Pełna napięcia romantasy o zakazanej miłości, wojnie i pradawnej mocy

    Pełna napięcia romantasy o zakazanej miłości, wojnie i pradawnej mocy

    2397 odsłon
    Pełna napięcia romantasy o zakazanej miłości, wojnie i pradawnej mocy

    W świecie, gdzie półelfy samosądem skazywane są na śmierć, a magia stała się przekleństwem, młoda Rhya Fleetwood musi dokonać wyboru, od którego zależą jej własny los i przyszłość całego królestwa. "Tkająca wiatr" to pełna napięcia romantasy o zakazanej miłości, wojnie i pradawnej mocy, która może albo ocalić świat, albo pogrążyć go w chaosie.

    "Tkająca wiatr" to historia w duchu najpopularniejszych romantasy ostatnich lat, z silną bohaterką, która próbuje przetrwać w świecie spowitym wojną, a także opowieść o powoli rodzącym się, zakazanym uczuciu. Już od pierwszych stron autorka wrzuca czytelnika w brutalną rzeczywistość prześladowań i konfliktów, których ofiarą pada także Rhya.

    Julie Johnson ma na swoim koncie ponad dwadzieścia książek tłumaczonych na kilkanaście języków, a "Tkająca wiatr" dotarła na pierwsze miejsce listy bestsellerów "Sunday Timesa". Autorka motywy nadprzyrodzonych sił i przeznaczenia przeplata uniwersalnymi wątkami o uprzedzeniach, stracie i cenie, jaką trzeba zapłacić za zaufanie. Ta książka to epicka historia pełna magii, niebezpieczeństw i emocji, która powinna przypaść do gustu fanom romantycznego fantasy. Przeczytaj fragment książki.

    Tkajaca wiatr

    Partner Wydawnictwo Zysk

    Tkajaca wiatr

    Stryczek uwiera, naszyjnik śmierci.

    Czuję, jak mój puls — równomierne staccato — bije pod delikatną skórą mojej szyi. Nie ma strachu. Już nie. On pojawił się wcześniej wraz z posiniaczonymi dłońmi i warczącymi psami, które tropiły mnie na dzikich bagnach. I uleciał razem ze słońcem zsuwającym się za horyzont w nieprzeniknioną ciemność.

    Co zawsze powtarzał Eli?

    Strach oznacza tylko to, że masz coś do stracenia.

    Ja teraz nie mam już nic. Nic poza własnym życiem, a ono dla nikogo nie jest wiele warte.

    Z pewnością nie dla moich porywaczy.

    — Podstępna mała suka, co? — Szorstki głos rechocze gdzieś po mojej lewej stronie. — Połowa naszego oddziału musiała ją tropić. Tuzin ludzi. Trzy dni spędziliśmy na tych przeklętych bagnach z osami, wężami i pająkami. Po kolana w błocie, mchu i innym gównie. Prawie wyślizgnęła się nam z sieci, kiedy wczoraj straciliśmy światło. — Plwocina ląduje na moim policzku. — Elfijska szumowina.

    Odpowiada mu inny głos — młodszy, lekko drżący. Być może to głos nowego rekruta, jeszcze niezmęczonego tą niekończącą się zabawą, krwawą grą wojenną, w którą lubią grać śmiertelnicy.

    — Ona po prostu… jest taka młoda.

    — Nie daj się zwieść oczom, chłopcze. To tylko sztuczki wróżek. One są jak trujący kwiat. Maskują swoją prawdziwą naturę pięknymi twarzami i słodkimi uśmiechami. Mówią, że w dawnych czasach niektóre potrafiły sprawić, że widziałeś wszystko, co chciały, byś widział. Wabiły cię na skraj urwiska, a ty myślałeś, że pląsasz po polu stokrotek.

    Młody żołnierz głośno wciąga powietrze. Wyczuwam jego przerażenie mimo opaski na oczach.

    — Nie martw się, synu. Takiego magika nie widziano w tych stronach od prawie dwóch stuleci. — Szorstki głos chichocze. — Te, na które polujemy, jak ta tutaj, to głównie półelfy. Niedobitki z czasów przed Rebelią, kiedy mieszanie linii krwi nie było jeszcze zakazane. Nie są bardziej zaczarowane niż ty czy ja.

    Nastąpiła wyraźna pauza. Jaskinia ciszy rozciągająca się między dwoma mężczyznami.

    — Oczywiście to nie czyni ich bezbronnymi — dodał starszy żołnierz niemal obronnym tonem. — Wypatroszyłaby nas podczas snu, gdyby miała choć cień szansy. Nigdy w to nie wątp.

    — Jak ją w końcu złapaliście?

    — Zapędziliśmy ją w pobliże Czerwonej Otchłani. Ruda w tamtejszych skałach wystarczy, żeby ich zmylić. Zakłóca ich wyczucie kierunku. Mąci umysł. — Weteran gwałtownie wypuszcza powietrze z płuc. — Żaden wróg nie jest niepokonany, nawet przeklęty długouch.

    Wzdrygam się na jego słowa, pęta zaciskają się na mojej klatce piersiowej, choć staram się nie ruszać. "Długouch". Żołnierze, którzy wzięli mnie do niewoli, często używają tej obelgi. Syczą do mnie pod nosem, gdy zmieniają się na warcie, rzucają ją w swobodnej rozmowie przy ognisku. Jakby redukowali całą naszą rasę do najważniejszej cechy fizycznej — spiczastych uszu — co w jakiś sposób czyni ich barbarzyństwo łatwiejszym do zniesienia. Za każdym razem, gdy słyszę to określenie, ogarnia mnie niema wściekłość. Złamana bestia pragnąca zemsty, której nigdy nie dokona.

    O bogowie na wysokościach, obdarzcie mnie zemstą w moim następnym życiu.

    — W sumie nie tak trudno ich zabić. To tylko kwestia znalezienia odpowiedniej broni — wymądrza się starszy żołnierz. — Żelazo jest oczywiście najlepsze. Ale, na bogów, wystarczy wbić w nich cokolwiek ostrego i po robocie. Długouchy krwawią tak samo jak inne leśne bestie. Czy twój ojciec nie zabierał cię na polowania, synu? Nigdy nie patroszyłeś łani?

    — Nie. Ja… My… — Młodziak chyba przestąpił z nogi na nogę, bo martwe liście chrzęszczą pod jego butami. — Jesteśmy rolnikami, panie.

    — Zagrodnikami?

    — Tak, panie. Uprawiamy kawałek ziemi na wybrzeżu. Głównie jagody lodowe.

    — Cóż, będziesz potrzebował lodu w swoich jagodach w czasie tej służby — szydzi wiarus. — Zimno jak cholera, tak blisko Cymmeryjczyków.

    Wyobrażam sobie tę scenę. Obozowisko żołnierzy ogorzałych po tygodniach w drodze. Trzaskający ogień, który odpędza chłód… i wilki. Prosty posiłek gotujący się na węglach.

    Zapach mięsa niesie się z wiatrem, mój żołądek burczy pogardliwie. Prawdopodobnie zając albo młody wół. Może dzik, jeśli któryś z żołnierzy potrafi strzelać z łuku. Z pewnością są wśród nich myśliwi. Ludzie zdolni wytropić jakąś zdobycz poza mną i moim gatunkiem. Chociaż gdybyśmy byli jadalni, nas też mogliby zjeść.

    To była bezlitosna zima.

    Zastanawiam się, do którego królestwa należą, któremu z walczących ze sobą królów przysięgli wierność. Być może temu, który wysłał swoje armie do Seahaven i podpalił Gwiezdny Las, a wraz z nim jedyny dom, jaki kiedykolwiek miałam.

    Jakaś dłoń szarpie kajdany wokół moich obtartych nadgarstków. Słyszę syk na chwilę przed tym, jak przeszywa mnie ból. Zapach zwęglonej skóry uderza w moje nozdrza. Moje ciało płonie. Z trudem powstrzymuję krzyk, ale nie dam tym żołnierzom satysfakcji. Oddychając głęboko, mocniej przyciskam plecy do kory drzewa, do którego jestem przywiązana, starając się nie stracić przytomności.

    Bogowie, to boli.

    — Widzisz, jakie ma pęcherze? — pyta starszy żołnierz. — Można by pomyśleć, że przyłożyłem jej płonącą kłodę!

    — Tak — jąka się młodzieniec. — Widzę.

    Żelazo powoduje mękę, która się nie kończy. Nawet teraz, kiedy moje nadgarstki są spalone niemal do kości i ścięgien. Każde przesunięcie łańcuchów wywołuje nową falę udręki.

    — Kiedy… — Młody rekrut odchrząkuje. — Kiedy oni ją…

    — Powieszą? Już niedługo. Dowódca Scythe będzie tu przed północą. Kapitan mówił, że nie możemy jej tknąć, dopóki on nie potwierdzi zgonu.

    — Dlaczego?

    — Chyba chce mieć pewność, że ona naprawdę nie żyje. Rozgrzebać popiół, zobaczyć, że nic się nie rusza. Według mnie to przesada, ale taki jest rozkaz króla Elda, więc robię, co mi każą. Powiesić i spalić. — Dźwięk wyciąganego korka. Gardło przełykające zawartość butelki. Zadowolone westchnienie. — Ludzie są przesądni, jeśli chodzi o egzekucje wróżek. Zobaczysz, chłopcze.

    — Racja… — W głosie młodego mężczyzny słychać, że nie jest do końca przekonany. — Kiedy zaciągnąłem się do wojska, nie sądziłem, że będziemy polować na mieszańców. Nie wiedziałem, że jeszcze jakieś zostały.

    Copyright © 2025 by Julie Johnson

    Fragment pochodzi z książki "Tkająca wiatr", która ukazała się 21 października 2025 r. nakładem wydawnictwa Zysk i s-ka.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski