RAK
    Pierwsza wtopa Lavariniego. Wnioski po odpadnięciu Polek z Ligi Narodów

    Pierwsza wtopa Lavariniego. Wnioski po odpadnięciu Polek z Ligi Narodów

    1450 odsłon
    Pierwsza wtopa Lavariniego. Wnioski po odpadnięciu Polek z Ligi Narodów

    Polki będą żałować zmarnowanej szansy w spotkaniu z Japonią, ale zapewnić sobie przepustkę do finałów w Makau mogły znacznie wcześniej.

    Rok temu w Łodzi Polska zdobyła brąz Ligi Narodów, pokonując Japonię 3:1, która teraz w Osace dzięki zwycięstwu 3:2 nad Biało-Czerwonymi naszym kosztem awansowała do finałów.

    Na ostatni turniej interkontynentalny Ligi Narodów 2026 polskie siatkarki jechały, aby przypieczętować czwarty z rzędu awans do Final Eight. Wydawało się, że przepustkę da zaledwie jedno zwycięstwo, ale rewelacyjna postawa Kanadyjek oraz Holenderek podczas zmagań w Hongkongu i Belgradzie zmieniła sytuację. Czwartkowy triumf nad USA 3:2 okazał się niewystarczający, a piątkowa przegrana z Brazylią 1:3 sprawiła, że w niedzielę doszło do bezpośredniego starcia z Japonią o bilet na finały w Makau.

    Ostatecznie sięgnęły po niego rywalki, choć podopieczne Stefano Lavariniego rozegrały koncertowe dwa sety. Pierwszą partię wygrały 25:20, a w drugiej rozniosły Japonki do 14. Wszystko zmieniło się od trzeciej odsłony. Gospodynie najpierw doprowadziły do tie-breaka, w którym po wielkich emocjach zwyciężyły 15:13. Co boli najbardziej, decydujący punkt asem serwisowym zdobyła Yoshino Sato. Po jej zagrywce piłka na moment zatrzymała się na taśmie, po czym wpadła w boisko po naszej stronie. Mimo olbrzymiej ofiarności z interwencją nie zdążyła libero Aleksandra Szczygłowska. — Od trzeciego seta brakowało nam kończącego ataku. Być może zawiódł nas brak cierpliwości. Wbrew pozorom uważam, że z każdym meczem w tegorocznej edycji VNL grałyśmy lepiej, ale to nie wystarczyło nam do awansu — mówi przyjmująca Julita Piasecka.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Zważywszy na okoliczności, Polki będą żałować zmarnowanej szansy w spotkaniu z Japonią, ale zapewnić sobie przepustkę do finałów w Makau mogły znacznie wcześniej. Na turnieju w Osace porażki z Brazylią (brązowy medalista mistrzostw świata) oraz Turcją (wicemistrz świata) można usprawiedliwić, ale olbrzymie konsekwencje — ostatecznie — przyniosła za sobą przegrana z Kanadą 2:3 trzy tygodnie temu na zakończenie zmagań w Bangkoku. W klasyfikacji końcowej Biało-Czerwone jednym zwycięstwem dały wyprzedzić się właśnie Japonii oraz Kanadzie, co dobitnie pokazuje, że awans został przegrany w dwóch tie-breakach. Trzy turnieje interkontynentalne łączą również porażki w ostatnich meczach. Oprócz wymienionych potyczek z Japonią i Kanadą na początku czerwca podopieczne Lavariniego uległy Chinkom w Nankinie.

    Są okoliczności łagodzące

    Dla włoskiego selekcjonera brak awansu do czołowej ósemki Ligi Narodów jest pierwszą poważną wtopą podczas pracy z reprezentacją Polski. Pomijając edycję VNL w 2022 r., kiedy Lavarini sprzątał w kadrze po poprzedniku, w każdej imprezie odpadał z wyraźnie mocniejszym rywalem. Tak było przede wszystkim na największych turniejach — w mistrzostwach świata 2022 i 2025 wyeliminowały nas Serbki i Włoszki (późniejsze triumfatorki tych imprez), w mistrzostwach Europy 2023 — Turcja (późniejszy złoty medalista), a w igrzyskach 2024 Amerykanki (późniejsze finalistki). Z kolei trzy poprzednie edycje Ligi Narodów Polki kończyły z brązowymi medalami. Teraz nie załapały się nawet do ćwierćfinałów.

    Usprawiedliwieniem dla Lavariniego jest sytuacja kadrowa. Przed obecnym sezonem reprezentacyjnym selekcjoner stracił jedną z liderek drużyny — Agnieszkę Korneluk, która zakończyła karierę. W czerwcu z powodu kontuzji wypadły Martyna Czyrniańska i Martyna Łukasik, czyli docelowo podstawowe przyjmujące. A podczas pierwszego turnieju VNL w Nankinie nie mógł skorzystać z Magdaleny Stysiak (sprawy osobiste). W spotkaniu z Japonią atakująca zdobyła 27 punktów, ale to i tak nie wystarczyło, aby pokonać rywalki.

    Stefano Lavarini z reprezentantkami Polski

    PAP/EPA / PAP

    Stefano Lavarini z reprezentantkami Polski

    — W każdym meczu możemy znaleźć elementy wymagające poprawy, ale jest także wiele sygnałów potwierdzających, że rozwijamy się we właściwym kierunku. Nie awansowaliśmy do finałów, dogłębna analiza dopiero nas czeka, natomiast w tym momencie chciałbym skupić się na pozytywach — stwierdził Włoch.

    Ambitne cele na EuroVolley

    Taka narracja ze strony 47-latka jest poniekąd zrozumiała. Lavarini doskonale wie, że musi jak najlepiej wpłynąć na drużynę, ponieważ w sierpniu czekają nas mistrzostwa Europy, w których nasza kadra chce powalczyć o czołową czwórkę. — Z jednej strony zyskaliśmy więcej czasu, aby przygotować się do ME 2026. Z drugiej straciliśmy możliwość do rozwoju poprzez kolejne spotkania z najlepszymi drużynami na świecie. Przy tym wszystkim powinniśmy jednak pamiętać, że obecnie mamy zespół z wieloma nowymi zawodniczkami oraz takimi, których rola się zmieniła, bo do niedawna były zmienniczkami, a teraz grają w szóstce — podsumowuje Lavarini.

    Przed ME Biało-Czerwone rozegrają towarzyski Memoriał Agaty Mróz-Olszewskiej w Koszalinie od 11 do 13 sierpnia. Tam rywalkami będą Francja, Ukraina oraz Włochy.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?