RAK
    Polacy zagrali innym na nosie. Chwilę później zmieniono regulamin

    Polacy zagrali innym na nosie. Chwilę później zmieniono regulamin

    896 odsłon
    Polacy zagrali innym na nosie. Chwilę później zmieniono regulamin

    Czy reprezentacja Polski na żużlu sięgnie w tym roku po Drużynowy Puchar Świata? O tym przekonamy się 29 sierpnia, kiedy odbędzie się finał na PGE Narodowym. Tymczasem 16 lipca mija piętnaście lat od pamiętnego sukcesu biało-czerwonych w Gorzowie, po którym zmieniono regulamin rozgrywek, aby ukrócić dominację podopiecznych Marka Cieślaka.

    Premierowa edycja DPŚ odbyła się w 2001 roku i początkowo Polakom było trudno przebić się na najwyższy stopień podium. Pierwsze dwie edycje padły łupem Australii, a kolejne dwie wygrali Szwedzi. Przełom nastąpił w 2005 roku, kiedy Polska była gospodarzem finału we Wrocławiu i pokonała faworyzowaną reprezentację "Trzech Koron", w barwach której startował ówczesny dominator Tony Rickardsson.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Od tamtej pory to właśnie biało-czerwoni zaczęli wieść prym w tych rozgrywkach, a ich największym rywalem w kolejnych latach stali się Duńczycy. Rywalizacja obu nacji była fascynująca. Ekipa z Kraju Hamleta sięgnęła po zwycięstwo w 2006 i 2008 roku. Polacy zdobyli złoto w 2007 i 2009 roku.

    Trzecim zespołem, który liczył się w walce o najwyższe cele była Australia, ale jej do pełni szczęścia zawsze czegoś brakowało. Z kolei w momencie zakończenia kariery przez Rickardssona z walki "wypisała się" Szwecja, chociaż w latach 2008-2011 czterokrotnie zdobyła brąz. To był okres, w którym Brytyjczycy jeszcze nie byli tak mocni, jak obecnie. Coraz śmielej zaczęli radzić sobie natomiast Rosjanie.

    Przed finałem DPŚ w 2011 roku, który odbył się 16 lipca w Gorzowie, faworytami byli Polacy. Podopieczni Marka Cieślaka mieli chrapkę na trzeci tytuł z rzędu po wspomnianym triumfie w Lesznie dwa lata wcześniej, ale także w Vojens rok później. Zwycięstwo na terenie największego rywala smakowało podwójnie.

    Tym razem to nie Dania, lecz Australia miała najmocniej postawić się Polakom. W składzie "Kangurów" znaleźli się wówczas Jason Crump, Darcy Ward, Chris Holder, Troy Batchelor i Davey Watt. Cieślak na ten finał powołał Tomasza Golloba, Jarosława Hampela, Piotra Protasiewicza, Krzysztofa Kasprzaka i Janusza Kołodzieja.

    Falstart Polaków i "joker" Golloba

    Od początku zawodów ton tej rywalizacji nadawali Australijczycy. Po pierwszej serii startów ekipa z Antypodów uzbierała dziesięć punktów. Swoje wyścigi wygrali Crump, Batchelor i Holder. Wynik podopiecznych Craiga Boyce'a mógł być jeszcze lepszy, ale w swoim debiutanckim starcie wykluczony został Ward.

    Nasi błądzili niczym dzieci we mgle. Nawet aktualny mistrz świata — Gollob, który dodatkowo startował na swoim domowym torze, sensacyjnie przegrał z Batchelorem, ale też z Nielsem Kristianem Iversenem. Jeszcze gorzej pojechał Protasiewicz, który minął linię mety na ostatniej pozycji. W sumie Polakom udało się zdobyć tylko sześć "oczek" i wcale to nie był koniec kryzysu!

    Wydawało się, że po pierwszej mizernej serii gospodarze szybko znajdą odpowiednie ustawienia i rozpoczną marsz ku odrabianiu strat. Nic bardziej mylnego! Było jeszcze gorzej, a kibice na stadionie im. Edwarda Jancarza i przed telewizorami przecierali oczy ze zdumienia.

    Tylko po punkcie zdobyli Kołodziej i Kasprzak, natomiast ostatni przyjechał Hampel. W tym czasie swoje biegi wygrali Holder i Crump. Australijczycy powiększyli przewagę do ośmiu punktów i zrobiło się bardzo nieciekawie.

    Wówczas sygnał do odrabiania strat dał Gollob, który wygrał dziewiąty wyścig, pokonując Warda. Cieślak nie zwlekał i wykorzystał swojego asa już w kolejnej gonitwie jako jokera w miejsce Protasiewicza. To newralgiczny moment każdych zawodów DPŚ, ale Gollob był w tym znakomity i nie zawodził. Scenariusz ułożył się kapitalnie, bo 41-latek przyjechał pierwszy, podczas gdy Batchelor był ostatni.

    Udało się odrobić straty z nawiązką, bo swoje wyścigi chwilę później wygrali Hampel, znowu Gollob i Protasiewicz. Z ośmiopunktowej straty zrobiła się przewaga trzech "oczek".

    Australia wciąż walczy. Hampel wyręczył Golloba

    Kibice reprezentacji Polski byli przekonani, że nasi żużlowcy weszli już na właściwe obroty i będą jedynie budować przewagę. Znowu jednak nastąpił przestój w szeregach biało-czerwonych. W gonitwach 14-16 udało się zdobyć tylko... punkt. Australia dorzuciła ich sześć i odzyskała prowadzenie. Ale tylko na chwilę.

    To był żużlowy rollercoaster. Szwedzi i Duńczycy byli tłem dla walczących o złoto Polaków i Australijczyków. Skandynawowie rywalizowali o brąz, ale potrafili urywać punkty w pojedynczych biegach. Nie udało im się tylko wykorzystać jokerów, bo zarówno Andreas Jonsson, jak i Kenneth Bjerre mijali wtedy metę na ostatnich lokatach.

    Po 18 wyścigach Polska i Australia miały 32 punkty. Zanosiło się na elektryzującą końcówkę. Tymczasem obrońcy tytułu stali się nieosiągalni dla rywala. Do końca zawodów udało się zdobyć 19 z 21 możliwych "oczek"! Australii nie pomógł nawet joker w postaci Holdera w przedostatniej gonitwie. Wtedy też złoto biało-czerwonym zapewnił Hampel, który wygrał ten wyścig. Wielu odebrało to jako symboliczną zmianę warty, bo wcześniej zawsze czynił to Gollob.

    Chcieli zrobić na złość Polakom?

    Był to jeden z pamiętnych finałów DPŚ, aczkolwiek nie tak dramatyczny, jak ten dwudniowy dwa lata wcześniej z Leszna. Dzięki zwycięstwu Polacy dokonali historycznej rzeczy, ponieważ jako pierwsi zdobyli złoto trzykrotnie z rzędu, przebijając wyczyn Australijczyków i Szwedów z pierwszych edycji.

    Taka dominacja nie podobała się światowym władzom, które postanowiły zmienić regulamin i od kolejnej edycji ograniczyć liczebność drużyn z pięciu do czterech zawodników. To miało zwiększyć szansę pozostałych reprezentacji, które nie miały tak silnych kadr, jak Polska. Efekt? W 2012 roku naszej reprezentacji zabrakło w finale! Nasi odpadli w barażach, zajmując drugie miejsce za Danią.

    Nie brakowało opinii, że taka reforma miała celowo uderzyć w Polskę, ale kolejne lata pokazały, że nawet to nie pomogło. W 2013 roku kadra Cieślaka, już bez Golloba, wygrała w Pradze. Dwie kolejne edycje należały do Duńczyków i Szwedów, ale lata 2016-2017 ponownie do biało-czerwonych. I wtedy FIM poszło na całość... likwidując te rozgrywki!

    Format ten wrócił dopiero w 2023 roku, ale metodą kompromisu jest rozgrywany co trzy lata pomiędzy zmaganiami Speedway of Nations. Zespoły znowu mogą rywalizować w pięcioosobowych składach. Efekt? Pierwsza edycja po reaktywacji i znowu wygrana Polski. W tym roku finał odbędzie się 29 sierpnia na PGE Narodowym, gdzie podopieczni Stanisława Chomskiego powalczą o dziesiąte złoto w historii.

    Finał DPŚ 2011 w Gorzowie (16.07):

    1. Polska 51 pkt.

    Krzysztof Kasprzak (2,1,0,3,2) 8

    Jarosław Hampel (2,0,3,3,3) 11

    Tomasz Gollob (1,3,6!,3,1,3) 17

    Piotr Protasiewicz (0,-,3,2,3) 8

    Janusz Kołodziej (1,1,0,3,2) 7

    2. Australia 45 pkt.

    Jason Crump (3,3,2,3,2) 13

    Darcy Ward (W,2,1,0,1) 4

    Troy Batchelor (3,0,2,2,3) 10

    Davey Watt (1,0,1,1,0) 3

    Chris Holder (3,3,2,3,4!) 15

    3. Szwecja 30 pkt.

    Andreas Jonsson (1,0,0!,0,-) 1

    Fredrik Lindgren (3,1,3,2,2,1) 12

    Antonio Lindbaeck (0,3,2,1,1,1) 8

    Jonas Davidsson (2,0,0,-,-) 2

    Thomas H. Jonasson (0,2,2,1,2,0) 7

    4. Dania 29 pkt.

    Mads Korneliussen (0,2,1,0,-) 3

    Bjarne Pedersen (1,2,0,-,0) 3

    Niels Kristian Iversen (2,1,1,1,3) 8

    Nicki Pedersen (3,1,1,0,0,U) 5

    Kenneth Bjerre (2,2,3,0!,2,1) 10

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?