"Odcięło tlen, dosłownie”. Czech ostrzega przed koszmarem w Meksyku

    "Odcięło tlen, dosłownie”. Czech ostrzega przed koszmarem w Meksyku

    1277 odsłon
    "Odcięło tlen, dosłownie”. Czech ostrzega przed koszmarem w Meksyku

    Reprezentacja Czech w meczu o wszystko z Meksykiem zagra na Estadio Azteca wysoko nad poziomem morza. — Podczas MŚ 1970 w Meksyku graliśmy ciut niżej. Na początku miażdżyliśmy rywali, nawet Brazylię z Pele. Potem piłkarzom odcinało prąd — opowiada Bohumil Paukner, były prezes Dukli Praga, który zna Meksyk jak mało — w latach 2006-2010 pracował jako radca handlowy w ambasadzie Czech w tym kraju. — Wiem, że na mecz nie można iść w najlepszych ubraniach.

    Przed reprezentacją Czech mecz o wszystko. W czwartek o 3 w nocy polskiego czasu zmierzą się ze współgospodarzami mistrzostw świata. Tylko zwycięstwo sprawi, że będą mieć realne szanse na awans do 1/16 finału. Tyle że zadanie jawi się jako ekstremalnie trudne.

    Gospodarze ostatnią "Aztecanos" — jak nazywają nieoczekiwaną porażkę poniesioną na Estadio Azteca — zanotowali w 2013 roku (1:2 z Hondurasem w el. MŚ 2014). Do tego teraz zespół Javiera Aguirre jest rozpędzony. Zwyciężył w dwóch pierwszych spotkaniach i już wie, że wyjdzie z grupy. Ale to nie wszystko, co przemawia za gospodarzami.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    — Czesi rozegrają mecz z Meksykiem na ponad 2240 m n.p.m. Ja nie miałem tam problemów z oddychaniem, ale pewnie dlatego, że nie biegałem — uśmiecha się Bohumil Paukner, w latach 2006–10 radca handlowy w ambasadzie Czech w Meksyku, a później przez dekadę prezes Dukli Praga.

    Pierwszy mecz mistrzostw świata 2026 Czechy rozegrały w Guadalajarze na wysokości 1,5 tys. m n.p.m. i przegrały 1:2 z Koreą Południową. Właśnie wysokość, na jakiej znajduje się obiekt, wskazywano jako jedną z przyczyn porażki. — A teraz będą grać jeszcze wyżej. Choć to było dawno, doskonale pamiętam mundial z 1970 roku w Meksyku. Miałem 20 lat i to były pierwsze mistrzostwa rozgrywane za oceanem, które były transmitowane do Europy. Osiem lat wcześniej, kiedy w Chile Czechosłowacja z Josefem Masopustem w składzie zostawała wicemistrzem świata, musiało wystarczyć radio. W Meksyku spotkania zaczynały się o 16 czasu miejscowego, w Pradze — północ. W grupie wszystkie mecze mieliśmy w Guadalajarze, nie w Mexico City. Najpierw Brazylia z Pelem, Jairzinho czy Rivelino i my ją miażdżyliśmy! Szybko objęliśmy prowadzenie po golu Słowaka Ladislava Petraša. Niestety w 20. minucie odcięło nam tlen, dosłownie. Brazylijczycy wyrównali, w drugiej połowie dorzucili trzy gole. W następnym meczu czekała Rumunia i znowu to samo. Petraš trafił na 1:0, tym razem już w 5. minucie, a potem stanęliśmy i przegraliśmy 1:2. W ostatnim spotkaniu z Anglią (0:1) również sił starczyło na pierwszych kilkanaście minut — wspomina Paukner.

    • Polecamy także: "Wstyd, żenada, kompromitacja..." po czeskiej klęsce na mundialu

    Zwraca przy tym uwagę na sposób przygotowań Wyspiarzy do mundialu. Zanim zameldowali się w Meksyku, rozgrywali mecze towarzyskie z Kolumbią w Bogocie na 2640 m n.p.m. oraz Ekwadorem w Quito na 2850 m n.p.m. Warunki Guadalajary nie robiły na nich wrażenia, tak jak teraz na Koreańczykach, którzy tam mają swoją bazę i zameldowali się w niej tydzień przed turniejem. — My skoszarowani jesteśmy w nizinnym Dallas. Dziwiłem się, dlaczego tam. Ale okazało się, że wybór mieliśmy ograniczony, miejsce narzuciła FIFA. Cóż, taka cena tego, że do mistrzostw awansowaliśmy po barażach jako ostatni zespół spośród wszystkich uczestników — kiwa głową Paukner.

    Pracując w ambasadzie Czech, Paukner zobaczył, czym dla mieszkańców Meksyku jest futbol. — Piłka nożna ma wymiar bardziej międzynarodowy niż muzyka. Łączy ludzi. Więc rozmawiając o niej, łatwiej nawiązywało się kontakty, rozmówcy się otwierali. Meksykanie są zakochani w piłce, choć nigdy naprawdę wielkiego sukcesu nie osiągnęli. Chodziłem na mecze Club America i obiekt potrafił się wypełnić. Pewnie także dlatego, że stolica Meksyku to gigantyczne miasto. Samo Distrito Federal liczy ponad 9 mln mieszkańców, cały zespół metropolitarny to prawie 25 mln osób. Zatem tam ma kto chodzić na mecze, a bilety były stosunkowo tanie. Dlatego uważam, że FIFA popełniła błąd, ustalając takie, a nie inne ceny wejściówek na mecze mistrzostw świata. Nawet na spotkaniach z udziałem Meksyku widać było puste miejsca — opowiada były prezes Dukli, która na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku jeździła na tournee m.in. do Meksyku, gdzie rywalizowała nie tylko z miejscowymi zespołami, ale też np. Santosem, który w składzie miał Pelego.

    Bohumil Paukner na stadionie Dukli Praga

    MICHAL CHWIEDUK / FOKUSMEDIA.COM.PL / NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Bohumil Paukner na stadionie Dukli Praga

    — Meksykanie potrafią się bawić w trakcie meczu i bardzo emocjonować. Szybko nauczyłem się, że na trybuny nie warto chodzić w najlepszych ubraniach. Po golu stadion eksplodował, a wszędzie dookoła latały kubki z piwem Corona. Potrafią też być krewcy. Kiedy wchodziło się na stadion, trzeba było wejść do namiotu i w nim za pokwitowaniem zostawić pasek. Klamry mogły bowiem posłużyć jako narzędzie w bójkach — dodaje były szef Dukli, bardzo ceniący także polską piłkę. Wkrótce po tym, jak jego brat Petr Paukner kupił Duklę, a on sam stał się prezesem, poczynił starania, by przekazać Legii dzienniki Jaroslava Vejvody, który w plebiscycie na 100-lecie klubu został wybrany na najlepszego trenera w historii warszawskiego zespołu.

    Co Meksykanie wiedzą o Czechach

    W Meksyku oczywiście nie miał okazji rozmawiać o polskiej piłce, o czeskiej często. — Stąd wiem, że starsze pokolenie pamiętało Masopusta. Nieco młodsze wspomnianego Petraša, wybitnego bramkarza Ivo Viktora. Kiedy zaczynałem tam pracować, a więc w 2006 roku, na czasie byli Pavel Nevděd, Karel Poborsky i "Rosiki", czyli Tomaš Rosicky. Czy przeciętny meksykański kibic wymieniłby z nazwiska czeskiego piłkarza? Trudno powiedzieć — zastanawia się Paukner. Przypomina przy tym, że zwykli Meksykanie mieli problem ze wskazaniem Czech na mapie. — Kiedy mówiłem, że jestem z Republica Checa, dziwnie się patrzyli. Ale Checoslovaquia? Ten kraj znali. Tak samo jak Pragę — wspomina P{aukner.

    Jak jego zdaniem będzie w nocy ze środy na czwartek? — Wiadomo, Meksyk jest faworytem. Ale my już tak mamy, że kiedy nikt na nas nie stawia, potrafimy sprawić niespodziankę. Liczę, że podobnie będzie tym razem — kończy nasz rozmówca.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski