
— Granice są otwarte. Nie narodowość będzie odgrywała główną rolę, a kompetencje — mówi Radosław Bella, który pracuje w sztabie Pavla Hapala w Sigmie Ołomuniec. Były asystent Johna Carvera w Lechii Gdańsk opowiada o kulisach pracy w czeskim klubie, różnicach między Ekstraklasą a ligą naszych południowych sąsiadów i tłumaczy, dlaczego coraz więcej Polaków trafia właśnie do Czech.
GRZEGORZ RUDYNEK: Jak to się stało, że został pan asystentem trenera Pavla Hapala w Sigmie Ołomuniec? To nie jest oczywisty kierunek dla polskiego szkoleniowca.
RADOSŁAW BELLA: Nie jest oczywisty, ale dla mnie to była łatwa decyzja. W Sigmie w dziale skautingu pracuje Polak Mateusz Sitek, który wcześniej był w Śląsku Wrocław. Myślę, że to on mnie rekomendował. Pierwszy kontakt mieliśmy już w grudniu, to była luźna rozmowa, mówiliśmy m.in. o moich planach na przyszłość. Kiedy zwolniono mnie z Lechii Gdańsk po jej spadku z Ekstraklasy, zaproponowano mi spotkanie z najważniejszymi ludźmi Sigmy. Po nim przygotowałem analizę, jak moim zdaniem wygląda zespół, co warto byłoby zmienić, a co zostawić. Przyjechałem do Ołomuńca i w zasadzie zostałem, bo trzy dni później podpisałem kontrakt.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W Sigmie od listopada dyrektorem sportowym jest Pavel Hapal, który wiosną dodatkowo stał się tam tymczasowym trenerem. Nie jest tajemnicą, że klub szukał nowego pierwszego szkoleniowca, który zgodziłby się, by Hapal miał dużo do powiedzenia przy prowadzeniu zespołu, dlatego kilku szkoleniowców mu odmówiło. Skończyło się tak, że Hapal dalej jest trenerem, ale ma być nim w stylu angielskiego menedżera, u którego zakres obowiązków asystenta jest dość szeroki.
Wydaje mi się, że przyszłość piłki nożnej zmierza w stronę takiego modelu, a w naszej części Europy to jeszcze nie jest zbyt popularne. Mnie się bardzo dobrze pracowało w takim modelu u boku Johna Carvera w Lechii. Jako asystenci, mówię w liczbie mnogiej, mamy wpływ na zespół. Pierwszy trener podejmuje ostateczne decyzje, potwierdza lub odrzuca nasze pomysły. Zarządza sztabem, nadaje kierunek. Jeśli mam pracować jako asystent, a nie pierwszy trener, to tylko w takim modelu. Cieszę się niezmiernie, że Sigma mnie znalazła.
Ktoś może powiedzieć: "Ale Sigma? Ołomuniec? Przecież w Czechach są Slavia, Sparta, może Viktoria Pilzno, a dalej przepaść". Tymczasem tylko w ubiegłym sezonie klub wydał na transfery kilkanaście mln euro.
Czeska liga bardzo się zmieniła. W ostatnich trzech latach na pierwszym i drugim poziomie rozgrywkowym doszło do kilkunastu zmian właścicielskich, do futbolu weszli bardzo zamożni inwestorzy. Z mojej perspektywy Sigma jest niezwykle interesująca i ma aspiracje, by walczyć o europejskie puchary, a jako trener nigdy tego nie doświadczyłem. To tylko ułatwiło mi podjęcie decyzji o przyjściu do Ołomuńca.
Poza tym Sigma nie jest kompletnie anonimowym klubem. W poprzednim sezonie dotarła przecież do 1/8 finału Ligi Konferencji, po drodze rozegrała dwa mecze z polskimi drużynami [1:1 z Rakowem i 1:2 z Lechem]. Czeskie kluby w miarę regularnie grają w Lidze Mistrzów, czego niestety nie możemy powiedzieć o nas.
Pan przyszedł do Sigmy, wcześniej trafił do niej Jakub Jezierski. Slavia Praga kupiła Wiktora Nowaka i Oskara Kubiaka, inne kluby interesują się kolejnymi polskimi młodymi piłkarzami. Kierunek się odwraca? Teraz to nasi trenerzy i piłkarze będą jeździć do Czech?
Widać, że w futbolu nikt nie śpi. Cały czas trzeba gonić, rozwijać klub i zespół, ponieważ jeśli stoisz w miejscu, to się cofasz. Patrzę na strukturę Sigmy, inwestycje, jakie czyni, i myślę, że za dwa, trzy lata nikt nie będzie się dziwił, że Polak pracuje w czeskiej lidze. Poza tym granice są otwarte, nie narodowość będzie odgrywała główną rolę, a kompetencje.
Wojciech Figurski / newspix.pl
Radosław Bella
Sigma ma rzucić rękawice Slavii i Sparcie? Czy pozycjonuje się jako trzecia, czwarta siła ligi?
Ja zawsze jestem ostrożny w planowaniu przyszłości w piłce nożnej. Podoba mi się jednak wizja, której celem jest regularna gra w pucharach. Najpierw zbudowano solidne struktury, wprowadzono procedury, jeśli chodzi o pozyskiwanie zawodników, dział skautingu, sztab. Tutaj właściciel zaczął od tego. Ale na pewno ambicja Sigmy sięga wysoko. Dlatego też tu jestem.
W tym, że znalazł się pan w Ołomuńcu, pomogła znajomość Polski i Ekstraklasy przez Pavla Hapala? W końcu pracował kiedyś w Zagłębiu Lubin, ostatnio jako trener Banika Ostrawa regularnie rozgrywał sparingi z naszymi zespołami.
Oczywiście. Trener Hapal opowiadał mi o swoim okresie pracy w Polsce, nie mamy bariery komunikacyjnej, rozmawiamy po polsku. Ale uczę się czeskiego i przed całym zespołem postawiłem sobie wyzwanie, że za pół roku poprowadzę odprawę w tym języku. O trenerze mogę powiedzieć, że jest bardzo doświadczony, rozumie szatnię i ludzi. Po dwóch tygodniach wiem, że sporo się od niego nauczę.
Jak wygląda porównanie Sigmy z Lechią albo innymi polskimi klubami, jeśli chodzi o organizację?
Sigma organizacyjnie to najwyższy poziom. Mogę tylko powiedzieć, że pierwszy raz mam okazję pracować w tak szerokim sztabie.
Z ilu osób się składa?
Trener Hapal, trzech asystentów, trzech trenerów od motoryki, dwóch trenerów bramkarzy, trzech analityków. To już 12 ludzi. Doliczmy jeszcze dwóch fizjoterapeutów, dwóch masażystów, lekarza i jeszcze parę osób z działu organizacji. Do 20 dobijemy.
W Lechii ilu było?
Zdaje się 12 osób. Widać skalę. Jednak nie jest tak, że coś jest lepsze, a coś gorsze. Po prostu inne. Z pewnością w Polsce stadiony są większe i bardziej nowoczesne. Ale ja nie podejmowałem tej decyzji z perspektywy kibica czy opakowania ligi. Patrzyłem na Sigmę i czeską piłkę przede wszystkim oczami trenera — liczyła się dla mnie możliwość rozwoju i pracy na najwyższym poziomie.
archiwum prywatne / Materiały prasowe
Radosław Bella
Styl gry większości czeskich drużyn zdefiniowała Slavia i jej trener Jindřich Trpišovsky, który stawia na intensywność i wybieganie. Sigma też ma tak grać?
Faktycznie czeska liga jest niezwykle intensywna i fizyczna. Każde rozgrywki mają inną specyfikę i wymagania, dlatego nie każdy zawodnik z Ekstraklasy odnajdzie się w Czechach i odwrotnie. Jako Sigma musimy sprostać wymaganiom fizyczności, które narzuca liga. Ale nie chcemy bazować tylko na cechach wolicjonalnych i fizycznych. Chcielibyśmy być nieco inni od przeciwników, mamy swój pomysł i wierzę, że będzie skuteczny.
RAFAL BARANSKI/ARENA AKCJI/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Stadion Sigmy przed jesiennym meczem z Rakowem w Lidze Konferencji
W mediach społecznościowych przedstawia pan różne pomysły na rozegranie akcji. Na przykład, że nie każde dalekie wybicie piłki na połowę rywala to laga.
Moja aktywność w mediach społecznościowych to… po prostu moje notatki z codziennej nauki. Uważam, że mecz można kontrolować różnego rodzaju podaniami, a długie jest jednym z nich. Oczywiście wiele zależy od przeciwnika i tego, jakie narzędzia zastosujemy, żeby wygrać spotkanie, bo na koniec chodzi o wynik. Nie wszystkie narzędzia pasują do poszczególnych lig.
Wracając do wcześniejszego wątku — jeszcze nie brałem udziału w żadnym meczu ligi czeskiej, ale przygotowując się do pracy, widziałem dane. Z nich wynika, że liga czeska jest trochę bardziej intensywna niż polska, co nie znaczy jednak, że w Ekstraklasie gra się wolno. Wręcz przeciwnie. To jest klucz, tempo gry. Czasami słyszymy przykłady młodego zawodnika, który wyjeżdża na Zachód i mówi, że tam się ciężej pracuje. Nie chodzi o same obciążenia, tam się po prostu szybciej operuje piłką, a to piłka dyktuje tempo gry, biegania. Na tym polega różnica, jeśli porównuje się jakąś ligę z topową europejską.
Czesi zawiedli na mundialu, wrócili po trzech meczach i w ich mediach widzę to, co my czasami przerabialiśmy: wszystko jest złe, trzeba postawić na szkolenie u podstaw, edukować trenerów, brakuje nam piłkarzy kreatywnych, świat nam odjeżdża.
Jestem tutaj za krótko, żeby to ocenić. Ale zauważyłem, że trwa wielka dyskusja na ten temat. Sam fakt, że według przecieków nowym selekcjonerem ma być cudzoziemiec, co może pokazywać, iż Czesi chcą coś zmienić i muszą zmierzyć się z tym wyzwaniem. Jednak podkreśla się też, że dotychczasowy trener doprowadził ich reprezentację do mistrzostw świata po 20 latach. Nie ma więc żałoby, a raczej trwa debata, co należy zmienić i w którą stronę powinien iść czeski futbol. Jak w futbolu bywa, piłkarska codzienność to krytyka i pochwała chodzące z sobą za rękę.
Na koniec — da się w kilku słowach powiedzieć, dlaczego Lechia spadła z Ekstraklasy?
Istnieje takie powiedzenie, że po fakcie każdy jest geniuszem. Tyle że ja nawet po fakcie do końca nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Generalnie uważam, że degradacja nigdy nie jest przypadkowa, ale to odnosi się do sytuacji, kiedy na starcie sezonu ma się zero, a nie minus pięć punktów. Na boisku się utrzymaliśmy. Niemniej w trakcie sezonu były momenty, kiedy mogliśmy uratować sezon, mimo że startowaliśmy spod kreski. Czy to musiało się tak skończyć? Nie wiem. Chcę to już zostawić za sobą. Mam nadzieję, że Lechia wróci do Ekstraklasy, tam jest jej miejsce.