RAK
    MŚ niewiele zmienią w sytuacji piłki nożnej w USA. Polak tłumaczy dlaczego

    MŚ niewiele zmienią w sytuacji piłki nożnej w USA. Polak tłumaczy dlaczego

    1277 odsłon
    MŚ niewiele zmienią w sytuacji piłki nożnej w USA. Polak tłumaczy dlaczego

    Robert Warzycha uważa, że nawet dobra postawa reprezentacji USA nie sprawi, że ten kraj pokocha piłkę nożną. — Gdyby w Polsce odbyły się MŚ w badmintonie, co musiałoby się wydarzyć, żeby Polacy zakochali się w tym sporcie? — pyta retorycznie były pomocnik reprezentacji Polski, który dziś mieszka w Columbus w stanie Ohio i zmagania na MŚ ogląda od początku do końca. Dzieli się z nami swoimi ciekawymi obserwacjami.

    TOMASZ MOCZERNIUK: Happy 4th of July! Jak pan celebrował 250-lecie Stanów Zjednoczonych?

    ROBERT WARZYCHA: Najpierw oglądałem oba mecze MŚ, a potem tak jak wszyscy poszedłem zobaczyć tradycyjny pokaz fajerwerków. Odbywa się on pół godziny drogi od miejsca, gdzie mieszkam, nad rzeką. W tym roku zebrało się tam pół miliona ludzi. Było świetnie i uroczyście. Na scenie występowali artyści, a po zmroku wystrzeliły w górę imponujące fajerwerki. Niektóre z nich układały się w napis 250.

    Nie. Mają trzy lata i pięć lat, więc trudno ich posadzić przed telewizorem. Rano mieli paradę: wsiedli na rower i jeździli po osiedlu z flagami. A potem było spotkanie z kolegami na basenie.

    Jak panu się podobają te mistrzostwa? Kto sprawił niespodziankę, a kto największy zawód?

    Przed mistrzostwami wszyscy spodziewali się, że jedną z głównych ról odegra Francja, i to się sprawdza. Wydawało się też, że Maroko może znów zrobić coś wyjątkowego, bo ma zawodników grających w dobrych ligach i nieprzeciętnego lidera, jakim jest Achraf Hakimi. I to też jak na razie ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Największa niespodzianka to Republika Zielonego Przylądka. Jej starcie z Argentyną to był najlepszy mecz tego turnieju. Była w nim dramaturgia, akcje w jedną i drugą stronę, piękne bramki. Kopciuszek nie przestraszył się wielkiej Argentyny, która wbrew opiniom nie rozegrała słabego spotkania. Rozczarowały Turcja i Urugwaj. Fakt, że obie te drużyny nie wyszły z grupy, to dla mnie szok.

    Jak bardzo szkoda, że nie ma tu Polski?

    Boli bardzo z tego względu, że te MŚ odbywają się w kraju, gdzie jest najwięcej Polonii na świecie. Czekaliśmy tu na reprezentację Polski z otwartymi rękami. Turniej z naszym udziałem byłby ogromnym świętem zarówno dla nas, tu mieszkających, jak i dla tłumów, które przyjechałyby tu z Polski. A nie ma nas tu, bo przespaliśmy początek eliminacji. W barażu wyszło, jak wyszło. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówili, że po golu na 2:2 trzeba było się cofnąć i grać do dogrywki. Nie można hamować drużyny, jeśli chce iść do przodu. Wyobraża pan sobie krytykę Janka Urbana, gdybyśmy tak zrobili i mimo to stracili gola? Teraz można gdybać. Z pewnością naiwne ze strony Kamila Grabary było to podanie do Jakuba Kiwiora, którego nasz obrońca nie przejął. Z tego trzeba się uczyć. Grabara już więcej tego błędu nie zrobi.

    Kibice na meczu USA — Bośnia i Hercegowina

    ZUMA / newspix.pl

    Kibice na meczu USA — Bośnia i Hercegowina

    Nie ma Polski, ale Amerykanie wciąż są w grze. Wygrali grupę i już trzy mecze. Poza tym z Turcją — rozegrany z dziewięcioma zmianami w składzie — nie tracą bramek, potrafili zamknąć spotkanie z Bośnią i Hercegowiną mimo gry w osłabieniu. Czy ich dotychczasowa postawa zasługuje na uznanie?

    Zdecydowanie tak. Grają dobrą, szybką piłkę, która jest bardzo przyjemna dla oka. Wiadomo było, że przed własną publicznością wykrzeszą z siebie maksymalne pokłady energii. I mimo iż skala trudności rosła z każdym kolejnym przeciwnikiem — dają radę. Szczególnie mecz z Bośnią był trudny. Faul Folarina Baloguna był groźny, okropnie wyglądał, ale to nie było zamierzone zagranie. Tak między żółtą a czerwoną kartką.

    Przed turniejem niewielu wierzyło w Mauricio Pochettino. Jak pan oceni pracę selekcjonera USA?

    Wiedziałem, że to dobry fachowiec. Trenował najlepszych piłkarzy w najlepszych ligach. Z pewnością lepszych niż aktualnie występujący w kadrze USA. Dla niego był to przeskok w dół, nie w górę.

    Początkowo wyniki były różne: raz grali dobrze, raz źle. Raz świetnie pierwszą połowę, a dramat w drugiej. Ale to się brało z tego, że Pochettino robił przegląd wojsk. Sprawdzał dziesiątki różnych piłkarzy, których testował na różnych pozycjach. Im bliżej mistrzostw, tym lepiej to wszystko wyglądało. Jego zawodnicy nawet w przegranych meczach z Portugalią czy Belgią w marcu utrzymywali się przy piłce, prowadzili grę. Problemem było tracenie bramek. Na turnieju widzimy drużynę, w którą Pochettino wlał jeszcze większą wiarę w siebie i optymizm. Powiedział im, że jak zaatakują i zastosują pressing na całym boisku, to oddalą zagrożenie od własnej bramki, będą tworzyć okazje, strzelać gole i wygrywać. Nie bez powodu federacja USA zaoferowała mu przedłużenie kontraktu do 2030 r. On jednak powiedział, że z decyzją poczeka do końca turnieju.

    W marcu USA przegrały z Belgią towarzysko aż 2:5. To z pewnością siedzi w głowach piłkarzy?

    To były dwie inne drużyny. Wtedy Belgia była piłkarsko o wiele lepsza, a dziś nie zachwyca. Amerykanie wychodzą wysoko i starają się odebrać piłkę jak najdalej od swojej bramki. Dzięki temu nie muszą budować swych akcji od tyłu i to jest ich atut. Mam też nadzieję, że wyciągnęli wnioski z tej porażki w marcu. Ponadto lepiej raz dostać 2:5 niż pięć razy po 0:1.

    Kibice w Nashville w stanie Tennessee oglądający transmisję z meczu USA — Bośnia i Hercegowina

    ZUMA / newspix.pl

    Kibice w Nashville w stanie Tennessee oglądający transmisję z meczu USA — Bośnia i Hercegowina

    Czy jeśli na tym etapie odpadną, zrobili już wystarczająco wiele, aby trochę więcej Amerykanów zakochało się w soccerze?

    Nie. Nie można mówić o czymś wielkim, jeśli się zajmie 16. miejsce. Żeby móc odtrąbić sukces, trzeba być w czwórce. Tak samo jak u nas zachwycano się szóstym miejscem na ME w 2016. No ludzie! Z taką drużyną, jaką mieliśmy, powinniśmy być mistrzami albo przynajmniej grać w finale.

    Czyli nie spodziewa się pan wzrostu popularności piłki w USA?

    Gdyby w Polsce odbyły się MŚ w badmintonie, co musiałoby się wydarzyć, żeby Polacy zakochali się w tym sporcie? Mimo iż najwięcej dzieci uprawia piłkę nożną, to dorośli Amerykanie kochają baseball, futbol, koszykówkę i hokej — czyli dyscypliny, w których jest więcej emocji. Żeby to się jakkolwiek zmieniło, potrzeba dużo czasu. Rodzice muszą wpajać dzieciom, że piłka nożna też jest fajna i ekscytująca.

    Na koniec temat, który kręci aktualnie wszystkich Polaków mieszkających w USA. Jak podoba się panu transfer Roberta Lewandowskiego do Chicago?

    To wspaniały moment, z przyjemnością będzie się chodziło na jego mecze. Koledzy z Chicago już mówili mi, że całymi rodzinami wykupywali bilety na spotkanie z Vancouver. Są bardzo podekscytowani i ja podzielam ich entuzjazm. Robert to zawodnik, jakiego nie mieliśmy w historii. Tyle osiągnął, grał we wspaniałych klubach, tyle goli strzelił! Oczywiście w MLS grali Polacy z reprezentacji: ja z Romkiem Koseckim i Piotrkiem Nowakiem czy Tomasz Frankowski, ale my na pewno nie byliśmy z takiej półki co Robert. Dla kibiców ten transfer to wisienka na torcie.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era