
W Argentynie podczas meczów reprezentacji ulice pustoszeją. Całe rodziny zasiadają przed telewizorami, a często towarzyszy temu tradycyjne asado — grillowanie mięsa. Wiele osób, kierując się przesądem, powtarza te same rytuały, które mają zapewnić zwycięstwo.
Mieszkanie Fernando Painceiry Etcharta w centrum La Platy jest gotowe na niedzielny finał mundialu z Hiszpanią. Na ścianie ekran projekcyjny, pod nim wielka flaga Argentyny, a na tarasie obowiązkowa parrilla, czyli grill. W pokoju są figurki mające pomagać szczęściu oraz koszulki Albicelestes z różnych okresów.
— Składam je zawsze tak samo. W dniu meczu powtarza się wszystko dokładnie tak samo. Rytuały się szanuje. Ci sami ludzie, te same ubrania, włącznie ze skarpetami. To samo jedzenie i te same napoje — powiedział PAP Painceira.
W jego przypadku będzie to tradycyjne argentyńskie asado, czyli mięso grillowane na wolnym ogniu. Nawet rodzaj mięsa musi być ten sam: pieczona łata wołowa i choripan, czyli kanapka z kiełbasą — typowa argentyńska przekąska uliczna i stadionowa. Do picia: yerba mate i fernet z Coca-Colą — kolejny argentyński klasyk.
— W niedzielę będą wielkie nerwy. Nie będzie nam się chciało jeść, ale zrobimy asado, żeby zabić czas. I ze względu na przesąd — powiedział Painceira, który w niedzielę spodziewa się około 10 znajomych.
Reprezentacja ma również swój rytuał asado. Jak informuje dziennik „La Nacion”, tradycja narodziła się podczas mundialu w Katarze, który Argentyna wygrała. Od tego czasu reprezentacja powtarza ją przed każdym ważnym meczem. Media podają, że reprezentacja zabrała ze sobą do USA ponad pół tony mięsa.
Przed jednym z meczów bramkarz Emiliano „Dibu” Martinez zamieścił w internecie nagranie, na którym widać, jak na ruszcie smażą się żebra i inne kawałki wołowiny. — Wszystko bez tłuszczu, wszystko light? — żartował „Dibu”, zwracając się do Diego Lacovonego, głównego kucharza drużyny.
Takie zabobony są w Argentynie powszechne. Prezydent Argentyny Javier Milei oświadczył, że w żadnym razie nie poleci do USA na finał, lecz obejrzy go w swojej rezydencji, tak jak poprzednie spotkania. Nie zdejmie też kurtki, którą miał na sobie podczas wcześniejszych meczów.
— Pocę się jak skazaniec, ale gdy raz ją zdjąłem, strzelili nam gola, więc już jej nie zdejmuję — zaznaczył.
W domu 50-letniej Meliny na finałowy mecz zbierze się ponad 20 krewnych. — Mamy telewizor obok grilla i wszyscy zawsze do nas przychodzą. Według naszego rytuału podczas wszystkich meczów jemy picaditas (przekąski), ale na finał robimy asado — powiedziała PAP Melina.
W jej rodzinie również obowiązują zabobony. Jeden z krewnych zakłada czapkę na każdym meczu, ale dopiero w drugiej połowie. Niemile widziani są goście, których nie było na wcześniejszych spotkaniach. Wielkim nietaktem jest okazywanie radości, zanim piłka wpadnie do siatki.
— Nieważne, że ten mecz ogląda 45 milionów ludzi i że rozgrywany jest osiem tysięcy kilometrów stąd. Jeśli zrobisz coś nie tak, pomyślimy, że to twoja wina. Jak wyjdziesz do toalety, a Argentyna strzeli gola, zostajesz tam do końca meczu — powiedział Painceira.
Po zwycięstwach Argentyny kibice spontanicznie wychodzą na ulice, by świętować. Po wygranej z Anglią w półfinale tysiące osób w La Placie tańczyły, śpiewały i grały na bębnach do późna w nocy. W 2022 r., po zdobyciu mistrzostwa świata, pod Obeliskiem w Buenos Aires zgromadziło się, według niektórych szacunków, nawet 5 mln ludzi.
— Jeśli wygrają, wsiadamy do furgonetek i jedziemy na plac. Wymachujemy flagami i krzyczymy. Jest wielkie szaleństwo — powiedziała Melina.
Painceira kategorycznie odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie o plany w razie zwycięstwa Argentyny, by nie zapeszać.
W niedzielę w East Rutherford, w stanie New Jersey, broniąca tytułu Argentyna zmierzy się w finale z Hiszpanią.
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa