Gdy w 2022 roku Franciszek Karczewski przebojem wdarł się do składu pierwszoligowego Cellfast Wilków Krosno, wydawało się, że ówczesny 16-latek będzie kolejną nadzieją Włókniarza Częstochowa na lepsze czasy juniorskie. Niestety, lata mijają, a już 20-letni żużlowiec ciągle nie spełnia oczekiwań. W tym sezonie dostosował się do marazmu całego zespołu "Lwów" i spisuje się bardzo źle.
Ten sezon miał niejako zdeterminować pozycję Karczewskiego wśród grona polskich juniorów. Wydawało się, że właśnie w tym roku może dołączyć do krajowej czołówki i nawet jeżeli jego Włókniarz będzie dołował, on sam będzie notował przyzwoite rezultaty.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tymczasem 20-latek w żaden sposób nie przypomina tego nastoletniego zawodnika, który kilka lat temu tak świetnie radził sobie na zapleczu PGE Ekstraligi. W debiutanckim sezonie jego średnia biegowa wyniosła 1,406. Szybko ściągnięto go do Włókniarza, ale tam nie było już tak łatwo i wrócił ponownie na pierwszoligowy front — do Polonii Bydgoszcz. W ekipie "Gryfów" nie szalał tak jak w Krośnie, ale był solidnym uzupełnieniem składu. W kilku meczach pokazał się z dobrej strony i postanowił spróbować swoich sił ponownie w elicie.
Poprzedni rok był jego najlepszym w PGE Ekstralidze i drugim najlepszym w karierze. Średnia biegowa 1,200, a u siebie nawet 1,400, pamiętna "dwucyfrówka" w Rybniku oraz dziewięć punktów przy Olsztyńskiej z Falubazem. To dawało optymizm, że będzie już tylko lepiej i że Włókniarz doczekał się kolejnego wysokiej klasy juniora.
Nadzieje względem Karczewskiego przed tym sezonem były tym bardziej spore, że Włókniarz przystąpił do rozgrywek jako outsider. I to właśnie juniorzy mieli stanowić promil szans na powodzenie. Liderem tej formacji miał być Karczewski.
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te plany. Karczewski wystąpił w ośmiu meczach, w których tylko trzykrotnie punktował, dodatkowo na mizernym poziomie. Jego statystyki są zatrważająco niskie — 0,125 u siebie i 0,556 na wyjeździe, czyli 0,353 ogółem. A przecież mówimy o doświadczonym juniorze, dla którego to już przedostatni rok startów tej kategorii wiekowej.
— Sezon wygląda jak wygląda. To już półmetek i nadal jest ciężko. Nadal widać, że brakuje tych punktów. Cały czas szukam, trenuję i walczymy, aby poprawić wyniki. W tych juniorskich zawodach zaczyna to wyglądać lepiej. Szukam też w różnych jednostkach silnikowych. Pomału coś znaleźliśmy, ale liga to jest liga. Na razie miałem mało okazji pojeździć na tych silnikach. Szukam ustawień i z każdego meczu staram się wyciągać wnioski — mówi sam zainteresowany w rozmowie z mediami klubowymi Włókniarza, ale bez wyraźnego przekonania.
W miniony weekend fani spod Jasnej Góry byli świadkami częstego scenariusza z udziałem Karczewskiego w tym sezonie. 20-latek dwukrotnie wyjechał na tor i dwukrotnie minął linię mety na ostatniej pozycji.
— Potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby to wszystko ogarnąć. Wiadomo, że czas leci, ale mamy juniorskie zawody, jest przerwa w lidze, więc na pewno będę ciężko trenował i szukał, żeby coś znaleźć. Cieszę się, że jeździecko jest lepiej, bo będzie mi łatwiej spasować motocykl. Zobaczymy, co będzie dalej. Sezon się jeszcze dla mnie nie skończył. Mam nadzieję, że skończę go dobrze — podkreśla.
Zdecydowanie lepiej w tym roku spisuje się rok młodszy Szymon Ludwiczak, chociaż jego średnia biegowa 0,818 też nie powala na kolana. Bezradny wobec ich postawy jest nawet uznawany za fachowca w dziedzinie szkolenia Mariusz Staszewski. To jedynie pokazuje marazm, jaki panuje w Częstochowie, gdzie przecież przez lata chwalono się posiadaniem czołowych juniorów w kraju. Tutaj można wspomnieć o Arturze Czai, Michale Gruchalskim czy Mateuszu Świdnickim. Niestety, żaden z nich nie kontynuuje kariery. Oby los Karczewskiego i Ludwiczaka potoczył się lepiej.