
Aryna Sabalenka nie spełniła marzeń o pierwszym w karierze triumfie na Wimbledonie, bo dość szybko odpadła. Białorusinka doczekała się wsparcia ze strony byłej finalistki londyńskiego turnieju. — Jest numerem jeden nie bez powodu — powiedziała Sabine Lisicki.
Liderka światowego rankingu WTA zakończyła tegoroczną rywalizację już na etapie 1/8 finału, przegrywając z Naomi Osaką 2:6, 6:7(2). Mimo rozczarowującego wyniku
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Sabalenka przystępowała do Wimbledonu jako główna faworytka do końcowego zwycięstwa. Ostatecznie jej marsz po pierwszy tytuł na londyńskiej trawie zatrzymała Naomi Osaka, która okazała się lepsza już w czwartej rundzie.
Dla Białorusinki oznaczało to również koniec imponującej serii. Od US Open 2022 aż do tegorocznego Wimbledonu nie schodziła poniżej ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego, notując 14 kolejnych występów co najmniej w najlepszej ósemce. Jednocześnie od początku 2025 roku wygrała zaledwie jeden z siedmiu ostatnich turniejów Wielkiego Szlema.
Po zakończeniu Wimbledonu o aktualnej dyspozycji liderki rankingu WTA wypowiedziała się Sabine Lisicki. Finalistka Wimbledonu z 2013 r. w rozmowie z Tennis365 zwróciła uwagę, że na formę Sabalenki mogły wpłynąć wydarzenia z Roland Garros.
— Wszyscy widzieliśmy, co wydarzyło się podczas French Open. Kiedy drabinka nagle się otwiera i zawodniczka myśli: "To mój moment, mogę zdobyć tytuł", pojawia się ogromna presja. Myślę, że właśnie ona sprawiła, że Sabalenka nie poradziła sobie w Paryżu. Odniosłam też wrażenie, że potrzebowała trochę czasu, aby się po tym odbudować — powiedziała Niemka.
Lisicki przypomniała również, że Białorusinka miała problemy także podczas turnieju w Berlinie, gdzie w półfinale przegrała z Jessicą Pegulą, mimo wygranego pierwszego seta. W Roland Garros z kolei odpadła po porażce z Dianą Shnaider, przegrywając decydującą partię do zera.
Była finalistka Wimbledonu zaznaczyła jednak, że występ Sabalenki w Londynie ocenia zdecydowanie bardziej pozytywnie.
— Gra fantastycznie i jest numerem jeden nie bez powodu. Uważam, że na Wimbledonie prezentowała się naprawdę dobrze. Mecz z Naomi był bardzo wyrównany, o wszystkim zadecydowało kilka piłek. Szczerze mówiąc, takie spotkanie spokojnie mogłoby być finałem. Po prostu drabinka ułożyła się w taki sposób, że doszło do niego wcześniej — stwierdziła Lisicki.