
Curacao odpadło z mundialu już po fazie grupowej, ale jego debiut został odebrany jak sukces. Najmniejszy kraj w historii MŚ zdobył pierwszy punkt, strzelił pierwszego gola, a na wyspie, w diasporze w Holandii i na sąsiednich wyspach dominowała przede wszystkim duma.
Po wysokiej porażce z Niemcami 1:7 Curacao odpowiedziało remisem 0:0 z Ekwadorem. To właśnie ten mecz stał się centralnym punktem opowieści o mundialowym debiucie. Holenderskie media pisały o "piłkarskim cudzie", a lokalne portale podkreślały, że mała wyspa może stanąć naprzeciw dużo większych rywali i zapisać się w historii turnieju.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Bohaterem spotkania został Eloy Room. Bramkarz Curacao bronił niemal wszystko, a jego występ urósł do rangi symbolu. Na wyspie pojawiły się nawet głosy, by uhonorować go pomnikiem.
Nie chodziło wyłącznie o sportową euforię, ale o potrzebę utrwalenia momentu, w którym Curacao zaistniało na największej piłkarskiej scenie. Reakcje na wyspie były jednoznaczne. Lokalnie pisano o "niebieskiej chmurze", na której znalazło się Curacao. Ulice stolicy — Willemstad — wypełniały się kibicami w barwach reprezentacji, samochody jeździły z flagami, a w radiu i internecie krążyły mundialowe piosenki, w tym kibicowskie "Mama Wa’!" — "Mamo, patrz!".
Polityka i codzienne problemy zeszły na dalszy plan. Występ Curacao miał też wymiar szerszy niż sama wyspa. Na Arubie i Bonaire "Błękitną Falę" odbierano jako wspólną historię wysp ABC i karaibskiej części Królestwa Niderlandów.
W Noord na Arubie lokalne centrum dzielnicowe organizowało wspólne oglądanie meczu z Ekwadorem, a portal Telearuba pisał o świętowaniu "tożsamości jako jeden naród". Na Bonaire władze mówiły o "braciach i siostrach z Curacao", którzy reprezentują karaibski region na światowej scenie.
Podobnie wyglądało to w Holandii, gdzie mieszka liczna diaspora z Curacao, Aruby i Bonaire. Szczególnie mocno wybrzmiewał Rotterdam, miasto związane z wieloma mieszkańcami Karaibów. Tam kibicowanie Curacao nie było traktowane jako konkurencja wobec Holandii, lecz jako druga warstwa tożsamości.
Ostatni mecz, przegrany z Wybrzeżem Kości Słoniowej 0:2, zamknął szansę na awans, ale nie zmienił tonu podsumowań. Curacao nie wraca z turnieju z pustymi rękami. Awansu nie było, ale była historia: pierwszy gol, pierwszy punkt i poczucie, że mała wyspa porwała za sobą całe karaibskie sąsiedztwo