RAK
    "Niech się przekonają, ile meczów zdołają wygrać beze mnie". Konflikt na linii Scottie Pippen-Chicago Bulls [FRAGMENT KSIĄŻKI]

    "Niech się przekonają, ile meczów zdołają wygrać beze mnie". Konflikt na linii Scottie Pippen-Chicago Bulls [FRAGMENT KSIĄŻKI]

    2527 odsłon
    "Niech się przekonają, ile meczów zdołają wygrać beze mnie". Konflikt na linii Scottie Pippen-Chicago Bulls [FRAGMENT KSIĄŻKI]

    Scottie Pippen dorastał w biedzie, w wielodzietnej rodzinie, w miejscowości Hamburg w Arkansas. Choroby najbliższych osób utwierdziły go w przekonaniu o tym, jak brutalne i kruche potrafi być ludzkie życie, dlatego kiedy dostał się do NBA, postanowił wesprzeć finansowo rodzinę.

    Niski skrzydłowy, który osiągnął status koszykarza formatu All-Star uznał, że nie jest odpowiednio doceniany przez Chicago Bulls i w sezonie 1990/1991 zaryzykował konflikt ze swoim pracodawcą w celu wywalczenia nowego, lepszego kontraktu, o czym wspomniał Johnny Smith w książce "Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną".

    Fragment:

    Ból związany ze wspomnieniami o niedostatku z czasów dzieciństwa dotykał Pippena nawet wtedy, gdy był już 25-letnią gwiazdą NBA z wieloma osiągnięciami na koncie. Jako najmłodsze z 12 dzieci Prestona i Ethel Pippenów nosił rzeczy po starszym rodzeństwie i wychowywał się w zatłoczonym, dwupokojowym domu w miejscowości Hamburg w Arkansas — trzytysięcznym sennym fabrycznym miasteczku. Jego ojciec pracował na długie zmiany w niebezpiecznych warunkach przy cięciu kłód w papierni Georgia-Pacific. Każdego dnia roboczego Preston przynosił do domu silny odór miąższu, równie nieprzyjemny, co smród zgniłych jaj. Walka o przetrwanie tej wielkiej, biednej rodziny z Południa w tym — jak to określał Pippen — "w pewnym sensie rasistowskim miasteczku" umocniła go w postanowieniu, że musi się stamtąd wyrwać.

    Życie rodziny stało się jeszcze trudniejsze, gdy Preston podupadł na zdrowiu. Pewnego dnia, gdy Scottie był w ósmej klasie, ojciec, i tak już mocno dotknięty artretyzmem, wrócił do z pracy i podczas obiadu doznał potężnego wylewu, po którym nie mógł mówić ani chodzić. Przykuty do wózka inwalidzkiego nigdy nie miał okazji osobiście zobaczyć Scottiego w profesjonalnych zawodach koszykarskich. Jak mówił koszykarz, po wylewie Preston "nie mógł już być takim ojcem, jakiego potrzebowałem, czy pokazać mi, jak być prawdziwym mężczyzną, zwłaszcza czarnym mężczyzną w świecie białych".

    Koszykówka formą wsparcia dla jego rodziny

    Pippen nigdy nie zapomniał, jak kruche potrafi być ludzkie życie. "Zawsze myślałem o tym, że jedna kontuzja może mi wszystko odebrać", mówił. Tego obawiał się najbardziej: że straszny wypadek może w jednej chwili sprawić, że nie będzie w stanie biegać i skakać. Jego brat Ronnie, silny, zdrowy nastolatek, do znał poważnego urazu, gdy prześladujący go uczeń z tej samej klasy uderzył go w trakcie lekcji wuefu. Ethel musiała zajmować się nie tylko sparaliżowanym mężem, lecz także sparaliżowanym synem. "Wszyscy mówili jej, że nic nie da się zrobić", wspominał Scottie. Jego matka, całkowicie oddana rodzinie, dźwigała to brzemię, opiekowała się Prestonem i Ronniem, "karmiła ich, kładła do łóżka, zmieniała im pieluchy". Obserwując ją, Pippen otrzymał kolejną ważną lekcję: żadna udręka nie pokona trwałej miłości łączącej członków rodziny.

    Gdy w 1987 roku Pippen podpisał swój debiutancki kontrakt, poprzysiągł sobie, że zawsze będzie pomagał bliskim. Wybudował dla nich spore ranczo przystosowane do poruszania się na wózkach inwalidzkich, kupił matce cadillaca, a rodzeństwu regularnie wysyłał pieniądze. Mimo wszystko często zastanawiał się, jak długo będzie mu sprzyjało szczęście. Przed parafowaniem umowy spytał swojego agenta, Jimmy’ego Sextona, ile zarobi, jeśli Bulls zrezygnują z jego usług po pierwszym sezonie. "Potrzebował poczucia bezpieczeństwa — wspominał Sexton. — Tym przejmował się najbardziej". Agent wynegocjował dla niego sześcioletni kontrakt na sumę ponad pięciu milionów dolarów. Cztery pierwsze lata z tej umowy były gwarantowane, Bulls mieli zaś opcję przedłużenia jej na kolejne dwa sezony.

    Przed rozpoczęciem kampanii 1990/91 Pippen przygotowywał się do ostatniego gwarantowanego roku swojej umowy. Był zdeterminowany, by udowodnić swoją wartość. Latem trenował intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej, dołożył pięć kilogramów masy mięśniowej, głównie w górnych partiach ciała. Martwił się jednak, że jeśli dozna kontuzji, Bulls nie zdecydują się na skorzystanie z opcji przedłużenia kontraktu. W trakcie debiutanckiego sezonu — 1987/88 — wystąpiła u niego przepuklina dysku i musiał poddać się operacji. Po tym, jak chirurg przeprowadził zabieg laminektomii, w ramach którego usunął jedną z kości kręgowych, by zmniejszyć ucisk na nerw kulszo wy, Pippen leżał w łóżku przerażony, że jego kariera dobiegła końca. Przez cały tamten sezon narzekał na ból dolnej części pleców i nóg. Miewał problemy z siedzeniem na krześle. Czasami w trakcie 45-minutowej podróży do Chicago Stadium ból stawał się tak dokuczliwy, że musiał dwa czy trzy razy zatrzymywać się i wysiadać z samochodu. Mrowienie w nodze utrudniało mu dobre czucie pedałów gazu i hamulca.

    Obawy Pippena, że Bulls nie będą skłonni inwestować w gracza z problemami zdrowotnymi, zostały jeszcze podsycone przez niezbyt empatyczną reakcję na jego kłopoty, z którą zetknął się w trakcie swojego pierwszego sezonu. Trener przygotowania fizycznego Mark Pfeil uważał, że Pippen to symulant, "słaby i leniwy". Był to poniżający komentarz dla czarnego, który w dzieciństwie nie miał nic, zaznał olbrzymiej biedy i trenował niestrudzenie, by zostać zawodowym sportowcem. Pfeil upierał się, że Pippen musi po prostu częściej się rozciągać, lecz koszykarz obawiał się, że problem jest znacznie poważniejszy, niż sądziły władze klubu.

    Walka o nowy kontrakt

    Po tym, jak w 1990 roku po raz pierwszy został wybrany do Meczu Gwiazd, Pippen uważał, że ma argumenty, by negocjować nowy, gwarantowany długoterminowy kontrakt z Bulls. W czasie gdy zawodnicy NBA zarabiali średnio niemal milion dolarów rocznie — najwięcej w zawodowym sporcie — on miał zainkasować za nadchodzący sezon 765 tysięcy. Narzekał, że choć bez wątpienia jest drugim najlepszym graczem drużyny, na liście płac zajmuje dopiero piąte miejsce — wyprzedzali go Michael Jordan, podstawowy center Bill Cartwright, a także rezerwowi Stacey King i Dennis Hopson. Gdy latem NBA podpisała rekordową, czteroletnią umowę telewizyjną ze stacją NBC, opiewającą na 600 milionów dolarów, limit wynagrodzeń dla drużyn wzrósł o dwa miliony na podstawie układu zbiorowego zawartego z Players Association. To oznaczało, że Krause miał przeznaczyć dodatkowe wpływy na kontrakty zawodników. Zamiast jednak dać podwyżkę Pippenowi, sprowadził wolnego agenta, skrzydłowego Cliffa Levingstona — doświadczonego rezerwowego, który w kolejnych dwóch sezonach miał zarobić ponad dwa miliony dolarów. Co gorsza, Krause wybrał w drafcie 1990 roku chorwacką gwiazdę Toniego Kukoča, co sprowokowało pytania o przyszłość Pippena w Bulls. On sam obserwował też sytuację swoich towarzyszy z draftu 1987 roku, którzy otrzymywali nowe kontrakty. Po pierwszym występie w Meczu Gwiazd numer 11 z 1987 roku, Reggie Miller, podpisał z Indiana Pacers nową umowę na ponad trzy miliony za sezon. Pippen, który został wybrany sześć pozycji wcześniej i również miał za sobą udział w Meczu Gwiazd, uważał, że jest wart przynajmniej tyle samo.

    W przededniu rozpoczęcia obozu treningowego Scottie spędzał czas z rodziną w Hamburgu i zastanawiał się, co po winien zrobić. Miał za sobą trudny rok, naznaczony śmiercią taty i rozwodem z pierwszą żoną, Karen McCollum. Był też ojcem małego dziecka, na które co miesiąc musiał płacić alimenty. Chwilami czuł się przytłoczony i wyznał w rozmowie z Lacym Banksem z "Chicago Sun-Times", że odkąd zaczął grać w koszykówkę w college’u, oddalał się od Kościoła, choć chciałby "być bliżej Boga". Sam Smith pisał, że Pippen bywa "dziwacznie nieroztropny" i "zadaje się z podejrzanymi osobnikami". Wiele lat później koszykarz przyznał, że w pierwszych latach w lidze "sporo nawywijał", ciesząc się owocami swojej pracy. Kupował drogie garnitury, luksusowe samochody i biżuterię. Nosił oszałamiające diamentowe kolczyki i złoty naszyjnik z napisem "PIP", choć z drugiej strony w chicagowskich restauracjach i klubach nocnych przylgnęła do niego łatka osoby zostawiającej kiepskie napiwki, co zaowocowało przezwiskiem "No tippin’ Pippen"*.

    Po odwiedzinach u rodziny w Hamburgu sportowiec wybrał się na przejażdżkę swoim wartym 80 tysięcy dolarów czarnym mercedesem SEL autostradą numer 82, wzdłuż równiny przy korycie Missisipi. Pierwszego października, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem obozu treningowego, zamierzał spotkać się w Memphis ze swoim agentem. Gdy jechał na północ, w stronę granicy z Tennessee, wpadł na pewien pomysł: odmówi stawienia się na zgrupowaniu i ukryje się w jakimś hotelu w Memphis, gdzie Krause nie zdoła go namierzyć. "Uznałem, że przesiedzę tam kilka dni i poczekam na to, co powiedzą. Może nawet przeczekam tam cały obóz", wyjaśniał. Podobała mu się wizja menedżera pocącego się przed kamerami chicagowskich telewizji, usiłującego wyjaśniać, czemu klub nie negocjuje nowego kontraktu z kiepsko opłacanym skrzydłowym mającym na koncie występ w Meczu Gwiazd, gościem, który zarabia mniej niż 150 innych graczy ligi.

    Gdy Pippen po raz ostatni zwrócił się do Krause’a w sprawie nowej umowy, generalny menedżer wykręcił się tym, że zgodnie z polityką klubu — którą sam wprowadził — nie może rozmawiać z graczem, który ma umowę ważną jeszcze przez trzy lata. Był znany z tego, że składał zawodnikom i ich agentom śmiesznie niskie propozycje i nie był skłonny do negocjacji. Zirytowani menedżerowie koniec końców zwracali się po pomoc do Reinsdorfa, który sprawiał wrażenie rozsądniejszego. Właściciel Bulls zapewniał koszykarza i jego przedstawiciela, że zapłaci więcej, niż wynosi "ostateczna oferta" Krause’a. Czasami w trakcie pertraktacji wzywał generalnego menedżera do swojego biura i nakazywał mu siedzieć cicho. Ten teatrzyk z dobrym i złym gliną zazwyczaj działał, nawet jeśli agenci zdołali się w tym połapać.

    Tyle że Pippen miał już dość gierek. Przeklął Krause’a i powiedział Sextonowi, że nie chce już rozmawiać z żadnym z dwóch Jerrych. "Niech się przekonają, ile meczów zdołają wygrać beze mnie", pieklił się. Agent przekonał go, by zadzwonił do Reinsdorfa i powiedział mu, że nie pojawi się na obozie, jeśli nie dostanie przedłużenia umowy na akceptowalnych warunkach.

    Właściciel klubu zapewnił go, że wkrótce zostanie odpowiednio wynagrodzony, ale zanim to się stanie, musi dołączyć do drużyny. Przypominał mu, że ma obowiązki wobec niego samego i zespołu. "Musisz dotrzymywać umów".

    Pippen widział to inaczej. Oznajmił, że nie zamierza honorować kiepskiej umowy, i się rozłączył. Sexton uprzedzał go, że taka taktyka może być kosztowna. Nike właśnie zaproponowało Pippenowi współpracę sponsorską, lecz zła prasa mogła skłonić producenta butów do zmiany zdania. Pippen zrozumiał, jak wielkie jest ryzyko, i postanowił ustąpić — na razie. "Dobra — stwierdził — pojawię się na obozie, ale lepiej niech szybko coś wymyślą".

    * Dosłownie "niezostawiający napiwków Pippen".

    Tłumaczenie: Jakub Michalski

    "Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną".

    Partner Wydawnictwo SQN

    "Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną".

    [REKLAMA]

    • Fragment pochodzi z książki "Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną", która ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN.
    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era