
Monika Pyrek to jedna z legend polskiej lekkoatletyki. Przez lata była czołową zawodniczką świata. Po odłożeniu tyczki podjęła się kilku niezwykle ważnych działań, które do dziś wypełnia z powodzeniem.
Monika Pyrek latami utrzymywała się w ścisłej czołówce światowego skoku o tyczce, zdobywając dla Polski trzy medale mistrzostw świata na otwartym stadionie. Czterokrotna olimpijka (Sydney, Ateny, Pekin, Londyn) regularnie meldowała się w finałach igrzysk, plasując się najwyżej na czwartym miejscu w 2004 r. Multimedalistka imprez halowych, w tym wicemistrzyni świata z Birmingham (2003) i brązowa medalistka z Walencji (2008), dominowała również na krajowym podwórku, sięgając po tytuł mistrzyni Polski 11-krotnie na stadionie i 11-krotnie w hali, a jej rekord życiowy to imponujące 4,82 m. Jej największymi sukcesami są srebrne medale MŚ w Helsinkach (2005) i Berlin (2009). Sportową karierę zakończyła na początku sierpnia 2013 r., jednak nie odeszła od sportu.
Nasza medalistka olimpijska aktualnie zasiada w zarządzie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Jako wiceprezes PZLA angażuje się m.in. w projekty na rzecz wsparcia i promowania sportu kobiet oraz rozwoju młodego pokolenia lekkoatletów. — Dzięki temu mogę też pokazywać obecnym sportowcom, jak powinno się rozmawiać z dziennikarzami i na co zwracać uwagę. To doświadczenie naprawdę pomaga mi rozwijać się również zawodowo — przyznała w niedawnym wywiadzie z Telewizją Szczecin.
Praca w PZLA to tylko jedna z kilku działalności, które teraz absorbują byłą reprezentantkę Polski. — Prowadzę Uczniowski Klub Sportowy, czyli UKS Osot Szczecin, ponieważ bardzo zależało nam na tym, żeby prowadzić nabór wśród najmłodszych dzieci, a później przekazywać je, nazwijmy to, do tego dużego Osotu, aby uzdolnione pod względem skoku o tyczce mogły się rozwijać. Z niewielkimi zmianami ten model nadal funkcjonuje. [...] Wciąż czekamy na halę lekkoatletyczną. Jesteśmy bardzo blisko tego, żeby powstała, bo zapotrzebowanie jest naprawdę ogromne. Nie mieścimy się już na małej hali przy Litewskiej, a dzieci jest naprawdę dużo. Warto byłoby to wykorzystać, żeby budować potęgę szczecińskiej lekkiej atletyki — podkreśla.
Ponadto Monika Pyrek jest od lat bardzo aktywna medialnie. Praca w dziennikarstwie nie była na początku łatwa. — To była naprawdę fajna szkoła życia. Same początki były dla mnie zaskakujące, bo kiedy pojawiła się propozycja, myślałam, że zapraszają mnie na spotkanie po to, żebym nagrała jakiegoś jingla, na przykład: »Monika Pyrek poleca Sport w Radiu Szczecin«, albo coś w tym rodzaju. Wyobraź sobie więc, jaki był mój szok, kiedy usłyszałam, że chcieliby, żebym poprowadziła poranki, czyli radiowy prime time. W szkole raczej stroniłam od wystąpień na apelach i starałam się nie rzucać w oczy nauczycielom. Gdy trzeba było zgłaszać się do odpowiedzi, chowałam się za kolegami i koleżankami. A tutaj nagle miałam zostać prezenterką. To było dla mnie naprawdę szokujące. Przeszłam jednak wiele szkoleń i dzięki nim czułam się coraz pewniej.
— Bardzo dużo się nauczyłam i teraz rozumiem pracę dziennikarską i zupełnie inaczej do niej podchodzę — wyjaśniła
Nasza tyczkarka zdecydowała się w pewnym momencie wystąpić w "Tańcu z gwiazdami" i jak sama przyznaje, absolutnie nie żałuje tego kroku. — Myślę, że pod względem zdobycia popularności ten program miał bardzo duże znaczenie, bo przez cztery miesiące byłam co tydzień obecna w domach widzów. W lekkiej atletyce nie mamy takiej szansy, bo sezon letni trwa około trzech miesięcy, a zimowy dwa tygodnie czy miesiąc. Nigdy nie mieliśmy więc możliwości tak mocno zaistnieć w świadomości widzów — zaznaczyła.
— Ten program bardzo dużo mnie nauczył, również pod względem medialnym i prezentowania samej siebie. Jednocześnie nie dałam się wciągnąć w różne sytuacje charakterystyczne dla programów rozrywkowych. Pozostałam przy sporcie i nie chciałam skręcać w stronę rozrywki. Cieszę się, że wyniosłam z tego programu same pozytywne doświadczenia i przemiłe wspomnienia — dodała
Monika Pyrek nadal jest niezwykle aktywna sportowo, jednak obecnie uprawia sport amatorsko. Co ją motywuje do działania? Te słowa powinny motywować wszystkich. — Biegam, biorę udział w biegach charytatywnych, chociażby w Wings for Life. Na co dzień stawiam na trening siłowy i pilates, żeby utrzymać sprawność na dobrym poziomie i nadążać za moimi dziećmi — zdradziła
— Bardzo działają na mnie reklamy pokazujące siedemdziesięcio— czy osiemdziesięcioletnią kobietę, która uprawia sport i jest sprawna, oraz tę, która tego nie robi i stoi w kolejce do lekarza. To działa na mnie jak zimny prysznic. Dlatego wybieram sport, chodzę na siłownię, ale traktuję to także jako sposób na reset, wyrzucenie emocji i redukcję stresu związanego z tym szybkim życiem, które nas otacza — podkreśla.