
Polacy, na czele z Igą Świątek i Mają Chwalińską, powalczą w Wimbledonie o ogromne pieniądze. Organizatorzy turnieju potwierdzili wysokość nagród finansowych, a ich łączna pula wyniesie aż 64,2 mln funtów. Mimo to rekordowe stawki nie zakończyły protestu zawodników.
Spór o pieniądze nie jest wyłącznie walką największych gwiazd światowych kortów o kolejne miliony. Czołowi tenisiści i tenisistki bez żadnego wahania podkreślają, że chodzi przede wszystkim o szerszy podział przychodów i sytuację zawodników spoza ścisłej elity.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Świątek już wcześniej zwracała uwagę, że najlepsi nie mogą narzekać na własne dochody, ale zupełnie inaczej wygląda codzienność graczy z dalszych miejsc rankingu. Dlatego protest, rozpoczęty przed Roland Garros, ma być kontynuowany także w Londynie.
Łączna pula nagród tegorocznej edycji Wimbledonu wyniesie 64,2 mln funtów. Organizatorzy utrzymują także zasadę równości, co oznacza, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni zarobią dokładnie tyle samo na każdym etapie singlowej rywalizacji.
Największa wypłata czeka oczywiście na mistrzów. Triumfatorzy otrzymają po 3,6 mln funtów (blisko 18 mln zł). To kwota zarezerwowana tylko dla zwycięzców finałów, ale już sam udział w decydującym meczu oznacza gigantyczne pieniądze — 1,8 mln funtów (niemal 9 mln zł).
Za awans do półfinału przewidziano natomiast 900 tys. funtów. Ćwierćfinaliści otrzymają po 480 tys. funtów, a zawodnicy, którzy dotrą do czwartej rundy, czyli 1/8 finału, mogą liczyć na 300 tys. funtów. To oznacza, że wejście do drugiego tygodnia zmagań odbywających się na trawiastych kortach Wimbledonu będzie warte już równowartość ponad 1,5 mln zł.