
— Nowe przepisy, które poznajemy na mundialu, to krok w dobrą stronę, bo mecze faktycznie stały się szybsze, natomiast nie wszystkie kwestie mi się podobają — mówi Adam Lyczmański, były sędzia międzynarodowy, a dziś ekspert Canal+.
Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Jaki turniej pod względem sędziowskim oglądamy na boiskach w USA, Kanadzie i Meksyku?
Adam Lyczmański: Nie mam wątpliwości, że bardzo słaby, chyba, że mówimy o arbitrach z Europy. Ich można ocenić na 4+, ale zdecydowana reszta to poziom, który na mistrzostwach świata nie powinien mieć miejsca. Prezydent FIFA Gianni Infantino chciał chyba swoimi decyzjami zadowolić większość federacji, ale jest to zbyt poważny turniej na takie eksperymenty.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W czym upatruje pan przyczyn takiego stanu rzeczy? To kwestia wielu zmian w przepisach, jakie weszły w życie wraz z rozpoczęciem mundialu?
Jeśli chodzi o nowe wytyczne, to one są jasne i klarowane dla wszystkich. To nie jest tylko kwestia mundialu, bo już od przyszłego tygodnia będziemy się z tym mierzyć również na boiskach PKO BP Ekstraklasy. Mundialowi arbitrzy nie spotkali się dzień przed turniejem, tylko od dłuższego czasu byli szkoleni z tych zmian w przepisach. Co istotne, nie chodzi mi już nawet o kwestie interpretacyjne, tylko sam sposób zarządzania meczami, czyli kwestie zupełnie podstawowe. Widzieliśmy choćby zachowanie sędziego z Uzbekistanu podczas meczu Paragwaj – Francja (0:1) już na poziomie 1/16 finału. To coś, co nie może się zdarzać.
Właśnie o Ilgiza Tantasheva chciałem zapytać, bo zastanawiam się, jakie były pańskie odczucia podczas wspomnianego spotkania. Co musiało się dziać w głowie Uzbeka, że popełniał aż tak skandaliczne błędy?
Szczerze mówiąc, miałem poczucie, że jest to jakiś letni mecz towarzyski mało znanych drużyn, gdzieś podczas zgrupowania, bez udziału publiczności. A to była już faza pucharowa mistrzostw świata i uznani piłkarze wielkich europejskich klubów. Coś mi tu nie gra, jeśli chodzi o politykę personalną FIFA, ona jest zdecydowanie dyskusyjna. Co więcej, przewiduję, że szef sędziów Pierluigi Collina również nie będzie odpowiedzialny za wybór arbitra prowadzącego niedzielny finał pomiędzy Hiszpanią a Argentyną (godz. 21.), tylko decydująca okaże się wielka polityka.
Zmiany, które zostały wprowadzone od tego mundialu miały na celu wydłużenie efektywnego czasu gry, a także wzmocnienie uprawnień sędziów VAR. Udało się?
Te decyzje to na pewno krok w dobrą stronę, bo widzimy, że mecze faktycznie stały się szybsze i nie ma już tylu przerw w grze związanych choćby z zawodnikami leżącymi po starciach, natomiast nie wszystkie kwestie mi się podobają. Popatrzmy chociażby na przepis o czerwonej kartce za zasłanianie ust. W takich sytuacjach mogą zachodzić odmienne interpretacje, kiedy mowa jest o chęci szepnięcia czegoś konfrontacyjnego, a kiedy zawodnik naprawdę ściera sobie kroplę potu z brody i przy okazji jest po prostu obok przeciwnika.
No to może niech to będzie po prostu żółta kartka, a nie od razu czerwona, jak za najgorsze przewinienia?
Tak, ale za chwilę ktoś powie, że to naprawdę była zaczepka na tle rasistowskim, która naprawdę powinna być surowo ukarana. Nie znaleziono w tej kwestii jeszcze złotej zasady. Jeśli chodzi o samą ideę, chęć wyeliminowania takich zagrywek, to jestem jak najbardziej za zdecydowanymi karami dla zawodników. To przecież nie ma nic wspólnego z duchem sportu i rywalizacją fair play.
Jest też półautomatyczny spalony, który sprawia, że kiedy sędzia asystent unosi chorągiewkę, to praktycznie wszystko jest już jasne i nie musimy czekać na potwierdzenie z VAR. Nie idziemy w kierunku nadmiernego aptekarstwa, które nie pozwala choćby na centymetr tolerancji?
Jeżeli to ma być zgodne z ideą, to jestem za. Pamiętamy, że w PKO BP Ekstraklasie było mnóstwo sytuacji, w których przez dobrych kilka minut czekaliśmy, aż sędziowie wyrysują linię spalonego na wozie VAR. A na koniec nieraz okazywało się jeszcze, że zostało to błędnie zrobione. Technologia pozwala, żeby sytuacja była do oceny czarno na białym i w takim kierunku powinno to zmierzać.
A czy mundialowi sędziowie są konsekwentni? Sens nawet najlepszych zmian często bywał wypaczany tym, że decyzje w jednym meczu zapadały zupełnie wbrew tym z drugiego.
Niestety podczas tegorocznego turnieju takie przypadki również się zdarzają, chociaż znowu będę podkreślał, że najwięcej problemów z trzymaniem równego poziomu mają sędziowie spoza Europy. Arbitrzy z naszego kontynentu są w miarę konsekwentni i mam nadzieję, że podobnie będzie, kiedy wrócimy już na boiska ligowe z tymi wytycznymi.
Bo większość zmian, które poznajemy na mundialu, ma obowiązywać również w nowym sezonie piłki ligowej. To zrewolucjonizuje przebieg meczów, jaki znaliśmy do tej pory?
Wszystko, co nowe, potrzebuje czasu. Ja jestem zwolennikiem zmian, o jakich tutaj rozmawiamy. Nieraz analizowaliśmy efektywny czas gry w Ekstraklasie, który w wielu przypadkach wynosił po 50, czy 55 minut, właśnie ze względu na to naciąganie przy wznowieniach gry od bramki albo stałych fragmentach. Na mundialu te parametry są dużo wyższe, więc ogląda się to lepiej. Powinno to choćby ograniczyć, coraz popularniejsze u nas w poprzednim sezonie sytuacje, kiedy bramkarz przy niekorzystnym wyniku nagle doznawał „urojonej kontuzji”, kładł się na murawie w oczekiwaniu na lekarzy, a wszyscy zbiegali się do trenera, który dziwnym trafem miał już rozpisaną szybką analizę taktyczną. To było mydleniem oczu kibicom oraz obserwatorom i wszyscy to wiedzieli.