
301 turniejów Grand Prix obejrzanych na żywo to wynik, którym nie może pochwalić się praktycznie nikt w świecie żużla. Jerzy Kanclerz był na inauguracji cyklu we Wrocławiu w 1995 roku i trzy dekady później właśnie tam świętował niezwykły jubileusz. Właściciel Abramczyk Polonii Bydgoszcz przez ten czas obserwował narodziny legend, triumfy mistrzów świata i największe zmiany, jakie zaszły w światowym speedwayu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Kiedy zaczynałem jeździć na mistrzostwa świata jeszcze przed erą Grand Prix, nikt nie myślał o takich liczbach. Wszystko zaczęło się na początku lat dziewięćdziesiątych i z roku na rok ta pasja tylko rosła. Pierwsze Grand Prix we Wrocławiu było czymś zupełnie nowym. Dzisiaj, po trzystu turniejach, mogę powiedzieć, że miałem szczęście być świadkiem historii światowego żużla — opowiada właściciel Abramczyk Polonii.
Choć z perspektywy czasu ta seria wydaje się wręcz nieprawdopodobna, po drodze nie brakowało chwil, gdy zastanawiał się, czy nie zakończyć swojej przygody z podróżami za Grand Prix. Ostatecznie zawsze zwyciężała jednak miłość do żużla.
— Przy setnym Grand Prix mówiłem, że to będzie dobry moment, żeby zakończyć tę przygodę. Ale później człowiek dochodzi do wniosku, że skoro zdrowie dopisuje, a pasja wciąż jest taka sama, to szkoda z tego rezygnować. Dzisiaj przede mną kolejne rundy i zamierzam je oglądać tak długo, jak tylko będę mógł.
Przez trzy dekady Kanclerz odwiedził wszystkie najważniejsze stadiony goszczące Grand Prix. Każde z tych miejsc zapisało się w pamięci z innego powodu, jedne dzięki wyjątkowej atmosferze, inne dzięki widowiskowym wyścigom czy skali organizacji.
— Sydney na Stadionie Olimpijskim, Cardiff z niesamowitą atmosferą i wielkimi koncertami przed zawodami, Gelsenkirchen na ogromnym stadionie czy Manchester, który dziś jest świetnym miejscem dla Grand Prix. Oczywiście szczególne miejsce zajmuje też Bydgoszcz. Organizowaliśmy szesnaście rund Grand Prix i praktycznie każda gwarantowała wielkie emocje.