RAK
    Miłosz przepadł na zakupach. Później jego matka usłyszała w radiu dedykację

    Miłosz przepadł na zakupach. Później jego matka usłyszała w radiu dedykację

    676 odsłon
    Miłosz przepadł na zakupach. Później jego matka usłyszała w radiu dedykację

    W "Kłębowisku" autorstwa Kingi Wójcik każde odkrycie prowadzi do kolejnego kłamstwa. Prywatny detektyw Aleksander Zamojski i Roma Sułecka zagłębiają się w sprawę, która odsłania dawno pogrzebane sekrety, bolesne wspomnienia i prawdę, z którą nie każdy będzie potrafić się zmierzyć.

    W 2009 r. Miłosz Szadkowski pojechał kupić podręczniki dla młodszego brata i przepadł bez wieści. Szesnaście lat później jego matka słyszy w radiu dziwną, osobistą dedykację dla syna. Nie ma wątpliwości, że rozmówca zna prawdę o losie Miłosza, dlatego postanawia wynająć prywatnego detektywa.

    Aleksander Zamojski podejmuje się tego zlecenia, choć sam walczy z własnymi demonami. Razem z Romą Sułecką odkrywają, że Miłosz skrywał niejedną tajemnicę. Na światło dzienne wychodzą fakty, które wiele osób wolałoby zamieść pod dywan.

    Dla Romy to śledztwo oznacza powrót do bolesnych wspomnień o pierwszej miłości. Szybko uświadamia sobie, że jej chłopak wcale nie był ideałem, a wspomnienia, które przez lata pielęgnowała, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

    Fragment książki "Kłębowisko"

    Ostatni raz widziały się przed szesnastoma laty, w 2009 roku. I nie było to udane spotkanie. Pełne emocji, wzajemnych oskarżeń i ostrych słów. Młoda i niedoświadczona Roma nie była wówczas w stanie zrozumieć bólu matki, która straciła dziecko.

    — Nie zmieniłaś się — oznajmiła teraz Dagmara Szadkowska i przesunęła językiem po górnych zębach.

    Sułecka zastanawiała się, co odpowiedzieć. Szadkowskiej wprawdzie na twarzy przybyło sporo zmarszczek, ale wciąż mówiła władczym tonem, jakby oczekiwała, że wszyscy jej się podporządkują. Peszyła Romę.

    — Podobno chciałaś ze mną rozmawiać — odparła była policjantka.

    — Chcę, żebyś zajęła się moją sprawą.

    — A co to za sprawa?

    Dagmara rozejrzała się po gabinecie, który w ostatnim czasie służył także Romie. To tutaj spotykała się z klientami. Nadal nie miała w biurze swojego miejsca, a Zamojski i tak rzadko tu zaglądał.

    — Na komendzie twój kolega powiedział mi, że znajdę cię tutaj. Dlaczego odeszłaś z policji?

    Roma nie zamierzała się nad tym rozwodzić.

    — Tak wyszło. Czasem człowiek potrzebuje zmiany.

    — Śledziłam twoje ostatnie śledztwo. Zaginiona rodzina Hazelów. Wielki sukces. Dziwię się komendantowi, że pozwolił ci odejść, bo dzięki tobie udało się wreszcie rozwiązać tę zagadkę.

    — To nie do końca prawda.

    — Nie powinnaś ujmować sobie zasług.

    — To nie była łatwa decyzja.

    Szadkowska ze smutkiem pokiwała głową.

    — Myślisz o nim czasem? — zapytała.

    — O kim?

    — O Miłoszu.

    Sułecka poczuła rosnącą w gardle gulę. Przełknęła ślinę. Oczywiście, że myślała. Był jej pierwszym chłopakiem. Kochała go i planowała z nim przyszłość.

    — Chciałabyś, żebym znalazła Miłosza?

    Szadkowska posmutniała. Zacisnęła usta. Dla nich obu wciąż był to trudny temat.

    Wyjęła z torebki złożoną na pół fotografię. Podała ją Romie, która powolnym ruchem rozprostowała sztywny papier. Zobaczyła Miłosza. Takim go zapamiętała. Długie czarne włosy miał spięte w koński ogon. Odsłaniał w uśmiechu rząd równych zębów, a jego policzki zdobiły urocze dołeczki. Był przystojny. Dziś długie włosy u mężczyzny nie wydawały się Romie atrakcyjne, ale wtedy je uwielbiała.

    — Dostałam to wczoraj — powiedziała Dagmara.

    Roma obrzuciła ją zdumionym spojrzeniem.

    — To stare zdjęcie — zauważyła w końcu. — Miłosz ma tutaj ze dwadzieścia lat.

    — Mhm.

    — Od kogo je dostałaś?

    — Źle się wyraziłam. Zdjęcie znalazłam w skrzynce na listy. Dlatego postanowiłam do ciebie przyjść.

    Miłosz zaginął szesnaście lat temu. Tamtego dnia wybrał się motorem po książki dla młodszego brata, które miał odkupić od znajomej matki. W domu Szadkowskich się nie przelewało, a używane podręczniki były w dobrej cenie. Nigdy jednak nie dotarł w umówione miejsce.

    Motor znaleziono na drodze zjazdowej w Sługocicach. Stał na poboczu, jakby właściciel zostawił go tylko na chwilę. Kluczyki tkwiły w stacyjce.

    Rodzice Miłosza, Dagmara i Grzegorz, nie mieli pojęcia, co stało się z ich synem. Był dobrym dzieckiem, powtarzali gliniarzom, którzy po przeszukaniu okolicznych lasów zasugerowali, że mógł po prostu uciec. Na ruchliwej drodze pomiędzy Tomaszowem a Opocznem z łatwością złapałby stopa.

    Roma nie wierzyła w taką wersję. Gdy policjanci przyszli z nią porozmawiać, zapewniała, że Miłosz nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Kochał ją i traktował ich związek poważnie.

    — Mężczyźni czasem czują się zagubieni — powiedział jeden z funkcjonariuszy. — Mówią kobietom coś, co one chcą usłyszeć, a myślą zupełnie inaczej. Może właśnie tak było w przypadku pani chłopaka. Miał dość i wziął nogi za pas.

    Roma i Dagmara rozwieszały ogłoszenia o zaginięciu. Zamieściły także informacje w internecie, ale żadne z ogólnopolskich mediów nie zainteresowało się sprawą. Mijały dni, potem miesiące, a szanse na odnalezienie Miłosza malały. Jakub Sułecki, ojciec Romy, kierował śledztwem i dołożył wszelkich starań, by odnaleźć chłopaka, chociaż naczelnik namawiał go do zaniechania poszukiwań. Codziennie patrzył w oczy załamanej córki, ale niewiele mógł zdziałać. Szadkowski rozpłynął się w powietrzu.

    — Czasem ludzie bywają okrutni — stwierdziła Sułecka. — Może ktoś robi sobie głupie żarty.

    Dagmara pokręciła głową.

    — Niby kto? I po co?

    — Uwierz, że niektórym dręczenie innych sprawia radość.

    — To nie wszystko — dodała matka Miłosza.

    Roma spojrzała na nią zaintrygowana. Tak naprawdę dawno nie myślała o Miłoszu. Kochała go, ale miała poczucie, jakby to było w innym życiu. Zniknął wiele lat temu i nauczyła się żyć ze świadomością, że prawdopodobnie nigdy się nie dowie, co się stało na drodze do Opoczna.

    — Jechałam samochodem i słuchałam radia — powiedziała Szadkowska. — Kojarzysz program "Linia nocy"?

    — Coś słyszałam.

    — Ludzie dzwonią i wylewają swoje żale. Audycję nadają o dwudziestej trzeciej. Dzień przed tym, kiedy znalazłam w skrzynce zdjęcie, jechałam samochodem i akurat słuchałam radia. Spiker odebrał telefon i wtedy… Wydaje mi się, że ktoś mówił o moim synu.

    Sułecka zmarszczyła brwi.

    — Co dokładnie słyszałaś?

    — Z początku nie wiedziałam, o co chodziło. Rozmówca powiedział, że ktoś jest na drodze, a w dwa tysiące dziewiątym roku wszyscy myśleli, że kogoś zobaczył, ale to nieprawda. Mówił, że "oni kłamali".

    — Jacy oni?

    — Nie wiem.

    Roma chciała powiedzieć, że nocny telefon jeszcze o niczym nie świadczy, ale byłoby to duże niedomówienie.

    — Po każdej wypowiedzi dzwoniący może zamówić piosenkę — ciągnęła Szadkowska. — I ten człowiek chciał, by puszczono Something in the Way Nirvany.

    Sułecka odchyliła się na oparcie. To była ulubiona piosenka Miłosza.

    "Kłębowisko", Kinga Wójcik, Prószyński i S-ka, 2026 r.

    Partner Prószyński i S-ka

    "Kłębowisko", Kinga Wójcik, Prószyński i S-ka, 2026 r.

    O autorce książki "Kłębowisko"

    Kinga Wójcik (ur. 1994) z wykształcenia jest politologiem. Ukończyła Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Pochodzi z rodziny policyjnej. Prywatnie fanka buldogów francuskich i filmów z serii "Transformers". Autorka znakomitych serii kryminalnych z Leną Rudnicką, Aleksandrem Zamojskim i Julią Szyszką.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?