
Chicago Fire nie wykorzystuje gigantycznego potencjału historycznego transferu. Trykoty z nazwiskiem Roberta Lewandowskiego nie są obecnie sprzedawane, a problemy wystąpiły także na stronie MLS. Dyrektor finansowy ujawnia, w czym tkwi kłopot. — Mamy koszulki — zaskakuje i zdradza, gdzie będą sprzedawane.
Prezentacja polskiej gwiazdy zawiodła oczekiwania fanów i ekspertów. 37-latek trenuje już z drużyną Gregga Berhaltera, ale po Chicago w koszulkach z jego nazwiskiem wciąż może chodzić tylko garstka kibiców.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Pierwszy drop koszulek rozszedł się błyskawicznie i mówi się, że sprzedanych trykotów nie można liczyć nawet w setkach. Szybko okazuje się jednak, że w siedzibie klubu cenne przedmioty czekają na moment, by trafić do sprzedaży. Szczegóły w rozmowie z serwisem WP SportoweFakty podaje Paweł Szynalik.
— Mamy koszulki i chcieliśmy zarezerwować je na jutro [mecz z Whitecaps Vancouver, piątek godz. 2.30 czasu polskiego]. Będzie można je kupić na stadionie. Będzie ich parę setek. W naszym sklepie była to limitowana dystrybucja — mówi w imieniu Chicago Fire.
Według klubu najlepszym momentem na sprzedaż koszulek, które zostały już wyprodukowane, jest dzień meczowy. — Niewielu Polaków wie o tym obiekcie [sklep w siedzibie klubu], ale na Soldier Field na pewno będzie możliwość zakupienia tych koszulek. Mamy już następne zamówienie z ligą [MLS], by dostać więcej koszulek w następnych miesiącach — ujawnia polski dyrektor finansowy.
Według niego Chicago Fire nie miało szans odpowiednio przygotować się na transfer Lewandowskiego i musi dogadywać się z innymi kluczowymi podmiotami.
— Wszystko idzie przez nasz kontrakt z ligą i Adidasem. By mieć koszulki na ten sezon, musieliśmy zamówić je w maju zeszłego roku. Wszystko zajmuje dużo czasu, taki jest proces — nie kryje Szynalik
W sklepie internetowym koszulki kosztują ok. 500 zł za replikę oraz ponad 715 zł za trykot oznaczony jako "authentic". Na początku lipca okazało się, że na stronie MLS występuje zaskakujący problem. Z nazwiskiem Polaka dostępny był tylko bawełniany T-shirt, a dodanie napisu "Lewandowski" nie było możliwe ze względu na limit znaków.