RAK
    Piotr Milewski: Japonia zaczyna się tam, gdzie kończy się wycieczka

    Piotr Milewski: Japonia zaczyna się tam, gdzie kończy się wycieczka

    2539 odsłon
    Piotr Milewski: Japonia zaczyna się tam, gdzie kończy się wycieczka

    Piotr Milewski, autor bestsellerowej "Planety K. Pięć lat w japońskiej korporacji", od lat pokazuje czytelnikom Japonię z perspektywy, do której dociera niewielu. Przez pięć lat był jedynym obcokrajowcem pracującym w japońskiej korporacji, mieszkał w klasztorze zen i przemierzał kraj od Hokkaido po Okinawę.

    Pamięta pan moment, w którym pomyślał: "To już nie jest wycieczka, to zupełnie inny świat"? Co było takim pierwszym kulturowym zderzeniem z Japonią?

    Myślę, że był to moment, w którym zastukałem do bramy klasztoru buddyjskiego Tofuku-ji w Kioto, by poddać się surowej regule wraz z japońskimi adeptami buddyzmu zen. Do dziś pamiętam tamto popołudnie podczas gorącego lata. W jednej chwili ze świata codzienności trafiłem do zamkniętego świata medytacji i koanów. Opisałem to w książce "Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia".

    Gdyby miał pan zabrać czytelników do Japonii tylko na jeden dzień, jakie trzy miejsca lub doświadczenia pokazałby pan im obowiązkowo?

    Jeśli miałby być to tylko jeden dzień, to pewnie najpierw zaprosiłbym czytelników na lot nad Japonią, z południa na północ, czyli z archipelagu Okinawa na wyspę Hokkaido. I wypatrywałbym po drodze góry Fuji. A potem zaprosiłbym ich do Kioto, by doświadczyli historii i tradycji, nad Pacyfik i w Alpy Japońskie — by zobaczyli ocean i góry, które kształtują ten kraj. Na koniec zabrałbym czytelników do gorących, wulkanicznych źródeł, w których czeka nas doskonały relaks.

    Czy istnieje coś w Japonii, czego do dziś brakuje panu w Polsce?

    Tak, brakuje mi powszechnego zaufania wobec innych ludzi i instytucji, a także zgody na to, by ustąpić innemu, bez poczucia, że coś na tym tracimy. A mniej poważnie, brakuje mi miejsc, w których nie musimy wybierać między górami a morzem, bo oba znajdują się przy sobie. Brakuje mi też małych, rodzinnych restauracyjek i barów, w których — oprócz pysznego jedzenia — po krótkiej chwili możemy nawiązać znajomość z gospodarzami i stałymi bywalcami.

    Wiele osób marzy o Japonii dzięki anime czy popkulturze. Jaka jest ta prawdziwa Japonia, którą poznał pan od środka?

    Jest różna. Zachwycająca i zaskakująca, uśmiechnięta i poważna. Tak naprawdę nie ma jednej "prawdziwej" Japonii, jest ponad sto dwadzieścia milionów Japończyków, którzy żyją razem na kilkuset zamieszkałych wyspach. Każdy jest inny, każdy ma swoją historię i opowieść. I to jest w Japonii piękne.

    Czy podróżowanie po Japonii bardziej uczy pokory czy zachwytu? Co najbardziej zmieniło pana sposób patrzenia na świat?

    Podróżowanie, to głębokie i pełne, zawsze uczy pokory, a od czasu do czasu nagradza nas zachwytem. Do jednego i drugiego potrzebne są otwarte umysł i serce oraz gotowość, by ich doświadczyć. Spotkania z drugim człowiekiem, który urodził się i żyje w innej kulturze, mogą zmienić to, jak widzimy świat. Tak było w moim przypadku. Nie tylko z powodu Japonii, ale też Islandii, po której dwukrotnie podróżowałem i opisałem to w książce "Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat" oraz Etiopii, podróż, którą odważyłem się opisać dopiero ćwierć wieku później w najnowszej książce "Przez Etiopię. Zapiski z podróży z przełomu wieku". Ma ukazać się w październiku bieżącego roku.

    Czy jest miejsce w Japonii, do którego wraca pan myślami częściej niż do Tokio?

    Są miejsca, do których bardzo często wracam myślami. To Półwysep Kii z kilkoma ważnymi świętymi chramami i szlakami pielgrzymkowymi, które do nich prowadzą. To także wyspa Hokkaido, na której mieszkałem ponad trzy lata, ze srogą i śnieżną zimą, i wspaniałą kuchnią. A jeśli chodzi o Tokio, to wracam do miejsca, w którym spędziłem sześć lat, czyli na wyspę Shinkawa, która dla mnie jest niczym druga ojczyzna. Mam tam wciąż wielu bliskich przyjaciół.

    Był pan jedynym obcokrajowcem w ogromnej japońskiej korporacji. Kiedy po raz pierwszy poczuł pan, że naprawdę rozumie zasady tego świata?

    To bardzo trudne pytanie. Poznawałem te zasady przez cały czas, aż do samego końca, do momentu, gdy odszedłem z firmy po niemal sześciu latach pracy. Nie wiem, czy wszystkie zrozumiałem, ale wiem, że niektóre z nich do dziś pozostają dla mnie tajemnicą. A częścią zespołu poczułem się po trzech miesiącach pracy. Wtedy też koledzy i przełożeni zaczęli mnie traktować tak samo, jak innych.

    Czy zdarzyła się sytuacja, która początkowo wydawała się absurdalna, a po latach zrozumiał pan, że była po prostu... bardzo japońska?

    Odsyłam do lektury książki "Planeta K. Pięć lat w japońskiej korporacji". Dla ułatwienia podpowiem, że chodzi o zebranie firmowe w oddziale w Tokio, podczas którego w roli głównej wystąpił Dyrektor, a w drugoplanowej — Kierownik oddziału.

    Czy po latach uważa pan, że Japonię łatwiej zrozumieć, czy wręcz przeciwnie — im dłużej się ją poznaje, tym więcej pozostaje tajemnic?

    Myślę, że najłatwiej "zrozumieć" Japonię podczas krótkiej wycieczki. Gdy tam mieszkamy, trudniej o generalizacje i łatwe osądy. Ale wtedy też odsłania ona przed nami swoje piękno i tajemnice, i mamy szansę bardziej ją poczuć.

    Jaką jedną lekcję z Japonii chciałby pan przenieść do europejskiej codzienności?

    Lekcję pokory, współpracy, cierpliwości i pogodzenia z losem, gdy walka staje się bezcelowa.

    Gdyby miał pan przekonać czytelników jednym zdaniem, że Japonia jest znacznie ciekawsza niż to, co widzą w mediach społecznościowych — co by pan powiedział?

    Pojedźcie tam i zejdźcie z głównego szlaku! Pozwólcie sobie na spotkania z przypadkowymi ludźmi, zaufajcie im i swojej intuicji. I koniecznie wyruszcie na spotkanie z japońską przyrodą, która jest zachwycająca.

    Jeśli po przeczytaniu "Planety K" czytelnik kupi bilet do Japonii, czego przede wszystkim nie powinien tam przegapić — i czego absolutnie nie powinien się spodziewać?

    Jeśli otworzy się na ludzi i nowe doświadczenia, nie musi się martwić, że cokolwiek przegapi. Nie powinien się natomiast spodziewać, że wszystko będzie tak jak u nas. Będzie inaczej, ale przez to ciekawie i inspirująco!

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era