
Iga Świątek po odpadnięciu z Wimbledonu nie ukrywa, że musi przestać skupiać się na samych wynikach, czym zaskoczyła wielu kibiców. Sytuację Polki po gigantycznych sukcesach analizują eksperci w "Misji Sport". — Cena jest ogromna. Rachunki za poprzednie lata wpływają do niej teraz — twierdzi Dawid Celt.
W sezonie 2025 tenisistka z Raszyna dokonała wielkiej rzeczy, wygrywając Wimbledon, ale nie poszły za tym kolejne sukcesy. Obecny sezon jest jeszcze trudniejszy, a do tego w Londynie Świątek odpadła już w trzeciej rundzie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Wszyscy czekają na to, jak ona wróci na [miejsce numer] jeden i będzie wygrywała znowu szlema w roku, jak będzie wygrywała po kilka turniejów. Jest to niebywale trudne. Udało się to naprawdę niewielu osobom. Iga i tak jest legendą i nią pozostanie — uważa szkoleniowiec, ale przestrzega przed budowaniem tak ogromnych oczekiwań.
— Wiem, że kibice chcą, żeby znowu wróciła i grała na tym poziomie, ale cena tego jest ogromna. Wydaje mi się, rachunki za poprzednie lata wpływają do niej teraz — ocenia Celt w "Misji Sport".
Po porażce z Alexandrą Ealą Polka podkreślała, że nie chce skupiać się na wynikach. Według Macieja Łuczaka widać to od początku współpracy z Francisco Roigiem. — Takie deklaracje można było u Igi usłyszeć. Pamiętam rozmowę z nią choćby w Stuttgarcie, kiedy mówiła, że chciałaby wrócić do tego, co dawało sukcesy w tych najlepszych latach, a jej gra była spokojniejsza — przypomina dziennikarz Canal+ Sport.
— Po wysłuchaniu Igi w kilku wywiadach, ona w teorii dość dobrze definiowała swoje kłopoty, ale nie do końca do tej pory mogliśmy zobaczyć rozwiązania w praktyce — mówi z nadzieją Łuczak.