
Skrolując na Instagramie profil kochanki męża — niewiele młodszej od ich córki — Effie Baker czuje się upokorzona, zawstydzona i zagniewana. Przez 19 lat była wzorową żoną i matką, a teraz jej małżeństwo rozpadło się jak domek z kart. W dniu premiery powieści "Gdy odnajdziemy drogę Laury Barrow" zapraszamy do przeczytania fragmentu.
To było takie męczące — po raz setny wyjaśniać matce beznadziejność tej sytuacji. Ponadto wolałaby nie przypominać sobie zdjęć Amber rozciągniętej na łóżku z baldachimem, ubranej w najbardziej skąpe majtki, jakie Effie kiedykolwiek widziała. Ani nie pamiętać wiadomości Daniela, którą do niej wysłał.
Boże, jaka jesteś piękna. Wyślij więcej. Ja tu cierpię katusze.
Najwyraźniej bycie mężem Effie było katuszą — to odkrycie sprawiło, że kompletnie straciła grunt pod nogami. Nie wiadomo, kiedy stała się typową, niczego nieświadomą żoną, zbyt niechętną albo zbyt głupią, żeby się domyślić, że mąż ją zdradza. Patrząc z perspektywy czasu, sygnały były oczywiste — późne powroty, niechęć do zbliżeń albo to, że zawsze szybko się odsuwał, gdy całował ją na pożegnanie. A czasami w ogóle zapominał się pożegnać.
Na początku przypisywała to temu, że dzieci podrosły i już mniej go potrzebowały. Była tak naiwna, że gdy któregoś razu zabrzęczał jego telefon, a ona przesunęła palcem po ekranie, to, co zobaczyła, odebrało jej dech w piersiach i wstrząsnęło nią tak bardzo, że zaczęła dygotać. Z marszu się z nim skonfrontowała, gdy stał owinięty ręcznikiem kąpielowym, jeszcze mokry po prysznicu. Zwiesił głowę i ukrył twarz w dłoniach. A wtedy już wiedziała, że się z tamtą przespał. Z niezrozumiałych powodów zażądała, żeby opowiedział jej wszystko w najdrobniejszych szczegółach — kiedy to zrobili, gdzie i jak. Od jak dawna ją oszukiwał?
Płakał rzewnymi łzami, przepraszał i obiecywał zakończyć tamtą relację. A Effie w swojej naiwności mu uwierzyła, bo co innego mogła zrobić.
Margie cmoknęła z dezaprobatą.
— To nie ma sensu. Przecież mężczyzna nie budzi się nagle któregoś ranka i postanawia odejść od żony. Dlaczego nie poszliście do poradni małżeńskiej?
— Poszliśmy — przypomniała jej Effie. — Ale to nie pomogło.
Po trzech pełnych emocji spotkaniach z terapeutką o wyjątkowo młodzieńczym wyglądzie, która kazała im "zajrzeć w głąb siebie" (cokolwiek to oznaczało), Effie umówiła się na konsultację w Rosehaven, wychodząc z błędnego założenia, że chirurg zdoła naprawić to, co między nimi się popsuło. No i tak to pomogło, że już dwa dni później, w pochmurny niedzielny poranek, Daniel się wyprowadził, twierdząc, że nie może żyć bez Amber, i zostawiając Effie w kompletnym szoku. A przecież przez ostatnie dwie dekady całkiem dobrze sobie radził bez tej kobiety.
— Musisz ciągle być interesująca dla mężczyzny, bo inaczej zacznie się rozglądać za innymi. Dlaczego nie zaproponowałaś wspólnych lekcji salsy albo… jakiegoś rejsu? — zapytała Margie, jakby wakacje mogły wszystko rozwiązać. No przecież. Dlaczego Effie o tym nie pomyślała?
— Daj spokój, mamo. Próbowaliśmy — odpowiedziała, szczypiąc nasadę nosa.
Partner Wydawnictwo Literackie
L. Barrow, "Gdy odnajdziemy drogę", WL.
A przynajmniej o n a próbowała. Zainwestowała w nową garderobę, powierzyła nieznanej osobie w internecie, osobistej stylistce z firmy Fix Her Upper, stworzenie dla siebie zupełnie nowego stylu. Nauczyła się przyrządzać kurczaka piccata, chociaż smak czosnku przyprawiał ją o mdłości. Zapisała się na zajęcia zumby, mimo że nienawidziła się pocić i nosić ubrań z lycry w obecności innych. Kiedy była już bogatsza o sześć nowych bluzek i parę szpilek, a także przybrała na wadze dwa i pół kilograma, okazało się, że to nie wystarcza. Najwyraźniej Daniel miał trudności z dostrzeżeniem dokonanych przez nią postępów, gdy wokół niego wciąż kręciła się niesprawiedliwie wysoka i niemożliwie szczupła brunetka.
— On jest teraz z Amber — westchnęła Effie i oparła brodę na dłoni. — Nie zmienię tego.
A nawet gdyby mogła, to już by nie chciała. Dali sobie jeszcze jedną szansę, a Daniel dokonał wyboru. Teraz jej to nie obchodziło. Mógł sobie odjechać z Amber w stronę zachodzącego słońca. Najlepiej prosto nad urwisko.
— Jak to "nie zmienisz"?! — Margie podniosła wzrok sponad sterty obranych ziemniaków i spojrzała z wyrzutem na córkę, a jej brwi ułożyły się w literę V. — Mężczyźni nie wiedzą, czego chcą. Są zmienni jak chorągiewki. A ty musisz zrobić tylko jedno — dodała, dźgając nożem powietrze i zwężając w szparki podkreślone ciemną kredką oczy. — Po prostu trochę się postaraj. Pokaż mu, co stracił. — Wymownie zakołysała biodrami. — Kiedy ostatnio byłaś u fryzjera? — Dotknęła różowym paznokciem swojej sztywnej złotoblond czupryny ułożonej w starannego boba, ale wyraźnie miała na myśli popielate włosy Effie związane w niedbały kucyk.
— Co jest nie tak z moimi włosami? — Effie odruchowo dotknęła głowy, po czym zaczęła wygładzać niesforne kosmyki.
Niestety nie odziedziczyła po Margie imponująco bujnej czupryny ani upodobania do lakieru do włosów. Zazwyczaj jej włosy zwisały wokół twarzy jak wymęczone, zakurzone zasłony. Margie zacisnęła usta i westchnęła z wyrzutem, co zapowiadało średnio zawoalowaną krytykę.
— Są mysie — odpowiedziała, po czym podniosła rękę, żeby uprzedzić oczekiwane protesty Effie. — Naprawdę podziwiam kobiety, które starzeją się naturalnie, ale wiesz równie dobrze jak ja, że siwy kolor pasuje tylko wiewiórkom. Następnym razem, gdy do nas przyjedziesz, umówię cię z moją fryzjerką — zarządziła. — Robi pasemka, które potrafią zdziałać cuda.
Ostatnio Effie była w Kansas zeszłego lata, gdy ojciec przeszedł operację wszczepienia potrójnych bajpasów. Daniel łaskawie zaoferował się, że zostanie w domu i zajmie się dziećmi, ale Effie i tak miała wyrzuty sumienia, że musiał zmienić plany w związku z jej wyjazdem, chociaż zostawiła cztery zapiekanki w zamrażarce i załatwiła z rodzicem innego dziecka, że zawiezie Brody’ego na trening piłki nożnej. Właśnie sobie uświadomiła, że dzięki jej starannemu planowaniu Daniel mógł spędzić więcej godzin na portalach randkowych. Jak miło, że tak o niego zadbała.
— Mamo, mamy poważniejsze problemy niż moje odrosty. — Jej ramiona zapadły się pod ciężarem głębokiego westchnienia. — Poza tym nie sądzę, żeby to cokolwiek zmieniło.
Kiedy przyznała to na głos, poczuła lekkie ukłucie w splocie słonecznym. Nie była pewna, czy to przez operację, czy z przejęcia i żalu. Nie chciała, żeby jej przemiana skłoniła Daniela do powrotu, ale być może jakaś część jej miała nadzieję, że poczuje się jak kobieta, w której się kiedyś zakochał, tyle że nieco bardziej zaokrąglona w talii i z większymi pośladkami. Trudno się dziwić tym zmianom, skoro jej ciało nosiło w sobie ich dzieci. Stworzyła rodzinę. Poza tym dzisiaj czterdziestka to jak trzydziestka, tak przynajmniej mówili. To prawda, że miała na skórze trochę przebarwień od słońca i straciła dawną zwinność, ale wciąż uważała, że jest dobrym materiałem na partnerkę. Przynajmniej tak jej powiedział kurier Amazona. "Każdy mężczyzna chciałby mieć taką kobietę jak pani" — stwierdził, najprawdopodobniej po tym, kiedy zobaczył na jej twarzy rozmazany tusz do rzęs i połączył to z faktem, że już dawno nie widział na podjeździe furgonetki Daniela. Po jego słowach Effie poczuła rumieniec oblewający ją od karku aż do policzków i zaczęła się zastanawiać, czy kurier powiedział tak tylko dlatego, że chciał być miły albo liczył na napiwek. Ale kurierom nie daje się napiwków, więc może mówił prawdę? Wcześniej jednak zaproponowała mu coś zimnego do picia, może to wpłynęło na jego opinię.
Kręcąc głową, Margie przełożyła ziemniaki do garnka, a potem zaniosła do zlewu i nalała wody.
— Musisz tylko trochę się postarać, to wszystko. Małżeństwo wymaga pracy. Jeśli twoi dziadkowie dali radę, to wszyscy inni też mogą. Pięćdziesiąt dziewięć lat małżeństwa i nigdzie nie znalazłabyś szczęśliwszej pary. Effie nie mogła się z nią nie zgodzić. W przeciwieństwie do rodziców, Lolly i Papa zawsze byli wzorcowym przykładem kochającej się i żądnej przygód pary. Papa uwielbiał opowiadać historię o tym, jak po raz pierwszy zobaczył Lolly. Byli na potańcówce, a ona stała w kącie ubrana w strój, którego nienawidziła. Miłość od pierwszego wejrzenia. Zanim dostał pierwszego zawału, oboje spędzili lepszą część okresu emerytury, podróżując i jeżdżąc na koncerty i festiwale muzyczne od Kalifornii po Karolinę Północną i Południową. W ich domu leżały całe stosy albumów fotograficznych ze zdjęciami, na których stali uśmiechnięci i przytuleni do siebie przed tablicami powitalnymi z nazwami miast i parków narodowych — Lolly w kapeluszu kowbojskim, a Papa ubrany w jeansy z wysoką talią, podkolanówki i sandały. Czasami zakładali koszule jak z westernu, wybrane oczywiście przez Lolly, która lubiła przyozdabiać je cyrkoniami.
Ale ich małżeństwo nie zawsze było usłane różami, a z czasem Effie dowiedziała się, że dziadkowie miewali gorsze chwile, chociaż Lolly nigdy nie dało się nakłonić do wyznań. Podobnie jak większość kobiet jej pokolenia, nie wywlekała na światło dzienne swoich brudów. Dlatego też Effie nie znała szczegółów. Wiedziała jedynie, że babcia miała obsesję na punkcie albumów Patsy Cline i kiedyś nawet napisała do niej list, gdy przechodziła szczególnie trudny okres. Ku jej zaskoczeniu i radości Patsy odpisała. Dzięki temu, że posłuchała jej rady, babcia wytrwała z dziadkiem aż do końca. Oczywiście zmagali się z różnymi problemami, tak jak każda para, ale nikt nie miał wątpliwości, że bez siebie nie mogą żyć.
Lolly nieraz wspominała o tym liście; zawsze mówiła o nim z nabożeństwem w głosie i twierdziła, że to właśnie dzięki niemu jej małżeństwo przetrwało tak długo. "Patsy powiedziała mi dokładnie to, co potrzebowałam usłyszeć — mawiała. — Pomogła mi poukładać priorytety". Mówiąc o Patsy Cline, Lolly używała tylko jej imienia, jakby opowiadała o starej przyjaciółce, której nie trzeba było przedstawiać. List, włożony w pozłacaną ramkę, wciąż wisiał w salonie Lolly, tuż obok tabliczki z tekstem modlitwy "Ojcze nasz" i dziesięciorgiem przykazań. Był to jedyny materialny przedmiot, jaki Effie chciała dostać na pamiątkę po śmierci Lolly, choć miała nadzieję, że to się stanie jak najpóźniej. Umysł Lolly zmagał się z wczesną fazą demencji, ale pod innymi względami babcia wydawała się zdrowa i poza sporadycznymi atakami grypy rzadko bywała u lekarza.
Uwadze Effie nie umknął fakt, że historia Lolly i Patsy mogła wpłynąć na jej wizję w Rosehaven. Czy zmyśliła ją w całości, wykreowała własnego anioła stróża z mieszanki przeżyć z dzieciństwa? Być może. Ale to wydawało się takie rzeczywiste. I może nawet miało sens. Świętą Trójcą Lolly były Dolly Parton, Loretta Lynn i Patsy Cline, przy czym ostatnia z nich zdecydowanie zajmowała najważniejsze miejsce.
— A skoro mowa o twojej babci — powiedziała Margie, mrużąc oczy w wąskie szparki — kupiłaś już bilety na samolot na jej urodziny? To będzie wielkie wydarzenie — zaznaczyła z odrobiną dezaprobaty w głosie. — Moim zdaniem to absolutnie zbyt dużo wrażeń dla osiemdziesięciolatki i tylko ją niepotrzebnie rozdrażni, ale Helen nalegała. — Westchnęła. — Z tego, co wiem, Pink Lassos zaplanowały cały występ, ale szczerze mówiąc, nie jestem pewna, czy z artretyzmem Louisy i kiepską pamięcią twojej babci zdołają zaśpiewać więcej niż jedną czy dwie ballady.
fot. David McClellan / Partner Wydawnictwo Literackie
Laura Barrow
Na dźwięk nazwy zespołu Lolly serce Effie zalała silna fala emocji, chociaż słowo "zespół" było pewnym wyolbrzymieniem. Pink Lassos tworzyły Lolly grająca na gitarze, Helen na basie i Louisa na skrzypcach. Ich zespół nigdy nie zdobył sławy, ale ta niepozorna trójka konsekwentnie zapewniała oprawę muzyczną na wszystkich najważniejszych wydarzeniach w życiu Effie. Kiedy Effie była w ósmej klasie i po raz pierwszy w życiu cierpiała z powodu złamanego serca, Lolly mocno ją objęła, a Lassos zaśpiewały jej starą piosenkę Hanka Williamsa. Na jej ślub przygotowały porywające wykonanie "Can’t Help Falling in Love". Od tamtego czasu zawsze, gdy Effie słyszała tę piosenkę, przed oczami stawała jej Lolly, z natapirowanymi jasnymi włosami i powiekami pociągniętymi mocnym błękitnym cieniem aż do linii brwi, a także w charakterystycznej różowej koszuli z diamentowymi ogierami na plecach i frędzlami zwisającymi z rękawów niczym skrzydła ptaka. Lolly doskonale wiedziała, że u piosenkarza blichtr jest równie ważny jak muzyka, i każde miejsce potrafiła zamienić w scenę. Effie była przekonana, że osiemdziesiąte urodziny babci nie będą się pod tym względem różnić, pomimo pogarszającej się pamięci Lolly. Wydawało się to zarówno niesprawiedliwe, jak i cudowne, że bliscy wymykali się z umysłu Lolly, podczas gdy muzyka pozostawała całkowicie nietknięta. Babcia wciąż bezbłędnie trafiała palcami w akord G, ale jej wnuczka nigdy nie mogła mieć pewności, czy tym razem jej twarz zostanie przez Lolly rozpoznana.
— Przyjadę — obiecała Effie. Do urodzin Lolly zostały jeszcze dwa miesiące. W tym czasie jej ciało na pewno zdąży się zregenerować. Jej małżeństwo to inna historia.
— A co z dziećmi?
— Zapytam Daniela — powiedziała Effie zafrasowana. — Ten weekend przypada na niego, ale jestem pewna, że dla Lolly chętnie zrobi wyjątek.
Zawsze uwielbiał jej babcię. Wszyscy ją uwielbiali.
— Nie mogę powiedzieć, że mi się to podoba — stwierdziła Margie, kręcąc głową z dezaprobatą. — To dzielenie między sobą dni tygodnia jak kawałków tortu. Dzieci potrzebują rodziców.
— One mają rodziców — zauważyła Effie. — Nie umarliśmy. Tylko się rozwodzimy.
— Jeszcze nie wszystko stracone! Udane małżeństwa są nam pisane. — Margie rozłożyła ręce, jakby wszystko zostało już uzgodnione. — To tylko taka faza. Twój tata kupił sobie na czterdziestkę drugi traktor ogrodowy. W końcu go sprzedaliśmy, gdy zrozumiał, że nie mamy miejsca w stodole, a to cholerstwo tylko rdzewieje na deszczu. Daniel też w końcu się opamięta, kiedy zobaczy, jak droga w utrzymaniu jest ta jego nastolatka.
Na samo wspomnienie kochanki męża Effie poczuła mdłości. Amber nie była już nastolatką, ale Effie wiedziała o tym tylko z Instagrama. Musiała założyć konto, żeby sprawdzić nową dziewczynę swojego męża, bo dla przedstawicieli generacji Z Facebook nie był już akceptowalnym medium społecznościowym, a do tego pokolenia prawdopodobnie należała Amber. Gdy tylko Effie wpadła w tę króliczą norę, natknęła się na zdjęcie z zakończenia liceum, na którym Amber stała pod gigantycznymi cyframi 2015. W tym samym roku Brody rozpoczął nową tradycję — "Rodzinne wyjście na Dzień Matki", a Effie wpadła w spiralę kryzysu egzystencjalnego, gdy sobie uświadomiła, że nie ma celu w życiu. Ile lat w takim razie mogła mieć Amber? Po krótkich obliczeniach bezgłośnie wypowiedziała wynik, gapiąc się tępo w błyszczący ekran laptopa. "Dwadzieścia siedem".
Fragment powieści "Gdy odnajdziemy drogę" Laury Barrow. Przeł. Joanna Sugiero. Wydawnictwo Literackie, 2026. Książka jest dostępna w sprzedaży pod tym linkiem. [REKLAMA]