
Norwegia przegrała z Anglią 1:2 po dogrywce i odpadła po ćwierćfinale mistrzostw świata 2026, ale po końcowym gwizdku więcej niż o samym wyniku mówiło się o kontrowersjach sędziowskich. — Czuję się trochę okradziony — mówił Andreas Schjelderup i na tym nie poprzestał.
22-letni skrzydłowy był jedynym strzelcem gola dla Norwegii, jednak po meczu, zamiast cieszyć się z trafienia, mówił przede wszystkim o decyzjach arbitra Clementa Turpina.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Największe emocje wzbudziły dwie sytuacje. Najpierw Norwegowie domagali się anulowania wyrównującego gola Jude'a Bellinghama, twierdząc, że chwilę wcześniej piłka po wybiciu bramkarza mogła dotknąć liny podtrzymującej kamerę nad boiskiem. Później sędzia nie uznał bramki dającej Norwegii prowadzenie 2:1, dopatrując się wcześniej faulu Erlinga Haalanda.
To właśnie ta druga decyzja najbardziej zabolała Schjelderupa. — Uważam, że gol na 2:1 nie powinien zostać anulowany. Jeśli to był faul, to w trakcie meczu piłkarskiego można odgwizdać ich naprawdę bardzo wiele — powiedział po spotkaniu. Chwilę później dodał jeszcze mocniej: — To był bardzo miękki faul i szczerze mówiąc, czuję się trochę okradziony.
Po meczu wiele dyskusji wywołała również akcja poprzedzająca wyrównującą bramkę Anglików. Norweskie media sugerowały, że piłka mogła odbić się od liny podtrzymującej kamerę, co powinno skutkować przerwaniem gry.
FIFA odniosła się jednak do tych zarzutów. Światowa federacja poinformowała, że dane z mikrochipu umieszczonego w piłce nie wykazały żadnego kontaktu z przewodem. Według odczytów z systemu Connected Ball nie odnotowano charakterystycznej zmiany parametrów lotu futbolówki, dlatego nie było podstaw do nieuznania gola Anglików.
Schjelderup zapamiętał ten mecz także z innego powodu. To właśnie przeciwko Anglii zdobył swoją pierwszą bramkę na mistrzostwach świata. Piękne trafienie padło po zagraniu, które wyglądało jednocześnie jak strzał i dośrodkowanie.
— To był niesamowity moment. Zdobycie swojego pierwszego gola na mistrzostwach świata w takim meczu to ogromna frajda. To było coś pomiędzy strzałem a dośrodkowaniem. Wolę wierzyć, że to moja zmarła babcia pokierowała tę piłkę do bramki — powiedział wzruszony norweski reprezentant.
Mimo rozczarowania po ćwierćfinałowej porażce Norwegowie opuszczają mundial z podniesionymi głowami. Byli jedną z największych rewelacji turnieju, a odpadli po niemałej kontrowersji.