
Republika Zielonego Przylądka była bliska tego, by pokusić się o gigantyczną sensację w meczu z Argentyną. Mimo porażki po dogrywce reprezentacja z 500-tysięcznego kraju napisała piękną historię, a w stolicy mają już plan na przyszłość. — Teraz wszystko ma się diametralnie zmienić — mówi trenerka Silveria Nedio. Oto szczegóły.
Kabowerdeńczycy pokazywali już, że potrafią grać w piłkę podczas Pucharów Narodów Afryki, ale dopiero na tegorocznym mundialu zadziwili cały świat. Zaczęli od sensacyjnego remisu z Hiszpanią (0:0). Kolejne podziały punktów z Urugwajem (2:2) i Arabią Saudyjską (0:0) sprawiły, że Republika Zielonego Przylądka awansowała do 1/16 finału MŚ 2026.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W fazie pucharowej trafili na obrońców tytułu i mimo wcześniejszych rezultatów skazywani byli na porażkę. Ostatecznie zespół nie przegrał w regulaminowym czasie ani jednego meczu i po spektakularnym spotkaniu odpadł z mundialu dopiero po dogrywce z Argentyną (2:3).
Liczącym 500 tys. krajem położonym na Oceanie Atlantyckim zainteresował się cały świat. "The Independent" przyjrzał się, jak wygląda szkolenie na słynnych już wyspach. Ważnym elementem rozwoju piłkarzy w tamtym miejscu jest stołeczna akademia Bola Pra Frente w Prai.
W reprezentacji Błękitnych Rekinów zagrali wychowankowie z tego ośrodka tacy jak Joao Paulo Fernandes i Kevin Pina, który wpisał się na listę strzelców w spotkaniu z Urugwajem.
"Najmniej zaludniony kraj w historii, który awansował do fazy pucharowej MŚ, przeczy niskim oczekiwaniom świata" — podkreśla dziennikarz i przedstawia, co o rozwoju futbolu w tamtym kraju mówią osoby odpowiedzialne za szkolenie.
— Przyszłość piłki nożnej na Wyspach Zielonego Przylądka, zarówno kobiecej, jak i męskiej, jest silna, jest wielka — twierdzi pełna entuzjazmu Silveria Nedio, trenerka z wysp.
W akademii Bola Pra Frente obecnie szkoli się aż 240 młodych adeptów futbolu od 4. do 17. roku życia. Niewykluczone, że po niespodziewanym sukcesie ta liczba się zwiększy, a finansowe nakłady na rozwój futbolu także będą pokaźniejsze. — Od teraz wszystko może się diametralnie zmienić, zarówno w piłce nożnej, jak i w kraju — dodaje Nedio.
— Nie mam wątpliwości, że rzeczywiście poczyniliśmy już realne inwestycje — podkreśla prezes tamtejszego związku piłki nożnej Mario Semedo.
Jak dotąd problemem kraju była emigracja mieszkańców, głównie na Półwysep Iberyjski, ale z czasem okazało się to korzyścią dla rozwoju reprezentacji. — Za każdym razem, gdy dziecko z Republiki Zielonego Przylądka wyjeżdża do Portugalii w wieku 13 lub 15 lat, jest to dla nas szansa — nie ukrywa Nedio.