
Świat siatkówki pogrążył się w żałobie po śmierci Daniela Castellaniego. Ci, którzy z nim pracowali, nie mają wątpliwości — odszedł wyjątkowy człowiek. — Pamiętam, co od niego usłyszałem: "wiem, jak pracowałeś przez ostatni czas i to nie jest normalne, że zacząłeś wierzyć, że grasz źle"— wspomina Piotr Gruszka, który w 2009 r. został MVP mistrzostw Europy, gdy Polacy po raz pierwszy w historii właśnie pod wodzą Castellaniego sięgali po tytuł na Starym Kontynencie.
Czwartkowy wieczór, zbliża się północ. Polacy rozegrali właśnie swój piąty tie-break z rzędu w Lidze Narodów, pokonując reprezentację Turcji. Ostatnie osoby opuszczają halę w Gliwicach, gdy w studiu telewizyjnym Polsatu Sport trwa jeszcze transmisja. W pewnym momencie jeden ze współprowadzących, Marcin Lepa, przekazuje tragiczną informację — nie żyje Daniel Castellani, były selekcjoner reprezentacji Polski. Smutna nowina pojawiła się na oficjalnym profilu argentyńskiej federacji tuż po godzinie 23.00 naszego czasu. Dla Piotra Gruszki, który był wtedy jednym z ekspertów w studiu Polsatu Sport po meczu Polaków, to było jak grom z jasnego nieba.
— Nie dostaliśmy wcześniej żadnej informacji. O śmierci Daniela dowiedziałem się w momencie, w którym powiedział o tym Marcin podczas transmisji. Byłem w szoku, kompletnie się tego nie spodziewałem. Jestem potwornie zasmucony, choć wszystkie wspomnienia, jakie mam z Danielem, są wyłącznie pozytywne — mówi Gruszka.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W reprezentacji rozegrał 450 spotkań i pracował z dziewięcioma selekcjonerami, ale Castellani był jednym z tych, którzy poprowadzili reprezentację Polski do historycznych osiągnięć. Argentyński szkoleniowiec pracował z Biało-Czerwonymi przez dwa sezony w latach 2009-10, będąc drugim po swoim poprzedniku — Raulu Lozano, obcokrajowcem w roli selekcjonera naszej narodowej drużyny. Castellani już w swoim pierwszym sezonie, mimo nieobecności czołowych graczy, jak Mariusz Wlazły, Michał Winiarski czy Sebastian Świderski, poprowadził Polaków do złota mistrzostw Europy w Izmirze. Pierwszy w historii tytuł na Starym Kontynencie dla Biało-Czerwonych Gruszka okrasił jeszcze tytułem MVP całego turnieju, w którym brylował także zaledwie 21-letni wówczas Bartosz Kurek.
— Pamiętam rozmowę, jaką odbyłem z Danielem. Obawiałem się, czy w ogóle pojadę na mistrzostwa Europy. Później bardzo długo rozmawialiśmy jeszcze po pierwszym meczu grupowym z Francją. Pamiętam, co od niego usłyszałem: "Piotrek, ja wiem, jak ty pracowałeś przez ostatni czas i to nie jest normalne, że zacząłeś wierzyć w to, że grasz źle" — opowiada dziś Gruszka.
On, podobnie jak wielu jego kolegów z boiska, wspomina Castellaniego jako postać wyjątkową. O ile jego poprzednik na stanowisku selekcjonera Polaków, czyli Raul Lozano, zrewolucjonizował podejście do treningów i filozofię pracy, o tyle Castellani jeszcze bardziej wychodził poza ramy. To on jako pierwszy wiele uwagi poświęcał aspektom psychologicznym. Działo się tak również dlatego, że jego żona Silvina jest psychologiem z wykształcenia, a mąż często korzystał z jej fachowej literatury.
— Gdy myślę o Danielu, mam w głowie przede wszystkim słowo "człowiek". To był pierwszy trener, który patrzył na nas przede wszystkim jako ludzi, a dopiero później jak na sportowców. Był nas ciekaw i chciał nas poznać, dowiedzieć się, czy mamy żonę, dziecko, jak się czujemy, skąd pochodzimy. Wiedział, że wszystko to wpływa później na to, co pokazujemy na boisku. On odwrócił cały system, w którym funkcjonowaliśmy do tej pory, będąc postrzeganymi wyłącznie przez pryzmat sportu — opowiada Gruszka.
Castellani poprowadził polską kadrę do tytułu mistrzów Europy w 2009 r., ale rok później jego przygoda dobiegła końca po nieudanym dla Polaków mundialu. Jednak z Polską związany był jeszcze zanim objął kadrę. A właściwie trafił do niej dzięki zatrudnieniu w PlusLidze. W latach 2006-09 był bowiem trenerem Skry Bełchatów, gdzie także przez rok pracował z Gruszką. Później wracał jeszcze do Polski dwukrotnie — w sezonie 2012/13 jako trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, z którą zdobył krajowy puchar i wicemistrzostwo ligi. Z kolei w rozgrywkach 2020/21 był trenerem Indykpolu AZS Olsztyn. Niewiele brakowało, a jeszcze bardziej wzbogaciłby swoje CV o zatrudnienie w Polsce.
Gdy po igrzyskach w Rio de Janeiro z kadrą rozstał się Stephane Antiga, Castellani znalazł się w gronie kandydatów do bycia jego następcą. W tym samym czasie, czyli przed sezonem 2016/17, był bliski powrotu do Bełchatowa na tyle, że brakowało tylko podpisu na umowie. Castellani ostatecznie wybrał wtedy brazylijski Funvic Taubate, by po dekadzie pracy w Europie być bliżej domu.
Z Gruszką nie widzieli się już jakiś czas, ale pozostawali w kontakcie. — Mieliśmy bardzo dobre relacje z Danielem, jego żoną i dziećmi. Kiedyś nawet pomagał mi w pewnej prywatnej sprawie w Argentynie. Pamiętam, że w początkowej fazie pomagałem mu też w tym, żeby w ogóle przyszedł pracować do Polski. Ostatni raz widziałem nagranie jakiegoś podcastu, w którym brał udział razem z kilkoma innymi osobami. Widać było już oznaki choroby — mówi Gruszka.
Castellani zmarł w wieku 65 lat po długiej walce z chorobą nowotworową.