
W 2000 r. Elizabeth Gilbert poznaje Rayyę. Zaprzyjaźniają się, zbliżają do siebie, a wreszcie stają nierozłączne.
Pozostały im wspólny czas nie jest jednak tym, na co obie miały nadzieję.
Bliska perspektywa śmierci i morfina oraz inne leki podawane uzależnionej wcześniej od narkotyków Rayyi otwierają drzwi do piekła. "Aż do rzeki" to wstrząsające wspomnienia, które poruszą każdego, kto kiedykolwiek był całkowicie owładnięty przez miłość, namiętność, substancję czy pragnienie — i kto marzy o tym, by wreszcie się od swego uzależnienia wyzwolić.
Autorka bestsellerów "Jedz, módl się, kochaj" i "Wielka Magia", która pokazała milionom czytelniczek, jak żyć autentycznie i twórczo, tym razem dzieli się dramatyczną i brutalną historią swojej miłości w najnowszej książce pt. "Aż do rzeki".
Partner Dom Wydawniczy REBIS
Az do rzeki
FRAGMENT KSIĄŻKI
(...)
Wytrzeźwiałam – nie tylko odstawiłam alkohol i narkotyki, ale także wszelkie seksualne zapomnienia i romantyczne uwikłania. Wypuściłam z mojego życia każdą substancję i osobę, która mnie upajała, odurzała, przejmowała nade mną kontrolę bądź w jakikolwiek sposób zmieniała mój nastrój lub umysł. Uczyłam się, jak odczuwać emocje i przeżywać swoje uczucia bez sięgania po cokolwiek lub kogokolwiek łagodzącego ich intensywność. Używałam własnego głosu, ustalałam nowe zasady i granice oraz żyłam w zgodzie ze sobą prowadzona przez własną Siłę Wyższą. Dzień po dniu porządkowałam swój wewnętrzny dom.
(...)
Może powinnam w tym miejscu wspomnieć, że w tamtym czasie byłyśmy niemal nieustannie na haju.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak dwóm osobom zupełnie puszczają hamulce, to proponuję tak to zorganizować, żeby zakochały się w sobie desperacko, potem musiały tłumić tę miłość przez około osiem lat, a następnie nagle mogły uwolnić wszystkie prawdziwe uczucia względem siebie — a dla większego efektu można jeszcze dodać przekonujące tło nieuchronnej śmierci, co daje nam w rezultacie dosłowny brak wszelkich konsekwencji. Jeśli przynajmniej jedna z tych osób (choć tak szczerze to prawdopodobnie obie) jest uzależniona od seksu i miłości, to jazda stanie się jeszcze bardziej szalona.
I tak właśnie było. Zupełnie o d l e c i a ł y ś m y.
Sporo też wtedy piłyśmy. I było sporo trawki, ponieważ diagnoza Rayyi dała jej dostęp do najlepszej marihuany na receptę w Nowym Jorku, więc rzuciłyśmy się jej próbować. Obie zażywałyśmy sporo Xanaxu i Ambienu, bo musiałyśmy jakoś koić nasze nadmiernie pobudzone nerwy. A do tego wszystkiego troskliwy znajomy dał nam mnóstwo grzybów psychodelicznych i ecstasy, aby pomóc nam oswoić się z nadchodzącą śmiercią Rayyi. Tak że było i to. Naprawdę bywałyśmy zupełnie oderwane od rzeczywistości.
Ale prawda jest taka: w moim krwiobiegu krążyły o wiele potężniejsze substancje niż alkohol, marihuana, Xanax, psylocybina, środki uspokajające, nasenne czy ecstasy — i podejrzewam, że podobnie było z Rayyą. Byłyśmy na haju z miłości i nasza wewnętrzna apteka zalewała nas endorfinami, oksytocyną i adrenaliną. A im wyżej na nich wzlatywałyśmy, tym dziksze stawałyśmy się względem siebie. Nie mogłyśmy oderwać od siebie oczu; nie mogłyśmy oderwać od siebie rąk. Delikatność i intymność naszej pierwszej nocy zastąpiły niemal gwałtowne (czasem dosłownie gwałtowne) porywy, gdy popychałyśmy się wzajemnie do coraz bardziej szalonego erotyzmu. Byłyśmy ekstatyczne, fosforescencyjne, niebezpieczne, genialne i przepełnione dziką odwagą. Pisałyśmy o sobie wiersze, czuwałyśmy po nocach tylko po to, by obserwować, jak ta druga oddycha i zasypywałyśmy się nawzajem słowami pełnymi oddania. Śmiałyśmy się, płakałyśmy i kotłowałyśmy się w łóżku w napadach oślepiającej namiętności. Na co komu jedzenie? Na co komu sen? Na co komu pieniądze, plany, ubrania, dom — cokolwiek poza miłością? Kto by się przejmował rakiem? Byłyśmy boskimi aniołami spowitymi gwiezdnym płaszczem. Czekałyśmy na siebie tysiące żyć i już nic nas nie rozłączy — nawet śmierć. Będziemy kochać się tak mocno, że strata i ból nie będą już mieć nad nami żadnej władzy — a potem nasza miłość przerzuci most poprzez kosmos, daleko poza zasięgiem cierpienia, gdzie będziemy mogły się spotkać w wiecznym królestwie jako istoty utkane ze światła.
Byłyśmy s z a l on e. Ściśle rzecz biorąc, to Rayya oficjalnie nie miała już przyszłości, ale ja zachowywałam się, jakbym też jej nie miała. W ten sam sposób, w jaki Rayya kiedyś odrzuciła całe swoje istnienie dla kokainy i heroiny, ja odrzuciłam całe moje istnienie dla Rayyi. Rzuciłam wszystko, nad czym pracowałam, i całkowicie zapomniałam o wszystkim, na czym kiedykolwiek mi zależało. Odsunęłam na bok pracę nad powieścią, do której zbierałam materiały przez ostatnie dwa lata. Odwołałam większość moich wystąpień publicznych związanych z ukazaniem się książki "Wielka Magia" w miękkiej okładce. Odwołałam wszystkie wystąpienia, wywiady i warsztaty. Anulowałam produkcję podcastu. Przestałam dzwonić do przyjaciół. Powiedziałam rodzinie, żeby zostawili mnie w spokoju i że odezwę się do nich później. Zaczęłam procedurę rozwodową. Przestałam interesować się zdrową żywnością i albo wcale nie jadłam, albo jadłam tak jak Rayya — a ona jadła jak ktoś, kto czeka na egzekucję (hamburgery, spaghetti, kanapki z bekonem, sałatą i pomidorem, steki, frytki, smażony kurczak, foie gras, sushi, M&M’sy, popcorn, Oreo, słodkie napoje i dużo wieprzowiny — lub, jak nazywała to Rayya, "witaminy W").
A potem zaczęłam się wręcz przelewać w Rayyę — zasypując ją nie tylko miłością i opieką, ale i pieniędzmi. Całkowicie przejęłam kontrolę nad jej życiem z finansowego punktu widzenia, nie tylko opłacając jej wydatki medyczne, czynsz i doświadczenia z jej listy "rzeczy do zrobienia przed śmiercią" — studia nagraniowe, loty, wszystkie "ostatnie wieczerze" — ale także obkupując ją, w co się dało. Kupowałam jej tyle rzeczy! Uparłam się, że musi mieć wszystko, czego kiedykolwiek pragnęła. Ponieważ cokolwiek sprawiało, że była szczęśliwa, sprawiało też, że j a byłam szczęśliwa.
Tylko patrzcie, jak pogrążam się w oceanie materialnych pragnień Rayyi.
Chcesz Range Rovera? Oto twój Range Rover.
Chcesz zupełnie nowe pianino? Oto twoje zupełnie nowe pianino.
Chcesz Rolexa i buty Prady? Oto twój Rolex i twoje buty Prady.
Chcesz, żebym wynajęła penthouse na twojej ulubionej ulicy w East Village, z oknami od podłogi do sufitu i tarasem oraz rozległymi widokami na twoją starą ulubioną okolicę, abyśmy mogły mieszkać tam razem, dopóki nie umrzesz?
Proszę bardzo, kochanie — jest twój, twój, wszystko jest twoje!
Czy kupowanie pianina, luksusowego zegarka i wysokiej klasy samochodu komuś, kto ma umrzeć za kilka miesięcy, ma sens? Nie wiem. Z pewnością dla mnie w tamtym czasie miało sens. Czy Rayya prosiła mnie o te rzeczy? Nie potrafię sobie już teraz przypomnieć. Ale znałam ją dobrze, wiedziałam więc, jakich luksusowych przedmiotów zawsze pragnęła. A ja pragnęłam j e j. Chciałam jej to wszystko dać i chrzanić koszty — miałam gdzieś, czy to mnie doprowadzi do bankructwa.
Zawsze miałam skłonności do takich gestów, gdy byłam zakochana (cholera, wrzuciłabym pieniądze przez otwarte okno przejeżdżającego samochodu, gdyby nieznajomy w środku obiecał mnie w zamian szczerze pokochać), ale tym razem okoliczności były graniczne, więc i moje patologiczne nadmierne dawanie uaktywniło się bardziej niż zwykle. Nie obchodziło mnie nic poza Rayyą, a skoro wkrótce miała opuścić ten świat, nie było powodu, żebym powstrzymywała się przed przelewaniem wszystkiego, czym byłam, wszystkiego, co miałam, w jej umierającą postać.
Czy Rayya szukała kogoś, kto byłby gotów "wypalić się" razem z nią?
Czy pragnęła partnerki, która potrafiłaby naprawdę "iść na całość"?
Czy pragnęła kogoś, kto zawsze chciał żyć, jakby nie było jutra?
Niech Bóg ma nas w swojej opiece — świetnie trafiła.
Powyższy fragment pochodzi z książki "Aż do rzeki" Elizabeth Gilbert, która ukazała się nakładem Domu Wydawniczego REBIS