
Polskie siatkarki nadal potrzebują jednego zwycięstwa, by liczyć się w walce o awans do ćwierćfinału Ligi Narodów. Na początek zmagań w trzecim turnieju w Osace uległy Turczynkom 1:3 (25:27, 25:20, 19:25, 19:25), a przed Biało-Czerwonymi kolejne mocne rywalki.
Julia Szczurowska nie ma wątpliwości. — Najmocniejszy punkt reprezentacji Turcji to Melissa Vargas — mówi polska atakująca, która ma już za sobą półtora sezonu spędzonego w lidze tureckiej i na kolejne rozgrywki pozostanie w ekipie Kuzeyboru. Vargas zdobyła 23 punkty dla swojej drużyny i była zdecydowanie opcją numer jeden w ataku Turczynek (atakowała 47 razy).
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Szczurowska, choć jest teraz zmienniczką liderki Polek Magdaleny Stysiak, to przeciwko Turczynkom pojawiała się na zmiany i dokończyła też środowe spotkanie z Osace. Po polskiej stronie atak rozkładał się bardziej równomiernie na wszystkie skrzydłowe, a rozgrywająca Katarzyna Wenerska dobrze wykorzystywała także możliwości środkowych. Jednak o ile po przegranym na przewagi pierwszym secie Polki dobrze weszły w drugą odsłonę i doprowadziły do remisu, to już w kolejnych etapach rywalizacji górą były Turczynki. Te zdecydowanie lepiej od Polek radziły sobie w kontrach, wyprowadzając skuteczne ataki po obronie.
— Bardzo mocną stroną Turczynek byłą też zagrywka w wykonaniu Vargas, a także floty innych zawodniczek, które mocno zmieniały swój serwis. W obronie my też zagrałyśmy bardzo dobrze i dlatego te wymiany trwały długo. Nie było nam trudno wejść w ten turniej po dwóch tygodniach przerwy, bo myślę, że mamy dobry rytm grania — mówi Szczurowska
— Rywalki zaczęły dobrze czytać naszą grę, dokonały potrzebnych zmian. U nas wkradł się niepotrzebny bałagan. To był mecz do wygrania i myślę, że przegrałyśmy go trochę na własne życzenie. Ja skupiałam się na tym, by urwać punkty i spróbować zwyciężyć — mówi kapitan Polek Aleksandra Szczygłowska.
Polki wciąż nie mają zapewnionego udziału w turnieju finałowym Ligi Narodów w Makau, do którego poza Chinkami, czyli gospodyniami, awansuje siedem najlepszych ekip rundy interkontynentalnej. Biało-Czerwone zajmują obecnie 5. miejsce w tym zestawieniu, ale jeszcze jedno zwycięstwo pozwoliłoby im umocnić swoją pozycję w kontekście awansu. O te w Osace nie będzie łatwo, bo zmagania są mocno obsadzone. W czwartek rywalkami naszych siatkarek będą liderujące w tabeli Amerykanki (godz. 6.00 czasu polskiego), a dzień później siatkarki Stefano Lavariniego zmierzą się z wiceliderkami — Brazylijkami (12.20). W niedzielę rywalizację w Osace zakończy mecz z Japonią (12.20).