
Nowy dyrektor ds. rekrutacji Widzewa Piotr Kosiorowski w obszernym wywiadzie tłumaczy nam, jak będzie wyglądał proces pozyskiwania zawodników. Zapowiada zmianę polityki transferowej. — Mam wątpliwości, czy to była słuszna droga — mówi. I wskazuje, w którym kierunku teraz pójdzie Widzew.
Maciej Kaliszuk: Czy odchodząc z Polonii, wiedział pan, że zacznie pracę w Widzewie?
Piotr Kosiorowski (dyrektor ds. rekrutacji Widzewa): Moja decyzja o odejściu z Polonii nie była powiązana z ofertą z innego klubu. Wręcz przeciwnie, w momencie, gdy poinformowałem o niej właściciela klubu, nie miałem żadnych ofert.
Nie chciałbym mówić o konkretnych powodach. Ta decyzja miała głębsze podłoże, była przeze mnie przemyślana. Pracowałem w Polonii sześć lat, ale uznałem, że tempo rozwoju klubu i kierunek w jakim on zmierza, nie do końca był tożsamy z tym w jaki sposób ja to widziałem.
Decyzję tę podjął pan po zakończeniu sezonu czy już wcześniej wiedział pan, że odejdzie?
Poinformowałem właściciela o swojej decyzji na tydzień przed ostatnią kolejką sezonu zasadniczego.
Tak.
Czy po odejściu z Polonii rozmawiał pan z Widzewem, rozmawiał pan też z innymi klubami?
Gdy po półfinale baraży informacja o zakończeniu mojej pracy w Polonii ukazała się w przestrzeni medialnej, to pojawiło się również kilka propozycji. Rozważałem tylko te, które oceniłem jako interesujące.
Wisła Płock była jedną z nich?
Tak, Wisła była jednym z klubów, z którym rozmawiałem.
Zamienił pan spokojniejszą pracę w Polonii na posadę w Widzewie. Gdy rozmawialiśmy wiosną, gdy jeszcze pracował w Warszawie, i powiedział pan, że w Polonii na pewno nie będzie czterech trenerów w sezonie. I poszedł pan do klubu, który miał czterech szkoleniowców w jednym sezonie.
Wierzę w stabilizację, systemową pracę i strategię rozwoju. Trener jest jednym z najistotniejszych elementów całej układanki i trzeba go wspierać, zarówno w codziennej pracy, jak i w trudnych momentach, które w sporcie prędzej czy później nadchodzą. Można pomylić się raz w wyborze trenera, ale nie trzy albo cztery razy w ciągu sezonu. Zmiana trenera to, w mojej ocenie, zawsze porażka osoby odpowiedzialnej za jego zatrudnienie, czyli w zdecydowanej większości przypadków — dyrektora sportowego.