Niemcy przed rewolucją 1968 r. Tak rodziła się zmiana obyczajów

    Niemcy przed rewolucją 1968 r. Tak rodziła się zmiana obyczajów

    2647 odsłon
    Niemcy przed rewolucją 1968 r. Tak rodziła się zmiana obyczajów

    Na długo przed rewolucją 1968 r. w Niemczech dojrzewały idee, które miały zmienić sposób myślenia o rodzinie, moralności i seksualności. Prof. Grzegorz Kucharczyk pokazuje, że początki tej przemiany sięgają przełomu XIX i XX wieku: ruchów "reformy życia", "reformy seksualnej", eugeniki, antychrześcijańskich manifestów i projektów społecznej przebudowy.

    ***

    Na początku XX w. wśród tytułów cieszących się największą popularnością wśród czytelników korzystających ze zorganizowanej przez niemiecką socjaldemokra­cję sieci czytelni i bibliotek robotniczych nie było bynajmniej "klasyków" myśli marksistowskiej w rodzaju Manifestu komunistycznego czy Kapitału. Jeden tytuł przyciągał natomiast uwagę robotników chętnych do pogłębienia wiedzy. Do tego stopnia, że jak twierdzą niektórzy historycy, gdyby nie ta książka, niejedną czytelnię i bibliotekę robotniczą należałoby zamknąć. Tym bestsellerem była książka Augusta Bebla Kobieta i socjalizm (Die Frau und der Sozialismus), której pierwsze wydanie ukazało się w 1879 r.

    Jej treść, zbieżna ze znanymi nam wywodami Engelsa (por. wyżej), była kolejnym dowodem na to, że pomysł na rewolucjonizowanie społeczeństwa poprzez zrewo­lucjonizowanie sfery obyczajowej od samego początku był wyraźnie artykułowany w myśli marksistowskiej. Niemal dwadzieścia lat po ukazaniu się książek Bebla i Engelsa idee w nich zawarte zostały podchwycone i rozwinięte przez "ruch reformy seksualnej", czyli grupę publicystów, pisarzy, działaczy społecznych i politycznych, którzy za cel obrali sobie walkę piórem, a niektórzy i niektóre z nich także czynem, o nową, postępową i bezpruderyjną moralność.

    Niemcy. Kraj wojen i rewolucji

    Partner Bellona

    Niemcy. Kraj wojen i rewolucji

    Na przełomie XIX i XX w. w Rzeszy Niemieckiej wielu pisarzy, publicystów i działaczy społecznych oraz politycznych zgłaszało postulaty całościowej reformy życia w Niemczech. Lebensreformbewegung wypowiadał walkę industrializacji, urba­nizacji, rozwojowi nowoczesnej infrastruktury komunikacyjnej, zwracając uwagę na konieczność ponownego odkrycia piękna natury i ludzkiego ciała (nudyzm), zdrowego odżywiania się, ćwiczeń fizycznych i naturalnej medycyny. W odniesieniu do tej ostatniej kwestii ujawnił się na początku XX w. w ramach ruchu "reformy życia" także ruch antyszczepionkowy.

    Ruch "reformy seksualnej" należy traktować jako element szerszego zjawiska. Propagowana przez zwolenników "reformy życia" Freikörperkultur (eufemistyczne określenie nudyzmu) bardzo wyraźnie nawiązywała do postulatów "reformato­rów" życia seksualnego. Na przełomie XIX i XX w. wśród nich dłużej lub krócej znajdowało się dość różnorodne grono osób. Przewijały się tam takie postacie jak Max Weber — wybitny socjolog, i Friedrich Naumann — pastor, polityk opcji socjalno-liberalnej, autor Mitteleuropy (1915). Jednak patrząc całościowo, należy stwierdzić, że w ostatnich latach przed wybuchem pierwszej wojny światowej w ruchu "reformy seksualnej" w Niemczech dominowali członkowie lub sym­patycy socjaldemokracji. Sympatia zresztą była obopólna — do tego stopnia, że relacje między SPD a tym środowiskiem, które wytworzyły się na początku XX w., można nazwać kordialnymi.

    Kordialność i rewolucyjny zapał przykryte były eufemizmami. Nikt nie mówił o rewolucji, tylko o "reformie", a najważniejsza organizacja całego ruchu nazywała się niewinnie Związek Ochrony Matek (Bund für Mutterschutz — BfM). Powstała w 1905 r. W ciągu kolejnych kilku lat liczba członków urosła do ok. 4 tysięcy. Pa­trząc na profil zawodowy członków BfM, można powiedzieć, że "reformatorzy życia seksualnego" wywodzili się przede wszystkim z inteligencji. Przeważały kobiety, ale niemal jedną trzecią składu osobowego BfM stanowili mężczyźni. Główne postulaty zgłaszane przez tę organizację dotyczyły "równouprawnienia" kobiet w małżeństwie, zrównania w prawach dzieci nieślubnych z urodzonymi z "regularnych" związków małżeńskich, wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach, legalizacji produkcji i sprzedaży środków antykoncepcyjnych, liberalizacji prawa rozwodowego, zniesienia policyjnych restrykcji wobec prostytucji oraz wprowadzenia "ubezpieczeń od macierzyństwa". Zdecydowana większość członków BfM była zwolennikami aborcji, chociaż w oficjalnych wypowiedziach swoje oczekiwania ograniczała do żądania zniesienia lub zliberalizowania jej penalizacji.

    Związek Ochrony Matek poszukiwał sojuszników w walce o realizację tych po­stulatów, nawiązując w ostatnich latach przed wybuchem pierwszej wojny światowej współpracę z prężnie rozwijającym się ruchem psychoanalitycznym. Sigmund Freud wspierał austriacką gałąź BfM. W 1911 r. z inicjatywy niemieckich działaczy tej or­ganizacji powstał Międzynarodowy Związek Ochrony Matek i Reformy Seksualnej (Internationaler Bund für Mutterschutz und Sexualreform)8. Jak widać, ambicje "reformatorów" nie ograniczały się tylko do Rzeszy Niemieckiej.

    Czytając wypowiedzi czołowych przedstawicieli (obu płci) ruchu "reformy seksualnej" można odnieść wrażenie, że skupiał on unikatowe grono bezpruderyj­nych purytanów. Bo przecież z tego grona dobiegały głosy inkryminujące ekspansję "śmieciowej literatury" wulgaryzującej kwestie dotyczące życia seksualnego. Pięt­nowano "kult seksualnej erotyki" (Käthe Schirmacher), a w 1909 r. na zjeździe BfM jako oficjalne stanowisko całej organizacji przyjęto uchwałę, że właściwie ułożone relacje między mężczyzną a kobietą powinny opierać się na "nawyku samodyscy­pliny i kontrolowaniu zmysłowych popędów".

    Być może chodziło tutaj o często spotykane wśród niemieckich rewolucjonistów zjawisko dialektycznego łączenia przeciwieństw (wpływ filozofii idealistycznej). A może chodziło o zabieg taktyczny, mający na celu niezrażanie niemieckiej opinii publicznej, która w zdecydowanej większości korzystała z kapitału kulturowego wywodzącego się z chrześcijaństwa. Parawan złożony z eufemizmów był konieczny, bo w rzeczywistości "reformatorzy życia seksualnego", biorąc na celownik rodzinę opartą na trwałym, monogamicznym małżeństwie, zmierzali do zrewolucjonizo­wania całego społeczeństwa i jego kultury.

    Nic bardziej nie przekonuje, że taki był właściwy cel Sexualreformbewegung, niż ciągłe ataki jego członków na chrześcijaństwo, a zwłaszcza na katolicyzm i wywie­dzione z niego zasady moralne. Chrześcijańską moralność, zwłaszcza zaś wezwanie do wstrzemięźliwości płciowej, obarczano odpowiedzialnością za rozwój prostytucji i licznych schorzeń (neurozy, a nawet choroby psychiczne). Celibat obowiązujący duchowieństwo katolickie wiązano wprost z przypadkami pedofilii spotykanymi w tym środowisku.

    Jednak główny atak szedł na instytucję małżeństwa. Zgodnie ze sposobem myślenia zaprezentowanym w tej sprawie przez Fryderyka Engelsa prominentna działaczka BfM, należąca jednocześnie do SPD, Henriette Fürth, jedyną różnicę między kobietą zamężną a prostytutką widziała w tym, że ta pierwsza "sprzedaje się na całe życie", a ta druga "sprzedaje się na godzinę". Helene Stöcker, stojąca na czele BfM, pisała, że w ciągu wieków chrześcijańska, a głównie katolicka moralność udowodniła swoje "groteskowe okrucieństwo", ukazując w ten sposób "gigantyczne bankructwo" moralne, kulturowe i społeczne. Jak przekonywała ta sama autor­ka, pewną szansę na zapobieżenie tej degrengoladzie stanowiła reformacja. Wraz z powstaniem ruchu "reformy seksualnej" pojawia się jednak w Niemczech nowa "epoka nadziei", podobna do tej, którą w 1517 r. rozpoczął Marcin Luter.

    Na uwagę zasługuje fakt, że ta chrystofobia promotorów "reformy życia seksu­alnego" w Niemczech na początku XX w. brała się z wyznawanego przez nich mate­rialistycznego światopoglądu. W jego centrum była "celebracja i cześć dla biologii", która przybierała formę "nowej religii". Jej filarami były ewolucjonizm i eugenika. Teoria Darwina cieszyła się wielką popularnością w _Sexualreformbewegung_16. Jego członkowie i sympatycy rozczytywali się w dziełach Wilhelma Bölschego — naj­większego popularyzatora darwinizmu w Niemczech na przełomie XIX i XX w. Ocenia się, że do 1914 r. sprzedano w Niemczech niemal 1,5 miliona egzemplarzy jego książek, na czele z najbardziej popularną: Życie miłosne w naturze. Historia rozwoju miłości (Das Liebesleben in der Natur: Eine Entwicklungsgeschichte der Liebe), która ukazała się w trzech tomach w latach 1898–1901. Bestsellerowy autor twierdził, że seks poza fizyczną przyjemnością jest przeżyciem duchowym, krótkim doświadczeniem wieczności i harmonii, czyli dwóch najważniejszych według niego celów całego procesu ewolucji.

    Ewolucjonizm przenoszono również na sferę moralności. Atakom kierowanym przez sympatyków ruchu "reformy życia seksualnego" na "nieznośny rygoryzm" chrześcijańskiej moralności towarzyszyło przekonanie, że — jak to ujęto w 1910 r. w oficjalnym stanowisku BfM — "moralność jest przedmiotem progresywnej ewolucji". W 1905 r. Henriette Fürth pisała, że zasady moralne "obowiązują i są uprawnione jedynie w ściśle określonych warunkach i w ściśle określonej epoce". Epoki się zmieniają, zmieniają się też zasady moralne.

    Wprost nawiązywano również do darwinowskiej teorii doboru naturalnego, "naukowo potwierdzonej". W 1911 r. Anita Augspurg, działaczka BfM, pisała, że oparty na chrześcijaństwie kodeks moralny wśród innych "win" ma też tę, że "sa­botuje kobiecy instynkt selekcji", mocno ograniczany przez obecną w kulturze i porządku prawnym zasadę trwałości monogamicznego związku małżeńskiego. Dopiero odrzucenie tej zasady pozwoli zaspokoić ten dobroczynny dla całego społeczeństwa "instynkt".

    W ostatnich latach przed wybuchem pierwszej wojny światowej coraz wyraźniej w ruchu "reformy życia seksualnego" akcentowane były wątki eugeniczne, zyskując w tym środowisku status "eugenicznej religii". Z BfM przez pewien czas ściśle współpracowali tacy propagatorzy eugeniki w wilhelmińskich Niemczech, jak Al­fred Ploetz i Ludwig Woltmann. Na początku XX w. po obu stronach Atlantyku postulaty eugeniczne najchętniej były recypowane jako "postępowe", "społecznie pożyteczne" i "naukowo uzasadnione" przez środowiska lewicowe i liberalne. Nie inaczej było w Rzeszy Niemieckiej.

    W 1910 r. Eduard David — socjaldemokratyczny poseł do Reichstagu i współ­pracownik BfM — w czasopiśmie afiliowanym przy tej ostatniej organizacji zwracał uwagę na konieczność dopilnowania, "aby nie wschodziło ludzkie nasienie, które jest niższe pod względem fizycznego i mentalnego rozwoju". Ten sam autor i po­lityk SPD podkreślał, że "społeczeństwo powinno mieć prawo wykluczania — jeśli nie z zawierania małżeństw, to przynajmniej z reprodukowania się — jednostek obciążonych dziedzicznymi chorobami i upośledzeniami". Socjaldemokratyczny parlamentarzysta nie podawał konkretnego sposobu tego zalecanego "wykluczania". Bez ogródek pisała o tym Henriette Fürth, która jako ultima ratio wskazywała na konieczność przymusowej sterylizacji lub kastracji "osób obciążonych".

    Jeszcze bardziej brutalna była Ellen Key — szwedzka pisarka, która jako propa­gatorka "religii szczęścia" (szczęście rozumiano jako "wolną ekspresję seksualną") uważana była w środowisku "reformatorów życia seksualnego" za niepodważalny autorytet intelektualny. Domagała się ona zabijania już narodzonych dzieci, u któ­rych stwierdzono "niższy stopień rozwoju".

    Jak wyjaśnić ewidentną sprzeczność między domaganiem się przez twórców i sympatyków "reformy życia seksualnego" maksymalnej wolności dla jednostek szukających spełnienia swojego prawa do korzystania z dobrodziejstw nieskrę­powanej "ekspresji seksualnej" a domaganiem się drastycznej ingerencji państwa w imię eugeniki w najbardziej intymne sfery życia ludzkiego? Odpowiedzią jest słowo "postęp", które stało za obydwoma postulatami. W imię "postępu" nieskrę­powana niczym wolność dla jednostek na "odpowiednim stadium rozwoju". W imię "postępu" zero wolności, a może i pozbawienie prawa do życia tych, którzy nie osiągnęli "odpowiedniego stadium rozwoju". Swoboda życia seksualnego była o tyle ważna i usprawiedliwiona, o ile służyła sprawie ewolucji. Jeśli jej nie służyła, traciła swój powab i mogła, a nawet powinna być ograniczana w odniesieniu do osób "ob­ciążonych". Wolność i swoboda — tak, ale tylko dla niektórych.

    Na początku XX w. status naukowości zyskał również rasizm. Przed 1914 r. nie było otwarcie rasistowskich enuncjacji pochodzących od członków i sympatyków BfM. Próżno było szukać tam wątków antysemickich, co można tłumaczyć sporą reprezentacją inteligentów pochodzenia żydowskiego w tej organizacji. Brak anty­semityzmu nie oznaczał jednak, że nie było w środowisku "reformy życia seksual­nego" wypowiedzi ocierających się o rasizm. Ruth Bre — działaczka BfM — w 1911 r. wyrażała obawy, że Niemcy mogą być "zalane przez szybko rozmnażających się Słowian". Wątki nacjonalistyczne, których nie powstydziliby się działacze Hakaty czy Związku Wszechniemieckiego, występowały w wypowiedziach innych "refor­matorek życia seksualnego": Käthe Schirmacher i Marii Lischnewskiej.

    W prasie związanej z ruchem "reformy życia seksualnego" wątki dotyczące kwestii "prawnego równouprawnienia" (czytaj: depenalizacji) homoseksualizmu występowały tylko incydentalnie, chociaż w ostatnich latach przed Wielką Wojną zaistniała organizacyjna współpraca między BfM a powstałym w 1897 r. Komite­tem Naukowo-Humanitarnym" (Wissenschaftlich-Humanitäre Komitee — WHK) — najważniejszą organizacją niemieckiego ruchu homoseksualnego, założoną przez Magnusa Hirschfelda.

    Zastosował on podobny zabieg, co twórcy Sexualreformbewegung: niewinna nazwa, skrywająca program rewolucji obyczajowej. Kto by nie chciał wspierać spra­wy naukowej i humanitarnej jednocześnie? Tym bardziej że główny postulat ruchu kierowanego przez Hirschfelda dotyczył depenalizacji czynów homoseksualnych. Do tego odnosiły się petycje do Reichstagu wysyłane przez WHK, które jednak nie ogniskowały wokół siebie — sądząc po niewielkiej liczbie sygnatariuszy (kilkaset osób) — jakiegoś znaczącego ruchu społecznego.

    Na forum parlamentarnym naczelny postulat WHK mógł liczyć na poparcie socjaldemokracji. Członkiem SPD był sam Hirschfeld. Podobnie jak twórcy ruchu "reformy życia seksualnego" swój postulat dotyczący korekty porządku prawnego (a konkretnie żądanie wykreślenia z kodeksu karnego Rzeszy Niemieckiej paragrafu 175 penalizującego homoseksualizm) "opakowywał" antychrześcijańskimi filipi­kami świadczącymi, że nie tylko o jeden paragraf tu chodziło. Według Hirschfel­da chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm, charakteryzuje się "represyjnością", a domagając się umiarkowania w życiu seksualnym, a nawet afirmując ascezę, propaguje de facto "sadomasochizm". Jak widać, sposób wojowania z chrześci­jańskimi zasadami moralnymi pioniera walki o "równouprawnienie mniejszości seksualnych" w Niemczech łudząco przypominał ten prezentowany przez członków ruchu "reformy życia seksualnego".

    Sposobów "ekspresji seksualnej", które czekały na równouprawnienie, było we­dług Hirschfelda co niemiara. W opublikowanej w 1914 r. pracy Homoseksualizm mężczyzn i kobiet naliczył on ponad 43 tysiące rodzajów "zachowań seksualnych". Tak długa lista była kolejnym dowodem na wielką, rewolucyjną wręcz skalę plano­wanej przez WHK "akcji równouprawnienia".

    Magnus Hirschfeld, jak przystało na człowieka lewicy, ceniącego sobie "na­ukowo uzasadniony postęp społeczny", wspierał postulaty eugeniczne. W 1913 r. znalazł się w gronie założycieli Medycznego Towarzystwa na rzecz Nauki Seksual­nej i Eugeniki. Jednak na tym nie wyczerpywało się jego zaangażowanie na rzecz odchodzenia od "represyjnej" chrześcijańskiej moralności. W 1911 r. w swoich publikacjach bronił seksu dorosłych mężczyzn z chłopcami od czternastego roku wzwyż, podkreślając walory tak wytworzonej "fizycznej przyjaźni" młodocianych z "poważanymi homoseksualistami".

    Częścią szerokiego ruchu "reformy życia" był młodzieżowy ruch "wędrownych ptaków" (Wandervögel), programowo dystansujący się nie tylko wobec cywilizacji przemysłowej, ale i wobec "skostniałej moralności" miejskich filistrów. Wszystko zaczęło się w 1897 r. w berlińskiej dzielnicy Stieglitz, gdy grupa młodych mężczyzn (głównie studentów) wywodzących się z klasy średniej wyruszyła na pieszą wyciecz­kę, pozostawiając za sobą wielką europejską metropolię i szukając bezpośredniego kontaktu z pięknem przyrody.

    Stolica Niemiec w ostatnich latach przed wybuchem pierwszej wojny świato­wej była nie tylko centrum aktywności homoseksualnego lobby skupionego wokół Magnusa Hirschfelda, ale "stała się mekką dla homoseksualistów całego świata" (M. Eksteins). Taki status Berlin utrzymał również w Republice Weimarskiej. Według danych policyjnych na początku lat trzydziestych XX w. w stolicy Prus i Niemiec żyło ok. 300 tysięcy homoseksualistów.

    Powróćmy jednak do Wandervögel. W ciągu kolejnych niemal dwudziestu lat ruch "wędrownych ptaków" jako swego rodzaju ruch hipisowski avant la lettre ogar­nął do wybuchu pierwszej wojny światowej całe Niemcy. Z biegiem czasu wędrówki coraz bardziej przeradzały się w marsze, a młodzi ludzie szukający wolności od okowów cywilizacji industrialnej maszerowali ku lepszym czasom ubrani w jedno­lite mundury. Już na samym początku tego młodzieżowego ruchu jego uczestnicy wywodzący się ze stolicy Niemiec nazywali Karla Fischera, inicjatora pierwszych wycieczek ze Stieglitz, swoim "Führerem", którego witali zawołaniem Heil!

    Patrząc na główne postulaty całego ruchu "reformy życia", wystarczyło wstawić w nie przymiotnik "niemiecki", by zobrazować tendencję, która w ostatnich latach przed Wielką Wojną ujawniła się również wśród "wędrownych ptaków". Coraz bardziej chodziło o "reformę życia niemieckiego", odkrywanie piękna niemiec­kiej przyrody, ochronę niemieckiej ziemi i pielęgnowanie ciał niemieckich kobiet i mężczyzn.

    Kodeks zasad moralnych też miał być niemiecki, co nie oznacza, że miał być związany z niemiecką odmianą chrześcijaństwa — czy to w protestanckim, czy katolickim wydaniu. Wezwanie "wędrownych ptaków" do odrzucenia "skostnia­łej moralności miejskich filistrów" było niczym innym jak apelem o odrzucenie chrześcijańskich zasad moralnych. Pod tym względem "pierwsi niemieccy hipisi" powielali postulaty zgłaszane przez środowiska wprost domagające się na początku XX w. "reformy" niemieckich obyczajów, zwłaszcza dotyczących życia seksualnego.

    Nie poprzestawano na słowach. Nie brakowało głosów traktujących ruch "wę­drownych ptaków" jako szansę realizacji daleko idących postulatów, których odwagi nie powstydziłby się sam Magnus Hirschfeld. Taką opinię reprezentował jeden z "wędrownych ptaków" i główny ideolog tego ruchu Hans Blüher (1888–1955), autor opublikowanej w 1912 r. książki Niemiecki ruch wędrownych ptaków jako erotyczne zjawisko. Trzytomowa publikacja była nie tyle projekcją przyszłości, ile raczej prognozą opartą na doświadczeniach, które autor zebrał, wędrując po nie­mieckich polach i kniejach wraz z innymi "ptakami". Wśród nich, jak pisał tonem jak najbardziej afirmatywnym, była "hierarchia kochanków" (Hierarchie der Lieblinge), czyli "fizyczne przyjaźnie" między młodszymi a starszymi uczestnikami ruchu. Jak podkreślał Blüher, dążenie młodych chłopców do bliskości ze starszymi, "ta często wyraźnie eksponowana seksualna namiętność dwunasto— i piętnastolatków" do swoich starszych "bohaterów", nie była niczym nagannym.

    Współczesny autor zajmujący się zjawiskiem pedofilii w niemieckich dwudzie­stowiecznych "ruchach protestu" określił poglądy Hansa Blühera jako swego rodzaju zamazywanie rzeczywistości; usprawiedliwianie wykorzystywania seksualnego osób nieletnich pod szyldem — wymyślonym przez tego autora — "introwertycznych re­lacji", gdy w rzeczywistości były to relacje: seksualny predator–ofiara.

    Innego zestawu eufemizmów używał Gustav Wyneken, protestancki teolog i filozof (doktoryzował się z heglizmu), który na początku XX w. nawoływał do "reformy" modelu edukacji i wychowania dzieci i młodzieży. Podkreślał, że należy odejść od "sztucznego niszczenia młodości" na rzecz "wydobycia sensu oraz idei młodości". Jedną z dróg "wydobywania sensu młodości", którą proponował, miał być nudyzm: "Nie znać nagości to oznacza nie znać ciała. Pozytywny stosunek do ciała [Bejahung des Körpers], miłość okazywana ciału, czucie ciała — jest to duchową sprawą i podobnie odzyskanie nagości jest duchową okolicznością". Takie rzeczy mógł pisać tylko ktoś biegły w dialektyce à la Hegel.

    Na "pedagogicznym erosie" Wynekena nie poznał się niemiecki wymiar spra­wiedliwości. W latach 1919–1921 toczył się przeciw niemu proces o seksualne wy­korzystywanie nieletnich, który zakończył się wyrokiem skazującym (rok więzienia).

    Zalecaną przez Wynekena działalność "wydobywczą" miały prowadzić specjalne ośrodki wychowawcze, które pedagog (i pedofil) reformator nazywał "zamkami mło­dzieży" (Jugendburgen)43. Pedagog reformator sam utworzył w 1906 r. taką modelową instytucję w postaci położonej w Turyngii Wolnej Gminie Szkolnej Wickersdorf (Freie Schulgemeinde Wickersdorf), która stała się "pierwszą, ważną instytucją oświatową w Niemczech, bezpośrednio odwołującą się do pederastycznych norm"44. Własne Jugendburgi, gdzie praktykowano podobny sposób "wydobywania sensu młodości", posiadały "wędrowne ptaki". Takim miejscem, które przeszło do historii jako "pedo-burg", był zamek Balduinstein koło Koblencji.

    Zjawisko "fizycznej przyjaźni" między "poważanymi homoseksualistami" a osobami nieletnimi było do tego stopnia rozpowszechnione w Niemczech, że we Francji w ostatnich latach przed wybuchem pierwszej wojny światowej homosek­sualną pedofilię nazywano powszechnie "niemiecką przywarą" (le vice allemand). Okazywało się bowiem, że w mocno "introwertyczne relacje" wdawali się nie tylko członkowie młodzieżowych "ruchów protestu" w rodzaju Wandervögel, ale i przed­stawiciele niemieckich elit politycznych, i to najwyższego szczebla.

    Na dworze panującego od 1888 r. cesarza niemieckiego i króla pruskiego Wilhelma II panowały obyczaje godne niejednego Jugendburgu. Ot, np. przebieranie się w strój baletnicy przez generała Dietricha von Hülsena-Haeselera, szefa Gabinetu Wojskowego cesarza i jednego z jego najbliższych doradców, który przed obliczem Hohenzollerna popisywał się odkrytymi w sobie talentami primabaleriny.

    Jesienią 1906 r. niemiecką i międzynarodową opinią publiczną wstrząsnęły rewe­lacje o "sekretnej kamaryli" w otoczeniu Wilhelma II, które na łamach liberalnego periodyku "Die Zukunft" opublikował Maximilian Harden. Chodziło o skupioną wokół cesarskiego faworyta ks. Philippa Eulenburga grupę wysoko postawionych dygnitarzy wojskowych i cywilnych o homoseksualnej orientacji. Ujawnione fragmenty listów Eulenburga, w których Wilhelm II nazywany był "słodziakiem" (das Liebchen), rykoszetem mocno uderzały w tak czułego na punkcie swojej reputacji Hohenzollerna. Przyczyniały się również do utrwalania stereotypu o "niemieckiej przywarze".

    Wymowę miał również fakt, że pruskie Ministerstwo Oświaty życzliwie za­patrywało się na inicjatywy typu "zamki młodzieżowe". Po ukazaniu się w 1912 r. trzeciego tomu książki Niemiecki ruch wędrownych ptaków jako erotyczne zjawisko Hans Blüher otrzymał z pruskiego Kultursministerium list pochwalny, w którym napisano m.in. "Ujął Pan i przedstawił istotę socjologicznego znaczenia związków między mężczyznami. Do tej pory brakuje naukowego rozwinięcia Pańskiej tezy, że związki między mężczyznami prowadzą do utworzenia państwa".

    W ciągu niemal dwudziestu lat między wybuchem Wielkiej Wojny (1914) a dojściem NSDAP do władzy (1933) profil ideowy niemieckich związków młodzie­żowych, które zaczynały jako "ruchy protestu", znacznie zbliżył się do narodowego socjalizmu, chętnie dając się porwać duchowi "narodowego przełomu" z 1933 r. (A. Klönne).

    Była jeszcze inna analogia. W paramilitarnych organizacjach nazistowskich (SA i SS) oraz w kierownictwie NSDAP nie brakowało "introwertycznych relacji". Najbardziej znanym przykładem osobistego praktykowania "fizycznej przyjaźni" między mężczyznami, i to na samym szczycie nazistowskiej hierarchii, był Ernst Röhm, dowódca SA. Mussolini — jeszcze zanim nawiązał przyjacielskie relacje z III Rzeszą — nazywał czołówkę NSDAP "bandą pederastów", a przywódcę całego ruchu nazistowskiego "okropnym degeneratem seksualnym".

    Bardzo szybko do ruchu narodowosocjalistycznego został inkorporowany zy­skujący na popularności w Niemczech od początku XX w. nudyzm. Również i on podlegał po 1933 r. "unarodowieniu". Nie chodziło o kult nagiego, ale abstrakcyjnego ciała, tylko "ciała niemieckiego mężczyzny" i "niemieckiej kobiety". Początkowo wśród nazistów panował pogląd, że organizacje skupiające zwolenników Freikör­perkultur mogą być przykrywką dla środowisk komunistycznych. Szybko jednak nieufność ustąpiła miejsce akceptacji. W 1934 r. rozwiązano wszystkie istniejące do­tąd organizacje nudystów i powołano jedną, ogólnoniemiecką i kontrolowaną przez NSDAP — Bund für Leibeszucht (Związek na rzecz Dbałości o Ciało). Decydująca w tej mierze była aprobata samego Hitlera dla nudyzmu. Jego zastępca w NSDAP Rudolf Hess twierdził, że "podstawowa zasada nudyzmu jest zdrowa i jako ruch zorientowany na naturę powinien on być przyjmowany życzliwie".

    Podobnie jak wszystkie sfery życia człowieka, również sfera obyczajowości (w tym intymnej) była w totalitarnej Rzeszy Niemieckiej rządzonej przez NSDAP poddana ścisłej kontroli według zasad materialistycznej ideologii dążącej do zbu­dowania "czystej rasowo" Volksgemeinschaft. Aborcja była po 1933 r. zakazana w Niemczech, o ile służyła "czystości niemieckiej krwi", jeśli nie służyła temu ce­lowi — nie tylko była dopuszczalna, ale wręcz przymusowa. Dopuszczano aborcję z przyczyn eugenicznych (podejrzenie wad rozwojowych dziecka). Tej relatywi­zacji "pozytywnej polityki ludnościowej" realizowanej przez hitlerowską Rzeszę Niemiecką boleśnie doświadczyły w latach drugiej wojny światowej Niemki, które zaszły w ciążę za sprawą związków z robotnikami przymusowymi, np. z Polski czy z okupowanych terenów ZSRS. Niemieckie władze traktowały to jako "zhańbienie rasy" i nakazywały aborcję bez względu na długość ciąży.

    Podobnie władze niemieckie postępowały wobec Polek — robotnic przymuso­wych, które oczekiwały narodzenia dziecka poczętego jeszcze przed wywózką do Niemiec lub już w Rzeszy. We wszystkich zorganizowanych, finansowanych i prowa­dzonych przez państwo niemieckie obozach koncentracyjnych i zagłady stosowano przymusową aborcję wobec uwięzionych kobiet, które były w stanie błogosławionym.

    Z paradygmatu "czystości rasy" wypływał zakaz i penalizacja w III Rzeszy homoseksualizmu oraz środków antykoncepcyjnych. Jednak wobec "podludzi" o "nieczystej krwi" taki rygoryzm nie obowiązywał. Wręcz odwrotnie. W odnie­sieniu do przeznaczonych do zagłady narodów władze niemieckie praktykowały eksport rewolucji seksualnej. I to pod rygorem najpoważniejszych sankcji. Adolf Hitler do najbliższych współpracowników mówił: "Osobiście zastrzelę tego idiotę, który chciałby wprowadzić w życie na wschodnich terenach okupowanych przepisy zabraniające aborcji". 22 lipca 1942 r. "wódz" narodu niemieckiego zapowiadał, że "w obliczu dużych rodzin tubylczej ludności [na terenach okupowanych — G.K.] jest dla nas bardzo korzystne, jeśli dziewczęta i kobiety mają możliwie najwięcej aborcji".

    W tym samym czasie Martin Bormann, szef Kancelarii NSDAP i jeden z naj­bliższych współpracowników Hitlera, pisał w liście: "Obowiązkiem Słowian jest pracować dla nas. Płodność Słowian jest niepożądana. Niech używają prezerwatyw albo robią skrobanki — im więcej, tym lepiej".

    Nad problemem eksportu rewolucji seksualnej na okupowane tereny, a kon­kretnie na okupowane ziemie polskie, pochylał się również niemiecki świat nauki. Datą 25 listopada 1939 r. opatrzony został memoriał O traktowaniu z punktu widzenia rasowo-politycznego ludności na byłych polskich terenach autorstwa dr. E. Wetzla oraz dr. G. Hechta. Dokument został przygotowany na zlecenie Urzędu Rasowo-Politycznego NSDAP (Rassenpolitisches Amt der NSDAP). Jego autorzy podkreślali, że wszystkie środki, które służą ograniczeniom rozrodczości, powinny być tolerowa­ne lub popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaral­ne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze [tj. antykoncepcyjne — G.K.] mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia.

    Wspomniany dr E. Wetzel w analizie datowanej na 27 kwietnia 1942 r. dzielił się z dowódcą SS i policji Reichsführerem Heinrichem Himmlerem przemyśleniami dotyczącymi daleko idącej "zmiany struktury etnograficznej w Europie Wschod­niej" (eufemistyczna nazwa planowanego przez państwo niemieckie ludobójstwa na masową skalę) w ramach opracowywanego przez niemieckich naukowców w mundurach SS tzw. Generalnego Planu Wschodniego.

    Na okupowanych przez Rzeszę Niemiecką terytoriach ZSRS — jak podkreślał dr Wetzel:

    celem niemieckiej polityki ludnościowej na rosyjskim terenie będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. To samo zresztą powinno odnosić się także do szczególnie płodnej ludności kaukaskiego terenu, a później częściowo także do Ukrainy. […] Aby doprowadzić na wschodnich terenach do znośnego dla nas rozmnażania się ludności, jest nagląco konieczne zaniechanie na wschodzie tych wszystkich środków, które zastosowaliśmy w Rzeszy celem podwyższenia liczby urodzin. Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. Należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Po­winno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie itp. Obok tej propagandy powinna być pro­wadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych [antykoncepcyjnych — G.K.]. Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony.

    Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodów. Można wykształcić np. akuszerki, względnie felczerki w robieniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. Nie powinno się zwalczać śmiertelności niemowląt.

    Na mocy specjalnego rozporządzenia z 9 marca 1943 r. okupacyjne władze niemieckie wprowadziły na obszarze Generalnego Gubernatorstwa aborcję "na życzenie". W ten sposób po raz pierwszy na ziemiach polskich zalegalizowano ten rewolucyjny środek wiodący do realizacji przez państwo niemieckie "negatywnej polityki ludnościowej" wobec Polaków. Totalitarne państwo niemieckie, kierujące się rewolucyjną ideologią, żelazną ręką, za pomocą SS, zaprowadzało rewolucję seksualną.

    W zupełnie inny sposób do rewolucji w tym zakresie zdążali wpływowi przed­stawiciele myśli neomarksistowskiej, skupieni w Instytucie Badań Społecznych, który do 1933 r. działał we Frankfurcie nad Menem59. Czołowi reprezentanci szkoły frankfurckiej po dojściu Hitlera do władzy wyemigrowali z Niemiec, ostatecznie w latach drugiej wojny światowej osiadając w Stanach Zjednoczonych60. Za oce­anem objęli katedry na prestiżowych uczelniach amerykańskich (np. Columbia University w Nowym Jorku), zyskując wpływ na umysłowość sporej części elit mocarstwa, które po 1945 r. stało się politycznym, militarnym, ale i kulturowym filarem "wolnego świata".

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski