
Yannick Agnero nie zachwycił w swoim pierwszym sezonie w Polsce, ale w Lechu Poznań nie stracili w niego wiary. Napastnik mógłby dostać więcej szans na grę, gdyby nie pewna żelazna zasada trenera Niels Frederiksena
W ostatnich miesiącach skauci Lecha Poznań szukali zawodników przede wszystkim na pięć pozycji, ale nie było wśród nich napastnika do rywalizacji z Mikaelem Ishakiem. Dlaczego, skoro Yannick Agnero — sprowadzony na początku września za 2,3 mln euro z Halmstads BK — zdołał rozegrać tylko 836 minut i zdobyć pięć bramek?
Bo wbrew pozorom władze Kolejorza nie są specjalnie niezadowolone z pierwszych miesięcy Iworyjczyka w klubie i na pewno wciąż wierzą w 23-latka.
W momencie transferu z ligi szwedzkiej przy Bułgarskiej mieli świadomość, że zatrudniają napastnika nie na dziś, a na jutro. Zawodnika, który będzie potrzebował czasu do rozwoju. I już pierwsze treningi to potwierdziły, bo atakujący miał kłopot z nadążaniem za nowymi kolegami. Może i faktycznie szybko biegał (jak wskazywały dane analizowane w trakcie procesu skautingowego), ale wolno myślał. Musiał się zwyczajnie oswoić z innym tempem działania oraz poprawić deficyty, o których również w stolicy Wielkopolski wiedziano zawczasu, jak choćby skuteczność. Nawet na treningach dało się zauważyć różnice w wykończeniu czy grze plecami do bramki między Ishakiem a Agnero.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co kluczowe — Iworyjczyk się nie podłamał, tylko zasuwał, również indywidualnie z odpowiadającym za takie zajęcia w sztabie Kolejorza Hubertem Wędzonką, i stawał się coraz lepszy. Postęp też widzieli wszyscy, jak wcześniej działanie w zwolnionym tempie, w tym Niels Frederiksen, stąd kolejne szanse dla napastnika. Rzecz jasna na mecie sezonu nie było ich tyle, ile spodziewali się w klubie, ale Agnero nie pomogły kontuzje kolegów z zespołu — długotrwała Radosława Murawskiego oraz wiosenne kłopoty Antonio Milicia (w ostatnich dziewięciu kolejkach ligi aż pięciokrotnie był poza kadrą). Jakie to miało przełożenie na 23-latka, skoro mowa o odpowiednio środkowym pomocniku oraz stoperze?
Otóż duński szkoleniowiec w każdym spotkaniu życzyłby sobie, by na boisku byli przynajmniej dwaj piłkarze z trzech według niego kluczowych — Murawski, Milić oraz Ishak. Naturalnie najlepiej wszyscy, ale w najgorszym wypadku dwóch. A że właśnie dwóch pauzowało, trzymał Ishaka na murawie, nawet jeśli Szwed niekoniecznie imponował dobrą formą jak w końcówce rozgrywek. Kapitan Kolejorza zmarnował wszystkie duże szanse w potyczkach z Pogonią Szczecin (2:1), Motorem Lublin (1:0) oraz Arką Gdynia (1:1), w sumie cztery (dane za Optą), i ten brak skuteczności był jednym z powodów nerwowych zwycięstw Poznaniaków czy nieoczekiwanego remisu. W innych okolicznościach — ze zdrowymi Murawskim oraz Miliciem — prawdopodobnie Agnero dostałby okazję występu w podstawowym składzie, a przynajmniej grałby więcej niż maksymalnie kilkanaście minut (z Portowcami). Stąd tak niewiele czasu Iworyjczyka na boisku, ale w klubie mają tego świadomość i rozumieją decyzje Frederiksena. Jednocześnie liczą, że w nowym sezonie 23-latek będzie już odgrywał istotniejszą rolę.
Jakub Piasecki / newspix.pl
Yannick Agnero i Mikael Ishak
Przy czym to nie jest wyłącznie myślenie życzeniowe, a nadzieja płynąca z progresu widocznego w statystykach Agnero. Jak mówili szefowie Lecha zaraz po zakończeniu rozgrywek, liczby wskazują na rozwój Iworyjczyka i nie ma co do tego wątpliwości. Po prostu od momentu transferu atakujący zrobił się lepszy, tak jak oczekiwano. Nawet jeśli okoliczności nie sprzyjały, by to pokazał, to tak właśnie oceniają to przy Bułgarskiej i stąd wiara w tego piłkarza.
Na korzyść Agnero przemawia również bardzo dobra motoryka, którą potwierdził w naszej lidze. Co prawda tylko czterokrotnie znalazł się w wyjściowej jedenastce Kolejorza w Ekstraklasie, ale za każdym razem plasował się w czołówce zawodników pod względem intensywnych biegów (sprintów oraz szybkich biegów), zarówno w przebiegniętym w ten sposób dystansie, jak i liczbie takich aktywności. Zresztą wykonywanych nie tylko w fazie ataku, lecz także obrony, co swoją drogą zaprezentował w pierwszym letnim sparingu mistrzów Polski z FK Železiarne Podbrezova (3:1) — to po jego odbiorze na jednym z obrońców przeciwników futbolówkę przejął Pablo Rodriguez i zdobył trzecią bramkę dla ekipy Frederiksena.
Patryk Pindral / newspix.pl
Yannick Agnero
Oczywiście to dopiero początek przygotowań i towarzyskie starcie z przeciętną ekipą z ligi słowackiej, ale razem z dobrymi symptomami z poprzednich miesięcy można to potraktować jako dobry zwiastun na kolejny sezon. Może faktycznie wiara w potencjał Agnero opłaci się lechitom?