
Wielkimi krokami zbliżają się mistrzostwa Europy siatkarzy. W tym roku będą miały one wyjątkową stawkę, bo mistrz Europy wywalczy automatyczną kwalifikację do turnieju olimpijskiego w Los Angeles w 2028 r. To oznacza uniknięcie drżenia o awans poprzez ranking lub mundial. — Uważam, że to trafiona zmiana i dobry kierunek — mówi w Misji Siatka Edyta Kowalczyk z Przeglądu Sportowego Onet.
Przed nadchodzącymi igrzyskami olimpijskimi federacja FIVB przeprowadziła rewolucję w systemie kwalifikacji na igrzyska olimpijskie. Dotychczas do turnieju kwalifikowali się reprezentanci gospodarzy, a także dwie najlepsze drużyny każdego z trzech turniejów kwalifikacyjnych oraz pięć najlepszych drużyn z rankingu, które nie wywalczyły awansu przez wspomniane turnieje. Teraz jednak nadeszła wielka zmiana.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Podczas igrzysk olimpijskich w 2028 r. do turnieju awansują gospodarze, zwycięzcy każdego z turniejów kontynentalnych, trzy najlepsze drużyny przyszłorocznych mistrzostw świata i trzy najlepsze ekipy z rankingu. Teoretycznie o awans będzie zatem trudniej, ale w ME Polska będzie faworytem do złota.
— Na szczęście pośród wielu zmian, jakie są proponowane przez światowe władze, ta jest bardzo trafiona. To dobry kierunek, bo ja sobie przypominam coś gorszego, czyli 19 spotkań reprezentacji Stephana Antigi, by zakwalifikować się do igrzysk w Rio. To było absolutnie chore — przypomina Edyta Kowalczyk z Przeglądu Sportowego Onet.