińskiego w grze mieszanej w 2024 r. (w parze z Su-Wei Hsieh).
Choć w 2018 r. Świątek wygrała juniorski Wimbledon, to w kolejnych latach często podkreślała, że nie przepada za kortami trawiastymi. Gdy była pytana o występy na tej specyficznej nawierzchni, wielokrotnie mówiła, że ma z nią relację "love-hate", w której miłość i uwielbienie miesza się z nienawiścią i niechęcią. Ale patrząc na jej ubiegłoroczne wyniki, trudno uwierzyć, że wizyty w Londynie w przeszłości mogły w niej wywoływać aż tak negatywne uczucia. W końcu w 2025 r. nie dała tutaj konkurentkom żadnych szans i w pięknym stylu sięgnęła po tytuł.
PAP/PA / PAP
Wynik finału Igi Świątek z Amandą Anisimovą
Co prawda w II rundzie straciła seta w pojedynku z Caty McNally, ale dziś można stwierdzić, że był to jedynie wypadek przy pracy. Perfekcyjna w wykonaniu Igi była zwłaszcza końcówka turnieju, bo najpierw w półfinale rozbiła Belindę Bencic (6:2, 6:0), a w decydującym starciu z Amandą Anisimovą poszło jej jeszcze lepiej. Zwycięstwo 6:0, 6:0 już na dobre zapewniło Polce status tenisowej legendy. Wszyscy wiedzieli, że nasza reprezentantka jest w świetnej formie, ale czegoś takiego nikt się nie spodziewał! Co ciekawe, Świątek została dopiero drugą zawodniczką w historii Wielkiego Szlema w erze open, która w finale nie straciła gema. Wcześniej w ten sposób tak ważne spotkanie wygrała tylko Steffi Graf, która podczas French Open 1988 zdemolowała Nataszę Zwieriewą.
Krakowianka na kortach Wimbledonu zawsze zachwycała niezwykłym wyczuciem, doskonałą techniką i finezją w grze. W 2005 r. zwyciężyła w Londynie w rywalizacji juniorek, a potem na poziomie seniorskim regularnie potwierdzała, że na trawie czuła się jak ryba w wodzie. W 2012 r. doszła do finału, w którym dzielnie walczyła przez trzy sety z potężną Sereną Williams. Ostatecznie przegrała (1:6, 7:5, 2:6), ale tuż po turnieju została wiceliderką rankingu WTA. Ponadto w 2013 i 2015 r. docierała do półfinału, a w latach 2008-09 do ćwierćfinału.
Wrocławianin w 2021 r. dotarł aż do półfinału. Wówczas w IV rundzie stoczył niezwykły bój z Daniiłem Miedwiediewem, który w pewnym momencie został przerwany z powodu deszczu i został dokończony następnego dnia. Polak wygrał z Rosjaninem w pięciu setach (2:6, 7:6(2), 3:6, 6:3, 6:3), a potem w ćwierćfinale szybko rozprawił się z legendarnym Rogerem Federerem (6:3, 7:6(4), 6:0). Jak się później okazało, był to ostatni mecz Szwajcara w londyńskim turnieju, w którym triumfował aż osiem razy. Hurkacza dopiero w półfinale zatrzymał Matteo Berrettini.
Świetnie serwujący i grający ofensywnie Łodzianin przykuł uwagę londyńskiej publiczności w 2013 r., gdy awansował do półfinału. W nim postraszył słynnego Andy’ego Murraya, ale po zaciętej walce przegrał z późniejszym triumfatorem imprezy w czterech setach. Dla nas najważniejsze było jednak to, co wydarzyło się na wcześniejszym etapie. W ćwierćfinale byliśmy bowiem świadkami polskiego starcia, w którym Janowicz wygrał z Łukaszem Kubotem 7:5, 6:4, 6:4. Po ostatniej piłce nasi reprezentanci wpadli sobie w ramiona i nawet… wymienili się koszulkami.
Na przełomie lat 70. i 80. zawodnik z Poznania wielokrotnie udowadniał, że Polak też może namieszać w światowej czołówce. Na długiej liście sukcesów Fibaka znalazły się m.in. cztery awanse do wielkoszlemowych ćwierćfinałów w singlu. Do jednego z tych ćwierćfinałów doszedł w Londynie w 1980 roku (przegrał w nim z Brianem Gottfriedem). Warto wspomnieć, że dwa lata wcześniej nasz tenisista na kortach Wimbledonu dotarł jeszcze dalej, ale w turnieju deblowym. Razem z Holendrem Tomem Okkerem był rozstawiony z dwójką i odpadł dopiero w półfinale.
W ostatniej dekadzie XX wieku mogliśmy tylko pomarzyć, by zobaczyć Biało-Czerwonych w decydujących rundach najważniejszych turniejów. Ale w 1995 r. pojawił się promyk nadziei w osobie Aleksandry Olszy. Córka Barbary Kral-Olszy (wielokrotnej mistrzyni Polski w tenisie) wygrała wtedy juniorski Wimbledon zarówno w singlu, jak i deblu (w duecie z Carą Black z Zimbabwe). Taki dublet zdawał się być zapowiedzią cudownej kariery na szczeblu seniorskim, której jednak zawodniczka z Katowic nie zrobiła. W światowym rankingu najwyżej była na 72. miejscu.
PAP/CAF-EPA FOTO / PAP
Aleksandra Olsza
W 1997 r. eksperci wieszczyli wielką karierę 17-letniej Venus Williams i nie pomylili się, bo w kolejnych sezonach Amerykanka m.in. pięć razy wygrała Wimbledon. Ale akurat 29 lat temu w Londynie w pierwszym meczu trafiła na niewiele starszą Magdalenę Grzybowską i to Polka niespodziewanie triumfowała (4:6, 6:2, 6:4), a potem doszła do III rundy. Niedawno organizatorzy turnieju nazwali to spotkanie "klasykiem" i nawet udostępnili archiwalną transmisję na YouTubie. Szkoda tylko, że uraz kolana zmusił Grzybowską do przedwczesnego zakończenia kariery.