RAK
    Polak mieszka w Chicago. "Bez 100 tys. dolarów nie dam rady"

    Polak mieszka w Chicago. "Bez 100 tys. dolarów nie dam rady"

    1778 odsłon
    Polak mieszka w Chicago. "Bez 100 tys. dolarów nie dam rady"

    — W Chicago są duże ambicje, by stworzyć mocną i popularną drużynę — mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet Andrzej Fonfara. Były pięściarz widzi z bliska, jak Amerykanie reagują na mundial i transfer Lewandowskiego. Tłumaczy też, dlaczego potrzebuje ponad 100 tys. dol. miesięcznie i wspomina o wyborcach, którzy odwrócili się od Donalda Trumpa.

    Andrzej Fonfara od ponad 20 lat mieszka w USA. Były mistrz świata IBO w wadze półciężkiej z powodzeniem prowadzi w Chicago kilka biznesów, w tym szkółkę bokserską.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    W Chicago fani piłki nożnej żyją transferem Lewandowskiego

    Mieszka pan w Chicago od ponad 20 lat. Doskonale zna już miejscową społeczność. Transfer Roberta Lewandowskiego wywołał poruszenie?

    Oczywiście, szczególnie u tych, którzy są fanami piłki nożnej. Robert Lewandowski jest piłkarzem klasy światowej. Oczywiście jego kariera zmierza już ku końcowi, ale na pewno wzmocni Chicago Fire. Będzie zdobywać bramki. Myślę, że to dobry ruch dla Fire i dla Chicago. Szczególnie teraz, gdy w USA jest boom na piłkę nożną przez mundial. To fajny ruch dla miasta i klubu, bo pamiętajmy, że za dwa lata mają otworzyć nowy stadion. W Chicago są duże ambicje, by stworzyć mocną i popularną drużynę. Możliwie taką, żeby mogła konkurować popularnością z Chicago Bulls i Chicago Bears.

    Na przełomie lat 90. i 2000. w Chicago działała polska grupa kibiców

    To też dobry ruch z perspektywy Polonii w Chicago. Te nastroje mogą dzięki temu odżyć. Polacy będą musieli się zjednoczyć, żeby wspierać Roberta na boisku. Pewnie pojawi się sporo fajnych inicjatyw. Pamiętam, że gdy przeprowadziłem się do Chicago, to Fire przez wiele lat grali na stadionie Toyota Park. Chodziłem nawet na mecze, ponieważ działała polska grupa kibicowska Husaria, która wspierała Chicago Fire. Liczyła kilkaset Polaków. Kto wie, może doczekamy się teraz reaktywacji tej grupy. Pamiętam, że wspierali mnie też na moich walkach, a ja wraz z nimi kibicowałem na stadionie drużynie Fire.

    Polscy fani Chicago Fire w 2012 r.:

    Pan zapewne jako człowiek sportu również będzie pojawiać się na meczach Fire.

    Na pewno tak. Nie jestem zagorzałym kibicem Fire, bo wiadomo, że od zawsze i do końca na zawsze w moim sercu Legia Warszawa, ale na pewno ze względu na Roberta będę pojawiać się na meczach Fire. Jest to już, można powiedzieć, moje miasto — mieszkam tu ponad 20 lat i traktuję Chicago jako swój dom. Może będzie okazja pogadać z Robertem. Chętnie zaproszę go na trening bokserski do mojego klubu. Robert na pewno ożywi Polonię w Chicago.

    Robert Lewandowski na treningu Fire

    ABACA / PAP

    Robert Lewandowski na treningu Fire

    Piłka nożna coraz bardziej popularna w USA

    Rozmawiamy w czasie mistrzostw świata. Wiemy, że w Chicago nie są rozgrywane mecze, ale czy w mieście żyją piłką nożną?

    Tak, zresztą z roku na rok coraz bardziej widzę tę ciekawość piłką nożną u Amerykanów. Szczególnie widać jak śledzą mecze w barach czy pubach. Są teraz porobione strefy kibica z okazji mundialu. Szkoda, że Amerykanie już odpadli, bo ich ewentualny dobry występ zadziałałby tu jeszcze lepiej na popularność piłki.

    Trzeba też pamiętać, że Chicago jest takim miastem, gdzie jest dużo obcokrajowców. Dużo ludzi z Europy — Polacy, Ukraińcy, Serbowie, którzy też kochają piłkę. Ale też są Grecy czy Włosi. W Chicago mamy tę populację mocno zmieszaną. Myślę, że ci ludzie dużo wnoszą do tego, żeby oglądać piłkę nożną i kibicować.

    Kibice w Chicago

    Geoff Stellfox / Getty Images

    Kibice w Chicago

    Andrzej Fonfara od lat trenuje zawodników

    Wspomina pan o swoim klubie bokserskim. Widziałem, że pańscy młodsi zawodnicy regularnie wygrywają walki w USA.

    Tak, mam fajnych amatorów, ale też solidnych zawodników profesjonalnych, którzy powoli wspinają się po tej drabince, aby zostać w przyszłości mistrzem świata. Rozwijam się jako trener. Klub też fajnie funkcjonuje. Tak że mam swoją pociechę. Cieszę się, bo cały czas jestem w tym bokserskim biznesie. Jako zawodnik już na pewno odszedłem na emeryturę, ale teraz sprawdzam się jako szkoleniowiec, jako wychowawca i naprawdę się w tym odnajduję. To jest teraz mój cel, moja przyszłość, żeby w przyszłości być jednym z lepszych trenerów i szkoleniowców na świecie. Do tego staram się dążyć.

    Trudno jest dziś zachęcić dzieci do uprawiania sportów walki? W samym Chicago jest ogromny wybór dyscyplin dla najmłodszych.

    Stany są ogromnym państwem i ta różnorodność, o której wspominałem, jest olbrzymia. To samo tyczy się dzieci i sportów, które uprawiają. W USA dużą popularnością cieszy się UFC, co wywołuje zachętę do uprawiania sportów walki, w tym boksu. Wspomniana piłka nożna jest mniej popularna, ale teraz widzę, że idzie do góry. Myślę, że mistrzostwa świata wpłyną też na to, że więcej dzieci będzie chciało ją trenować.

    Andrzej Fonfara dostaje oferty, ale poważny boks już jest za nim

    Mówi pan, że definitywnie zakończył swoją przygodę z boksem, ale czy na pewno? Pamiętamy 2024 r. i udany powrót po sześciu latach.

    Na pewno już nie stać mnie na to, żeby walczyć o mistrzostwo świata. Może jeszcze kiedyś wrócę do ringu, ale już nie na poważnie. Miałem teraz parę propozycji, ale po prostu finansowo mi to się nie spinało i jednak odpuściłem. Spełniam się w roli trenera. Do tego dochodzą rodzina, dom. Wiadomo, że te młode lata już minęły. Nie chcę wracać, żeby zrobić z siebie worek bokserski. Myślę, że ten etap już jest za mną i teraz idę do przodu w roli trenera. Mam nadzieję mieć dobrych wychowanków, którzy tak jak ja zawalczą o mistrzostwo świata.

    Potrzebuje ponad 100 tys. dol. miesięcznie

    Dwa lata temu głośno było o pańskiej wypowiedzi na temat kosztów życia i prowadzenia działalności w Stanach. Mówił pan, że potrzebuje 100 tys. dol. miesięcznie.

    Tak, ale ja to mówiłem ogólnie. Zostało to wtedy trochę źle zinterpretowane. Nie mówiłem tylko o swojej osobie, że na swoje potrzeby muszę mieć 100 tys. miesięcznie. Mówiłem o biznesach i rodzinie. Wynajmujemy lokale, w których prowadzimy działalności. Same podatki za dom wynoszą mnie ponad 20 tys. dol. rocznie. Życie w USA nie jest tanie — dochodzą opłaty, szkoła dzieci. Tak że jeżeli nie mam w miesiącu przychodu w wysokości 100 tys. dol., to nie dam rady. Wiadomo, że gdy boksowałem, to wszedłem na pewien poziom życia i teraz chciałbym go utrzymać. Prowadzę biznesy z bratem, ale też wspomnianą szkółkę. Pamiętajmy, że Ameryka nie jest tania. Teraz wszystko idzie do góry.

    Andrzej Fonfara na konferencji przed galą Clout w 2023 r., na której wygrał z Marcinem Najmanem

    Piotr Kucza / newspix.pl

    Andrzej Fonfara na konferencji przed galą Clout w 2023 r., na której wygrał z Marcinem Najmanem

    Od Trumpa odwracają się jego wyborcy

    Pamiętam, że dwa lata temu rozmawialiśmy w okresie wyborów w USA. Mówił pan wtedy, że większość ludzi chce zmiany. Do tej zmiany doszło — do władzy doszedł Donald Trump. Jakie nastroje panują po tych dwóch latach?

    Są mieszane. Część zwolenników Trumpa wciąż jest za nim, ale też dużo ludzi się od niego odwróciło. Mają inne zdanie na niektóre tematy. Trochę inaczej to wszystko pokierował, niż obiecywał przed wyborami. Jego niektóre wypowiedzi mnie szokowały. Ale Ameryka idzie do przodu. Nie widzę dużych zmian. Oczywiście, benzyna jest teraz droższa, ale poza tym biznesy idą w miarę dobrze. Myślę, że jeszcze wrócą złote lata Ameryki.

    Z perspektywy biznesmena widzi pan, że wszystko zmierza w odpowiednim kierunku?

    Myślę, że tak. Na razie patrząc na siebie czy na znajomych mogę powiedzieć, że nie widzę dużego kryzysu. Dużo się nie poprawiło, ale nie jest gorzej.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?