
Czy reprezentacja Polski na żużlu sięgnie w tym roku po Drużynowy Puchar Świata? O tym przekonamy się 29 sierpnia, kiedy odbędzie się finał na PGE Narodowym. Tymczasem 16 lipca mija piętnaście lat od pamiętnego sukcesu biało-czerwonych w Gorzowie, po którym zmieniono regulamin rozgrywek, aby ukrócić dominację podopiecznych Marka Cieślaka.
Premierowa edycja DPŚ odbyła się w 2001 roku i początkowo Polakom było trudno przebić się na najwyższy stopień podium. Pierwsze dwie edycje padły łupem Australii, a kolejne dwie wygrali Szwedzi. Przełom nastąpił w 2005 roku, kiedy Polska była gospodarzem finału we Wrocławiu i pokonała faworyzowaną reprezentację "Trzech Koron", w barwach której startował ówczesny dominator Tony Rickardsson.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Od tamtej pory to właśnie biało-czerwoni zaczęli wieść prym w tych rozgrywkach, a ich największym rywalem w kolejnych latach stali się Duńczycy. Rywalizacja obu nacji była fascynująca. Ekipa z Kraju Hamleta sięgnęła po zwycięstwo w 2006 i 2008 roku. Polacy zdobyli złoto w 2007 i 2009 roku.
Trzecim zespołem, który liczył się w walce o najwyższe cele była Australia, ale jej do pełni szczęścia zawsze czegoś brakowało. Z kolei w momencie zakończenia kariery przez Rickardssona z walki "wypisała się" Szwecja, chociaż w latach 2008-2011 czterokrotnie zdobyła brąz. To był okres, w którym Brytyjczycy jeszcze nie byli tak mocni, jak obecnie. Coraz śmielej zaczęli radzić sobie natomiast Rosjanie.
Przed finałem DPŚ w 2011 roku, który odbył się 16 lipca w Gorzowie, faworytami byli Polacy. Podopieczni Marka Cieślaka mieli chrapkę na trzeci tytuł z rzędu po wspomnianym triumfie w Lesznie dwa lata wcześniej, ale także w Vojens rok później. Zwycięstwo na terenie największego rywala smakowało podwójnie.
Tym razem to nie Dania, lecz Australia miała najmocniej postawić się Polakom. W składzie "Kangurów" znaleźli się wówczas Jason Crump, Darcy Ward, Chris Holder, Troy Batchelor i Davey Watt. Cieślak na ten finał powołał Tomasza Golloba, Jarosława Hampela, Piotra Protasiewicza, Krzysztofa Kasprzaka i Janusza Kołodzieja.
Od początku zawodów ton tej rywalizacji nadawali Australijczycy. Po pierwszej serii startów ekipa z Antypodów uzbierała dziesięć punktów. Swoje wyścigi wygrali Crump, Batchelor i Holder. Wynik podopiecznych Craiga Boyce'a mógł być jeszcze lepszy, ale w swoim debiutanckim starcie wykluczony został Ward.
Nasi błądzili niczym dzieci we mgle. Nawet aktualny mistrz świata — Gollob, który dodatkowo startował na swoim domowym torze, sensacyjnie przegrał z Batchelorem, ale też z Nielsem Kristianem Iversenem. Jeszcze gorzej pojechał Protasiewicz, który minął linię mety na ostatniej pozycji. W sumie Polakom udało się zdobyć tylko sześć "oczek" i wcale to nie był koniec kryzysu!
Wydawało się, że po pierwszej mizernej serii gospodarze szybko znajdą odpowiednie ustawienia i rozpoczną marsz ku odrabianiu strat. Nic bardziej mylnego! Było jeszcze gorzej, a kibice na stadionie im. Edwarda Jancarza i przed telewizorami przecierali oczy ze zdumienia.
Tylko po punkcie zdobyli Kołodziej i Kasprzak, natomiast ostatni przyjechał Hampel. W tym czasie swoje biegi wygrali Holder i Crump. Australijczycy powiększyli przewagę do ośmiu punktów i zrobiło się bardzo nieciekawie.
Wówczas sygnał do odrabiania strat dał Gollob, który wygrał dziewiąty wyścig, pokonując Warda. Cieślak nie zwlekał i wykorzystał swojego asa już w kolejnej gonitwie jako jokera w miejsce Protasiewicza. To newralgiczny moment każdych zawodów DPŚ, ale Gollob był w tym znakomity i nie zawodził. Scenariusz ułożył się kapitalnie, bo 41-latek przyjechał pierwszy, podczas gdy Batchelor był ostatni.
Udało się odrobić straty z nawiązką, bo swoje wyścigi chwilę później wygrali Hampel, znowu Gollob i Protasiewicz. Z ośmiopunktowej straty zrobiła się przewaga trzech "oczek".
Kibice reprezentacji Polski byli przekonani, że nasi żużlowcy weszli już na właściwe obroty i będą jedynie budować przewagę. Znowu jednak nastąpił przestój w szeregach biało-czerwonych. W gonitwach 14-16 udało się zdobyć tylko... punkt. Australia dorzuciła ich sześć i odzyskała prowadzenie. Ale tylko na chwilę.
To był żużlowy rollercoaster. Szwedzi i Duńczycy byli tłem dla walczących o złoto Polaków i Australijczyków. Skandynawowie rywalizowali o brąz, ale potrafili urywać punkty w pojedynczych biegach. Nie udało im się tylko wykorzystać jokerów, bo zarówno Andreas Jonsson, jak i Kenneth Bjerre mijali wtedy metę na ostatnich lokatach.
Po 18 wyścigach Polska i Australia miały 32 punkty. Zanosiło się na elektryzującą końcówkę. Tymczasem obrońcy tytułu stali się nieosiągalni dla rywala. Do końca zawodów udało się zdobyć 19 z 21 możliwych "oczek"! Australii nie pomógł nawet joker w postaci Holdera w przedostatniej gonitwie. Wtedy też złoto biało-czerwonym zapewnił Hampel, który wygrał ten wyścig. Wielu odebrało to jako symboliczną zmianę warty, bo wcześniej zawsze czynił to Gollob.
Był to jeden z pamiętnych finałów DPŚ, aczkolwiek nie tak dramatyczny, jak ten dwudniowy dwa lata wcześniej z Leszna. Dzięki zwycięstwu Polacy dokonali historycznej rzeczy, ponieważ jako pierwsi zdobyli złoto trzykrotnie z rzędu, przebijając wyczyn Australijczyków i Szwedów z pierwszych edycji.
Taka dominacja nie podobała się światowym władzom, które postanowiły zmienić regulamin i od kolejnej edycji ograniczyć liczebność drużyn z pięciu do czterech zawodników. To miało zwiększyć szansę pozostałych reprezentacji, które nie miały tak silnych kadr, jak Polska. Efekt? W 2012 roku naszej reprezentacji zabrakło w finale! Nasi odpadli w barażach, zajmując drugie miejsce za Danią.
Nie brakowało opinii, że taka reforma miała celowo uderzyć w Polskę, ale kolejne lata pokazały, że nawet to nie pomogło. W 2013 roku kadra Cieślaka, już bez Golloba, wygrała w Pradze. Dwie kolejne edycje należały do Duńczyków i Szwedów, ale lata 2016-2017 ponownie do biało-czerwonych. I wtedy FIM poszło na całość... likwidując te rozgrywki!
Format ten wrócił dopiero w 2023 roku, ale metodą kompromisu jest rozgrywany co trzy lata pomiędzy zmaganiami Speedway of Nations. Zespoły znowu mogą rywalizować w pięcioosobowych składach. Efekt? Pierwsza edycja po reaktywacji i znowu wygrana Polski. W tym roku finał odbędzie się 29 sierpnia na PGE Narodowym, gdzie podopieczni Stanisława Chomskiego powalczą o dziesiąte złoto w historii.
Finał DPŚ 2011 w Gorzowie (16.07):
1. Polska 51 pkt.
Krzysztof Kasprzak (2,1,0,3,2) 8
Jarosław Hampel (2,0,3,3,3) 11
Tomasz Gollob (1,3,6!,3,1,3) 17
Piotr Protasiewicz (0,-,3,2,3) 8
Janusz Kołodziej (1,1,0,3,2) 7
2. Australia 45 pkt.
Jason Crump (3,3,2,3,2) 13
Darcy Ward (W,2,1,0,1) 4
Troy Batchelor (3,0,2,2,3) 10
Davey Watt (1,0,1,1,0) 3
Chris Holder (3,3,2,3,4!) 15
3. Szwecja 30 pkt.
Andreas Jonsson (1,0,0!,0,-) 1
Fredrik Lindgren (3,1,3,2,2,1) 12
Antonio Lindbaeck (0,3,2,1,1,1) 8
Jonas Davidsson (2,0,0,-,-) 2
Thomas H. Jonasson (0,2,2,1,2,0) 7
4. Dania 29 pkt.
Mads Korneliussen (0,2,1,0,-) 3
Bjarne Pedersen (1,2,0,-,0) 3
Niels Kristian Iversen (2,1,1,1,3) 8
Nicki Pedersen (3,1,1,0,0,U) 5
Kenneth Bjerre (2,2,3,0!,2,1) 10