
To był absolutnie kosmiczny występ polskich siatkarek! Niestety, tylko przez dwa sety. Biało-Czerwone w meczu o wszystko rozbijały Japonki, wspierane przez żywiołowo reagującą miejscową publiczność, i po dwóch partiach były o krok od efektownego zwycięstwa.
Przed ostatnim meczem fazy zasadniczej sytuacja była jasna — zwycięzca rywalizacji pomiędzy Japonią a Polską zapewniał sobie awans do turnieju finałowego LN 2026.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Obie drużyny miały identyczny dorobek punktowy, a stawką ich bezpośredniego starcia było ostatnie wolne miejsce w finałach. Pozostałe siedem przypadło już reprezentacjom Stanów Zjednoczonych, Włoch, Brazylii, Turcji, Kanady, Holandii oraz gospodyniom turnieju Chinkom.
Biało-Czerwone w ostatnich dniach pokonały w Osace 3:2 Amerykanki, ale wcześniej uległy po 1:3 Turczynkom i Brazylijkom. Azjatki przed własną publicznością również nie zachwycały. Dodatkowego smaczku niedzielnemu spotkaniu dodawał fakt, że bilans bezpośrednich spotkań Polski z Japonią był idealnie równy: 13:13.
W mecz zdecydowanie lepiej weszły podopieczne Stefano Lavariniego. Polki szybko wyszły na prowadzenie 8:4, a następnie po skutecznych atakach Mai Koput i Magdaleny Stysiak oraz skutecznym bloku na MayuIshikawie zrobiło się już 11:4.
Japonki nie zamierzały się poddawać i stopniowo odrabiały straty. Przewaga Polek stopniała do trzech punktów, a po stronie gospodyń skuteczne były m.in. Yukiko Wada i Haruyo Shimamura. Biało-Czerwone nie dały się jednak wybić z rytmu. W końcówce ponownie przejęły inicjatywę i zwyciężyły 25:20, a ostatni punkt w partii zdobyła Stysiak.
Druga partia rozpoczęła się od prowadzenia Japonek — najpierw 3:1, a następnie 5:3. Biało-Czerwone szybko jednak zareagowały i wyrównały, a przy wyniku 7:7 to im udało się znaleźć z przodu. Chwilę później podopieczne Lavariniego wygrywały już czterema punktami. Wówczas trener rywalek Ferhat Akbaş poprosił o czas.
Po powrocie na parkiet Azjatki straciły jednak następny punkt, a po udanych zagraniach Julity Piaseckiej i Moniki Lampkowskiej było już 18:11. Szkoleniowiec miejscowych ponownie wziął czas, ale sensacyjnego zwrotu nie było. Polki spokojnie dowiozły wysoką przewagę do końca i zwyciężyły aż 25:14, zbliżając się do awansu na odległość jednego seta.
W trzeci set także mocniej weszły Japonki, które uzyskały dwupunktową przewagę, ale Polki nie miały problemu z doprowadzeniem do remisu. Przy stanie 10:10 siatkarkom z Azji znów udało się jednak powrócić na prowadzenie. Najpierw trafiła Yoshino Sato, a następnie Wada i zrobiło się 10:12. Przerwa, o którą poprosił trener Lavarini nie przyniosła skutku. Krótko po tym po raz pierwszy w całym spotkaniu gospodynie wygrywały bowiem trzema "oczkami".
Choć Biało-Czerwonym udało się zbliżyć do rywalek na jeden punkt, końcówka należała do faworytek miejscowej publiczności. Zawodniczki z Kraju Kwitnącej Wiśni wygrały 25:19 i przedłużyły swoje szanse na awans.
Rozpędzone Japonki, dodatkowo uskrzydlone głośnym dopingiem wypełnionych po brzegi trybun nie zamierzały się zatrzymywać. W ekspresowym tempie uciekły z rezultatem i w tym fragmencie meczu zdecydowanie dominowały nad bezradnymi Polkami. Stysiak i spółka odrobiły część strat, ale nie były w stanie doprowadzić do remisu. W dalszej części seta ponownie natomiast straciły kilka punktów z rzędu. Pomimo walki do końca przegrały 21:25.
W nim emocje sięgnęły zenitu, a obie drużyny szły łeb w łeb, choć gonić wynik musiały przede wszystkim nasze siatkarki. Przy stanie 10:10 Wada trafiła na 11:10, a Sato zaatakowała z przechodzącej piłki i było 12:10 dla Japonii. Chwilę później znów był jednak remis — 13:13 zrobiło się, po tym, jak Magdalena Jurczyk popisała się kapitalnym blokiem.