RAK
    Marta Zaborowska: każda powieść zmusza mnie do przekraczania granic

    Marta Zaborowska: każda powieść zmusza mnie do przekraczania granic

    3490 odsłon
    Marta Zaborowska: każda powieść zmusza mnie do przekraczania granic

    Marta Zaborowska to autorka cenionych thrillerów psychologicznych i kryminałów, znana m.in. z serii z Julią Krawiec. Jej najnowsza powieść, "Białe Tango", to znakomicie skonstruowany thriller z gatunku "zamkniętego kręgu", w którym odcięta od lądu grupa ludzi odkrywa, że wśród nich znajduje się morderca.

    To historia, w której wakacyjna beztroska ustępuje miejsca narastającej paranoi, a każdy kolejny dzień rejsu odsłania nowe kłamstwa, urazy i sekrety. Zachęcamy do przeczytania rozmowy z autorką.

    Partner Wydawnictwo Czarna Owca

    Okładka książki "Białe Tango"

    "Białe Tango" to thriller w formule zamkniętego kręgu. Co najbardziej pociąga panią w historiach, w których podejrzany może być dosłownie każdy?

    MZ: W "Białym Tangu" na pokładzie jachtu spotyka się sześcioro ludzi — każdy z własną historią, motywacjami i sekretami. To wystarczy, by między nimi zaczęło narastać napięcie, jednakże prawdziwym punktem zapalnym staje się zaginięcie jednego z członków załogi. Od tego momentu nikt nie może być pewien ani swoich towarzyszy, ani własnego bezpieczeństwa. Każdy obserwuje każdego, a zaufanie staje się towarem deficytowym.

    Właśnie to najbardziej pociąga mnie w historiach zamkniętego kręgu: świadomość, że zagrożenie znajduje się tuż obok, a sprawcą może okazać się dosłownie każdy. Na środku morza nie ma dokąd uciec, nie ma też kogo wezwać na pomoc. Dlatego napięcie nieustannie rośnie, a każda kolejna doba może przynieść następną tragedię.

    Skąd wziął się pomysł, by akcję osadzić na jachcie odciętym od świata? Czy inspiracją były własne doświadczenia związane z morzem lub żeglowaniem?

    MZ: W literaturze kryminalnej i thrillerach zamknięte przestrzenie mają długą tradycję. Były już odcięte od świata pokoje, domy, hotele, czy nawet wyspy. Szukając miejsca dla akcji "Białego Tanga", chciałam znaleźć coś, co da podobne poczucie izolacji, a jednocześnie wniesie do historii powiew czegoś nowego. Tak narodził się pomysł jachtu płynącego przez Morze Śródziemne.

    Jeśli chodzi o moje doświadczenia związane z żeglowaniem, to owszem, zdarzyło mi się pływać na jachtach jako członek załogi, ciągnąć liny i robić przechyły. Co prawda nie były to łodzie tak luksusowe jak Białe Tango, ale wspominam te rejsy jako znakomita przygodę, z której na szczęście wszyscy wrócili cali i zdrowi.

    Jednak prawdziwą inspiracją do umieszczenia akcji na łodzi, i do tego wyruszającej w rejs z hiszpańskiego Alicante, było pewne letnie popołudnie, podczas którego spacerowałam wzdłuż mariny właśnie tam, w Alicante. Obserwowałam wpływające do portu jachty. To były piękne, piekielnie drogie jednostki. Zaczęłam się zastanawiać, kim są ludzie, którzy mogą sobie pozwolić na taki styl życia. Czy rzeczywiście są tak szczęśliwi i spełnieni, jak wydaje się z zewnątrz? A może pod pozorami idealnego życia kryją się konflikty, sekrety i głębokie pęknięcia?

    To pytanie zostało ze mną na długo. Minęło kilka lat, zanim usiadłam do pisania tej historii, ale ostatecznie właśnie z tych obserwacji i przemyśleń narodziło się "Białe Tango" — opowieść o ludziach, którzy na środku morza nie mogą uciec ani przed sobą nawzajem, ani przed własnymi tajemnicami.

    Sześć osób, jeden jacht i narastająca paranoja. Co było dla pani większym wyzwaniem: skonstruowanie zagadki kryminalnej czy psychologii bohaterów?

    MZ: Jedno nie może istnieć bez drugiego. Nawet najbardziej pomysłowa zagadka kryminalna nie zadziała, jeśli czytelnik nie uwierzy bohaterom i nie zaangażuje się w ich historie. Dlatego największym wyzwaniem okazała się dla mnie właśnie psychologia postaci.

    Każdy z bohaterów "Białego Tanga" musiał otrzymać własny zestaw pragnień, lęków, ambicji i sekretów. Zależało mi na tym, aby nie byli jedynie pionkami przesuwanymi po planszy fabuły, lecz ludźmi z krwi i kości, którzy reagują na zagrożenie w bardzo różny sposób. W sytuacji kryzysowej jedni próbują przejąć kontrolę, inni ukrywają prawdę, jeszcze inni kierują się strachem lub desperacją. To właśnie te reakcje napędzają akcję i sprawiają, że atmosfera na jachcie staje się coraz bardziej napięta.

    W thrillerze nie ma miejsca na postacie jednowymiarowe. Czytelnik powinien mieć poczucie, że każdy z bohaterów może okazać się zarówno ofiarą, jak i sprawcą. Starałam się więc stworzyć ich jednocześnie wiarygodnych, ciekawych i niepokojących. Takich, którzy wzbudzają emocje, ale do końca nie pozwalają się rozszyfrować.

    W książce bohaterowie stopniowo odkrywają swoje sekrety. Jak ważny jest dla pani motyw przeszłości, która wraca i wpływa na teraźniejsze decyzje?

    MZ: Grechuta śpiewał, że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. To piękna idea, ale pisarz kryminałów patrzy na świat trochę inaczej. Tu bardzo często najważniejszym bohaterem okazuje się właśnie przeszłość.

    Tam, gdzie pojawia się zło, krzywda — jednym słowem — przemoc, niemal zawsze prowadzą do nich ślady pozostawione wiele lat wcześniej. To w przeszłości kryją się motywy, urazy, niespełnione pragnienia i traumy, które wpływają na późniejsze decyzje bohaterów. Czasem wydaje nam się, że pewne wydarzenia mamy już za sobą, ale one wcale nie znikają. Potrafią tkwić głęboko pod skórą i ujawnić się dopiero w chwili kryzysu.

    W "Białym Tangu" przeszłość jest siłą, która wpłynęła na teraźniejszość. Bohaterowie stopniowo odkrywają nie tylko sekrety innych członków załogi, ale także konsekwencje własnych dawnych wyborów. Bardzo lubię ten motyw, ponieważ przypomina o tym, że człowiek nigdy nie jest oderwany od swojej historii. Możemy próbować przed nią uciekać, możemy ją ukrywać, ale prędzej czy później i tak upomni się o swoje miejsce.

    Czy od początku wiedziała pani, kto jest mordercą, czy rozwiązanie rodziło się w trakcie pisania?

    MZ: Gdy zaczynam pisać nową powieść, muszę mieć już nakreślony fundament fabularny i znać odpowiedzi na najważniejsze pytania, w tym na pytanie "kto zabił?". Przyznam jednak, że tym razem miałam moment zawahania, czy aby nie wymienić "pierwotnego" zabójcy na innego członka załogi, i zaczęłam nawet układać na nowo kolejne wątki tak, by się przekonać, czy to mi "zagra". Po namyśle wróciłam jednak do oryginalnej koncepcji. Pierwsza intuicja okazała się najlepszym wyborem.

    W "Białym Tangu" największe zagrożenie nie kryje się w morzu, ale w ludziach. Co panią najbardziej interesuje jako autorkę: zbrodnia czy moment, w którym człowiek zaczyna tracić zaufanie do innych?

    MZ: Zdecydowanie bardziej interesuje mnie moment, w którym człowiek zaczyna tracić zaufanie do innych. Sama zbrodnia jest oczywiście ważna, ale traktuję ją przede wszystkim jako punkt wyjścia do obserwowania ludzkich reakcji.

    Kiedy znika zaufanie, zmienia się wszystko. Pojawia się podejrzliwość, lęk, potrzeba kontrolowania innych, a czasem także skłonność do pochopnych osądów. Nagle zwykłe gesty, słowa czy spojrzenia zaczynają nabierać zupełnie innego znaczenia. Człowiek, którego jeszcze wczoraj uznalibyśmy za przyjaciela, dziś staje się potencjalnym zagrożeniem.

    To właśnie ten proces fascynuje mnie najbardziej. Wystarczy zasiać ziarno niepewności, by uruchomić całą lawinę emocji i domysłów. Ludzie zaczynają tworzyć własne teorie, podejrzewać się nawzajem, a czasem nawet przypisywać innym winę nie mając na nią żadnych namacalnych dowodów. Im bardziej rośnie strach, tym bardziej kruszą się więzi społeczne.

    W "Białym Tangu" zbrodnia nie jest więc najważniejszym bohaterem. Najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi kiedy, zamknięci razem na środku morza, bez możliwości ucieczki, przestają sobie ufać.

    Czy wierzy pani, że każdy człowiek ma sekret, którego za wszelką cenę chciałby bronić?

    MZ: Jestem wręcz tego pewna! Oczywiście zwykle są to sekrety zdecydowanie mniejszej wagi, aniżeli dokonana na kimś zbrodnia, którą chcemy ukryć. Niemniej, niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie ma na sumieniu czynów, o których wolałby zapomnieć. Skala takich sekretów jest bardzo szeroka; począwszy od zdrady, której ujawnienie mogłoby zniszczyć czyjąś rodzinę, poprzez jazdę po pijanemu, kradzież perfum w drogerii, czy choćby nadwerężenie czyjegoś zaufania.

    Najważniejsze jest jednak to, że nie tyle sam czyn, ile jego potencjalne ujawnienie staje się źródłem ludzkiej agresji. W momencie, gdy pojawia się ryzyko zdemaskowania, zaczynamy je postrzegana jako zagrożenie, i w naszej głowie uruchamia się mechanizm obronny. Za nic nie chcemy, by wytykano nas palcami i poddawano społecznemu ostracyzmowi.

    I właśnie dlatego sekrety mają tak dużą siłę — nie tylko definiują naszą przeszłość, ale też wpływają na relacje tu i teraz.

    Czy któryś z bohaterów "Białego Tanga" okazał się podczas pisania bardziej złożony lub nieprzewidywalny, niż początkowo pani zakładała?

    MZ: Od razu przychodzi mi na myśl dwoje najmłodszych członków załogi "Białego Tanga", czyli Arleta i Hubert. Na pierwszy rzut oka można by uznać, że ze względu na wiek mają jeszcze stosunkowo "czyste karty" i będą raczej tłem dla bardziej doświadczonych postaci. Szybko jednak okazuje się, że to tylko pozory. Arleta to kolorowy ptak, aspirująca aktorka, pełna energii, odwagi i pozornej bezpruderyjności. Hubert z kolei stanowi jej całkowite przeciwieństwo — jest zamknięty w sobie, wycofany i sprawia wrażenie kogoś, kto woli trzymać się na uboczu.

    Wraz z rozwojem wydarzeń oboje zaczynają odsłaniać znacznie bardziej złożone i nieoczywiste warstwy swoich osobowości. Okazuje się, że ta pozorna lekkość i kontrast kryją w sobie coś dużo ciemniejszego, a to z kolei zaczyna wpływać na dynamikę i napięcie całej historii.

    Wielu czytelników ceni pani książki za połączenie kryminału z wątkami psychologicznymi. Czy współczesny thriller powinien dziś przede wszystkim opowiadać o zbrodni, czy raczej o ludziach?

    MZ: Zbrodnia oczywiście wywołuje emocje, ponieważ przyciąga uwagę i buduje napięcie. Ale sama w sobie szybko przestaje być najciekawszym punktem powieści. Prawdziwa istota kryminału zaczyna się dopiero później, kiedy próbujemy zrozumieć, co do tej zbrodni doprowadziło.

    Dlatego najbardziej fascynujące jest dla mnie nie tyle "co się stało", ile "dlaczego do tego doszło". Co wydarzyło się w psychice sprawcy? Jakie doświadczenia, emocje czy decyzje ukształtowały drogę, która doprowadziła go do tego punktu w jego życiu?

    Sposób, miejsce i okoliczności morderstwa są ważne, ale stanowią jedynie finał dłuższego procesu, który często trwał latami. Właśnie dlatego moje historie są przede wszystkim opowieściami o ludziach — o ich wyborach, słabościach i konsekwencjach, jakie te wybory za sobą niosą. Najciekawsza część pracy pisarskiej zaczyna się tam, gdzie można zajrzeć w głąb motywacji i spróbować zrozumieć, co tak naprawdę kryje się za czynami bohaterów.

    Pisze pani o ludziach doprowadzonych do granic wytrzymałości. Co według pani częściej popycha człowieka do złych decyzji: strach, samotność czy poczucie zagrożenia?

    MZ: Nie istnieje jeden uniwersalny czynnik, który popycha wszystkich ludzi do złych decyzji. Różnimy się od siebie wszystkim: pulą przekazanych nam genów, wychowaniem, wrażliwością, przeżytymi doświadczeniami i dziesiątkami innych uwarunkowań. To, co dla jednej osoby jest przysłowiową "bułką z masłem", dla innej bywa doświadczeniem granicznym. Stąd też trudno wskazać jeden dominujący impuls, taki jak strach, porzucenie czy poczucie zagrożenia — one wszystkie mogą odegrać rolę, ale rzadko kiedy w taki sam sposób u różnych ludzi.

    W "Białym Tangu" te motywacje również się przenikają. Chciwość, zazdrość, ambicja czy pragnienie uznania stają się dla moich bohaterów iskrą, która w każdej chwili może wywołać pożar. I właśnie ta różnorodność powodów sprawia, że napięcie między nimi stale narasta.

    Po ponad dekadzie obecności na rynku i wielu wydanych książkach — czego nauczyła panią praca nad "Białym Tangiem", czego nie nauczyły wcześniejsze powieści?

    MZ: To bardzo ciekawe pytanie, zwłaszcza że żadna powieść, nawet ta pisana w serii, nie powstaje w ten sam sposób, co poprzednia. Każda uczy mnie czegoś nowego, bo wymaga ode mnie wejścia w nowy świat i nową sytuację.

    Podczas pisania "Białego Tanga" również tak było — spędziłam mnóstwo czasu na zaznajamianiu się z budową jachtu, wyposażeniem i jego obsługą. Musiałam też wczuć się w ograniczenia, jakie narzuca ludziom przebywanie przez długi czas na niewielkiej przestrzeni. To było absolutnie konieczne, by powieść wypadła ciekawie i wiarygodnie.

    Muszę w tym momencie napomknąć o czymś najważniejszym z punktu tworzenia powieści: nawet najbardziej szczegółowy research ma sens wyłącznie wtedy, gdy służy opowieści o człowieku. Czytelnik może zapomnieć nazwę konkretnego elementu wyposażenia jachtu, ale jeśli historia jest należycie "skrojona", z pewnością nie zapomni emocji bohaterów, ich lęków, konfliktów i wyborów.

    To właśnie najbardziej lubię w pisaniu. Każda kolejna powieść zmusza mnie do przekraczania własnych granic, uczenia się nowych rzeczy i patrzenia na świat z innej perspektywy. Mam wrażenie, że dzięki temu rozwijają się nie tylko moje książki, ale również ja sama.

    ___________________

    Marta Zaborowska

    Partner Wydawnictwo Czarna Owca

    Marta Zaborowska

    Z wykształcenia politolożka. Zadebiutowała w 2013 r. powieścią "Uśpienie", która dała początek popularnej sadze kryminalnej z Julią Krawiec. Jej utwory cechują wielowątkowa fabuła oraz wartka akcja. Autorka, poza tematyką kryminalną, zgłębia w swoich powieściach kwestie psychologiczno-społeczne, w które uwikłani są jej bohaterowie. Do dorobku pisarki zalicza się również powieść kryminalną "Jej wszystkie śmierci", thriller psychologiczny "Lęki podskórne", a także powieść z nurtu domestic noir "Sześć powodów, by umrzeć".

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?