
Ciężko nie wrócić do wydarzeń, które miały miejsce w minioną niedzielę (21 czerwca) na toruńskiej Motoarenie im. Mariana Rosego. Pres Grupa Deweloperska Toruń w ramach 9 kolejki PGE Ekstraligi rozgromiła Orlen Oil Motor Lublin aż 61:29.
Orlen Oil Motor Lublin nie wyszedł pierwszy raz z "trzydziestki" od bardzo dawna. Tak katastrofalnego meczu i utraty punktu bonusowego nikt nie był w stanie przewidzieć.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— O ile zwycięzcę tego meczu można było poprawnie wytypować, tak rezultat i obraz spotkania mnie totalnie zamurował — rozpoczął na gorąco Krzystyniak. — Motor się kompletnie nie postawił Toruniowi. To był jakiś dramat. Nie istnieli w żadnym calu, a podejrzewam, że Polonia Bydgoszcz w aktualnym składzie zrobiłaby więcej punktów na Motoarenie — dodawał po chwili były żużlowiec.
Zdaniem Jana Krzystyniaka nawet absencja Fredrika Lindgrena nie pomogłaby w zmianie obrazu meczu. — Tam jechał praktycznie tylko Zmarzlik. Po meczu, obiektywnie patrząc, to nawet z Lindgrenem nie osiągnęliby tych 30 "oczek". Gwiazdy za miliony po prostu nie dały rady i tutaj nie ma żadnego wytłumaczenia na ten proceder — kontynuował ekspert w rozmowie z naszą redakcją.
Kacper Woryna pojechał fatalne spotkanie na Motoarenie w Toruniu. Stały uczestnik cyklu Grand Prix zdołał przywieźć zaledwie sześć punktów z bonusem w sześciu startach. Nie pokonał jednak żadnego seniora drużyny przeciwnej. Gdy Zielonogórzanin usłyszał pomeczową wypowiedź Kacpra Woryny, coś w nim pękło.
— Woryna po meczu powiedział, że nie ma nic sobie do zarzucenia, bo walczył? To jest zwykłe splunięcie kibicowi w twarz. Z kim on walczył? Kogo on pokonał, że może tak powiedzieć? Poza kolegami z pary udało mu się przywieźć za plecami tylko juniorów Torunia. To jest wstyd dla zawodnika takiej klasy, który zarabia niemałe pieniądze — powiedział ostro Krzystyniak o reprezentancie Polski.