RAK
    Nalot na faworytów Tour de France w środku nocy. Znamy nowe szczegóły

    Nalot na faworytów Tour de France w środku nocy. Znamy nowe szczegóły

    1520 odsłon
    Nalot na faworytów Tour de France w środku nocy. Znamy nowe szczegóły

    Najpierw obudzili w środku nocy przed trudnym etapem największe gwiazdy Tour de France, żeby przeprowadzić kontrolę. Teraz wychodzą na jaw nowe szczegóły przyczyn takiej decyzji wobec Tadeja Pogacara i Jonasa Vingegaarda, wliczając w to decyzję sądu. To już jest potężna awantura, a nie da się wykluczyć, że dopiero się rozkręca.

    W nocy przed niedzielnym etapem Tour de France dwaj najlepsi kolarze świata usłyszeli pukanie do drzwi. Jonas Vingegaard spotkał kontrolerów antydopingowych o 2 w nocy, Tadej Pogacar trzy godziny później. To nie jest standardowa procedura. Więcej! To pierwszy taki przypadek w historii. W sprawę zamieszany jest francuski sąd, który musiał dać na to zgodę, wszystko tłumaczy "L’Equipe", a my zapytaliśmy o zastosowanie takiej procedury szefa Polskiej Agencji Antydopingowej Michała Rynkowskiego.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Musieli iść po zgodę do sądu

    Zwykle kontrole antydopingowe odbywają się między 6 rano a 23. Sportowcy podają miejsce pobytu, kontrola ich odwiedza, później próbki są badane. Tu złamano niepisaną zasadę, do tego w nocy przed trudnym etapem, a tłumaczenie tej decyzji zostawia duże pole do interpretacji. Co więcej, Vingegaard miał na trasie w niedzielę wypadek i ze złamanym obojczykiem musiał wycofać się z wyścigu. "A może był niewyspany?" — pyta wielu kibiców. Pogacar starał się podejść do swojego przypadku z uśmiechem i opowiadał, że wcześniej zrobił sobie kawę, choć przyznał też, że nawet nie wiedział o możliwości nocnej kontroli.

    Generalnie jednak sprawa nie jest śmieszna, a w tle oczywiście pojawiają się natychmiast podejrzenia o stosowanie zabronionych środków. W ostatnich latach w kolarstwie nie było spektakularnych wpadek, ale historia tej dyscypliny sportu jest wyjątkowo bogata w wielkich oszustów.

    Tym razem Międzynarodowa Agencja ds. Testów (ITA) musiała wystąpić o zgodę na taką kontrolę do francuskiego sądu, a tam sędzia powołał się po raz pierwszy na prawo z 2015 r. Musiał przy tym zweryfikować, czy istnieją "poważne i spójne podejrzenia", że kolarz, którego dotyczy sprawa, mógł naruszyć przepisy antydopingowe lub zamierza to zrobić i istnieją okoliczności sprawiające, że istnieje "ryzyko utraty dowodów".

    Szef POLADA wszystko nam wyjaśnił

    Nigdzie wprost nie pada żaden zarzut, ale wiadomo, że chodzi o tzw. mikrodawki, czyli przyjmowanie zabronionych środków, które po kilku godzinach przestają być wykrywalne.

    Z drugiej strony taka kontrola z pewnością nie wpływa korzystnie na samopoczucie i formę zawodnika. A mówimy o sportowcach biorących udział w jednej z najtrudniejszych imprez świata. Spytaliśmy więc o to szefa POLADA Michała Rynkowskiego.

    — W trakcie zawodów generalnie nie ma kontroli w nocy, ale zgodnie z przepisami zawodnicy mogą być sprawdzani cały czas. Oczywiście mogą być wyjątkowe okoliczności, kiedy są wskazania z paszportu biologicznego lub istnieje podejrzenie stosowania bardzo krótko utrzymujących się w organizmie substancji zabronionych typu hormon wzrostu czy mikrodawka erytropoetyny — mówi dyrektor Rynkowski.

    — Generalnie takich kontroli zazwyczaj nie przeprowadza się bez powodu — dodaje. I to właśnie budzi najwięcej komentarzy. Czy ITA lub UCI wiedzą coś, o czym jeszcze nie mówią? — Planując takie kontrole, trzeba mieć na względzie dobro zawodnika w tym znaczeniu jednak, żeby minimalizować ewentualne negatywne skutki. Rozumiem więc dyskusję, bo na pewno wiele osób się zastanawia, czy taka sytuacja w ogóle była uzasadniona, bo noc to czas, kiedy sportowiec powinien się regenerować. Zwykle przecież nawet policja nie puka do nikogo w środku nocy, tylko przychodzi o 6 rano — analizuje Rynkowski.

    I tutaj faktycznie dochodzimy do pytania, czy granice nie zostały przekroczone.

    — Jeśli była zgoda sądu, to nie ma o czym mówić. Wiem, że taka decyzja zawsze wzbudzi kontrowersje. Natomiast z perspektywy czysto antydopingowej, jeżeli są jakieś wątpliwości, które trzeba rozwiać, trzeba do tego dążyć. Nie wiem, jak działa procedura we Francji, ale w Polsce, kiedy są wskazania naukowe, wątpliwości w profilu hematologicznym, steroidowym czy endokrynologicznym, wskazane są testy, w niektórych przypadkach możliwie szybko. Zdarzało się, że mieliśmy wątpliwości co do konkretnych zawodników. W długofalowym monitoringu zwykle okazywało się, że wszystko jest w porządku, a anomalia po prostu się zdarzyła — mówi szef POLADA.

    Problem w tym, że Francuzi musieli dostrzec anomalię u dwóch najlepszych kolarzy, którzy ścigają się w różnych ekipach, a to już wyjątkowo niecodzienna sytuacja. I tę sytuację tłumaczy szef naszej agencji.

    Wiadomo, że ci najlepsi są mocniej monitorowani. W kolarstwie od lat monitoring jest bardzo ścisły. Tak zwana "epoka" minęła, ale to nie znaczy, że problemów już nie ma. W tym wypadku jednak zdecydowanie za wcześnie na jakiekolwiek wnioski — mówi Rynkowski.

    Dziś kolarze we Francji odpoczywali. We wtorek czeka ich 26 km jazdy indywidualnej na czas. W żółtej koszulce jedzie Pogacar i trudno sobie wyobrazić, że ktoś mu ją odbierze. O ile nie wydarzy się nic nieoczekiwanego...

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era