
Marta Kostiuk znakomicie spisuje się na kortach Wimbledonu, gdzie po raz pierwszy w karierze awansowała do półfinału turnieju wielkoszlemowego. Nie bała się powiedzieć, co sądzi o powrocie Rosji do rywalizacji. — To bardzo, bardzo dalekie od zasad fair play — stwierdziła.
Ukrainka świetnie sobie radzi na korcie i nie unika także trudnych tematów. Podczas jednego ze spotkań z mediami odniosła się do możliwości powrotu rosyjskich sportowców do pełnoprawnej rywalizacji olimpijskiej i nie pozostawiła wątpliwości, co o tym sądzi.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kostiuk, która od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wielokrotnie zabierała głos w sprawach związanych z wojną i konsekwentnie prezentowała swoje stanowisko wobec rosyjskich tenisistek, została zapytana o decyzję dotyczącą przyszłości Rosjan w sporcie.
— Moje przemyślenia są takie, że to straszne. Uważam, że to bardzo, bardzo dalekie od zasad fair play dla wszystkich krajów zaangażowanych w tę sprawę. Nie tylko dla Ukrainy. Na 100 proc. nie zgadzam się z tą decyzją — powiedziała.
Ukrainka dodała, że jej zdaniem sprzeciw wobec takiego rozwiązania jest powszechny. — Czuję, że wielu ludzi wypowiadało się na ten temat i widać, że oni też się z tym nie zgadzają. Nie sądzę, żeby cokolwiek miało się zmienić — stwierdziła.
Na koniec padły jeszcze mocniejsze słowa. — Chcę po prostu wyjść tam i mam nadzieję, że pokonam każdą Rosjankę, z którą będę grać na igrzyskach, i na tym koniec — zakończyła.
Wypowiedź padła w wyjątkowym momencie kariery Ukrainki. Kostiuk rozgrywa najlepszy Wimbledon w życiu i po zwycięstwie 6:3, 6:2 nad Jasmine Paolini po raz pierwszy awansowała do półfinału wielkoszlemowego. O finał londyńskiej imprezy zagra z Lindą Noskovą.
Od początku wojny Kostiuk zajmuje bardzo zdecydowane stanowisko. Wielokrotnie podkreślała, że sport nie powinien być oderwany od wydarzeń w Ukrainie, a po meczach z reprezentantkami Rosji i Białorusi konsekwentnie rezygnuje z tradycyjnego uścisku dłoni.