
— Na początku nie spodziewałem się, że klub zdecyduje się zapłacić kwotę odstępnego wpisaną w moim kontrakcie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dowiedziałem się o zainteresowaniu Korony i już cztery dni później zostałem jej zawodnikiem — opowiada nam Patrik Hellebrand, bohater zaskakującego transferu z Górnika Zabrze do Korony Kielce.
Patrik Hellebrand: Przechodząc do Korony, zdobyłem dużo informacji na temat klubu i miasta. Dowiedziałem się, jak wygląda funkcjonowanie klubu i później okazało się, że wszystkie dobre opinie na temat Korony się sprawdziły. Kiedy przyjechałem do Kielc i spotkałem się z właścicielem Łukaszem Maciejczykiem oraz dyrektorem Pawłem Golańskim, również bardzo szybko odczułem, że trafiam do świetnego miejsca z kapitalnymi ludźmi.
Rozmowy na temat mojej przyszłości zostawiłem mojemu menedżerowi i na jednej z kolacji przekazał mi on wiadomość o tej ofercie. Wcześniej wiedziałem tylko, że pojawiają się jakieś propozycje, ale nie znałem szczegółów. Spośród tych ofert, które w tamtym momencie pokazał mi menedżer, ta z Korony była najlepsza. Szczerze mówiąc, na początku nie spodziewałem się, że klub zdecyduje się zapłacić kwotę odstępnego wpisaną w moim kontrakcie. Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Dowiedziałem się o zainteresowaniu Korony i już cztery dni później zostałem jej zawodnikiem. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Czyli był pan trochę zaskoczony tym, że Koronę stać na taki transfer?
W pierwszym momencie tak. Nie spodziewałem się tego. Mój menedżer również był zaskoczony, ale bardzo się cieszymy, że wszystko zostało dopięte i jestem w Kielcach. Wiedzieliśmy, że do czasu finalizacji transferu ta informacja nie może pojawić się w mediach. Chodziło o to, żeby cała sprawa przebiegła spokojnie i bez niepotrzebnego rozgłosu, bo on na pewno nikomu by nie pomógł. A mi bardzo zależało na tym transferze.
Wcześniej w mediach pojawiały się różne informacje. Na przykład taka, że jest pan blisko Widzewa Łódź.
Byłem w stałym kontakcie z moim menedżerem, ale od początku naszej współpracy umówiliśmy się, że będzie mnie informował dopiero wtedy, gdy jakaś sprawa będzie konkretna i dobra dla mnie. Dlatego nie wiem, czy i jak duże było zainteresowanie Widzewa.
Co dokładnie kryje się za słowami, które już pan wypowiedział w momencie ogłoszenia transferu, że "przekonał pana projekt Korony"?
W Górniku Zabrze spędziłem dwa przepiękne sezony. Ten klub bardzo pomógł mi w rozwoju. Zawsze będę go wspominał z dużym szacunkiem i pozostanie bliski mojemu sercu. Nic tego nie zmieni. Natomiast po ostatnim meczu poprzedniego sezonu z Radomiakiem Radom poczułem jednak, że nadszedł odpowiedni moment na zmianę. Już wtedy wiedziałem, że najlepszym wyborem będzie odejście w letnim oknie transferowym.
Mikołaj Barbanell / newspix.pl
Patrik Hellebrand
A Korona przekonała mnie przede wszystkim poprzez ludzi. Spojrzenie na futbol panów Maciejczyka oraz Golańskiego od początku było jasne i spójne z moim. Nie opowiadali niestworzonych rzeczy, nie mówili o natychmiastowym zdobywaniu trofeów, bo wiedzą, że nie wszystko dzieje się od razu. Za to przedstawili mi plan rozwoju dla mnie, dla klubu i dla drużyny, która ma się stawać coraz mocniejsza, żeby móc osiągać coraz lepsze rezultaty. Dodatkowo po prostu poczułem, że w Koronie pracują bardzo dobrzy ludzie. Tacy, którzy rozumieją drugą osobę i w pierwszej kolejności patrzą na ciebie jak na człowieka, a dopiero później jak na piłkarza. Jak pan słyszy, znów to powtarzam, ale to dla mnie bardzo ważny aspekt.
Dlaczego po ostatnim meczu ubiegłego sezonu w Górniku wiedział pan już, że musi zmienić klub?
Nie chcę wchodzić w szczegóły mojej decyzji, wolę zachować je dla siebie. Ale to nie tak, że nagle pojawiła się oferta i odszedłem, byłem tego pewien już kilka tygodni wcześniej. Pierwszy raz o tym mówię, bo uważam, że warto, aby ludzie o tym wiedzieli.
Górnik znał pana zamiary już w tamtym momencie? W Zabrzu byli zaskoczeni?
Wszystkie rozmowy prowadziła moja agencja i tak naprawdę to ona kontaktowała się z Górnikiem. Zostawiłem im to tak samo jak selekcję nowych ofert. Dlatego nie wiem, czy działacze Górnika byli zaskoczeni.
Za to na pewno zaskoczeni byli kibice Górnika.
Wiem i oczywiście doskonale rozumiem ich rozczarowanie. Kibice Górnika żyją swoim klubem i kochają go całym sercem. Bardzo mi się to podobało od pierwszego dnia pobytu w Zabrzu. Zawsze czuliśmy ich ogromne wsparcie. Mają prawo być na mnie źli, patrzą na sytuację wyłącznie z perspektywy kibica i to jest w porządku. Zrobiliby wszystko dla swojego klubu i właśnie za to ich szanuję. I chcę podkreślić, że nie zmienia to mojego podejścia do Górnika — ten klub zawsze będzie bliski mojemu sercu.
Zaznaczył pan w kalendarzu daty meczów z Zabrzanami?
Widziałem, że już w drugiej kolejce zagramy z Górnikiem u siebie. Na pewno będzie to dla mnie wyjątkowe spotkanie, zwłaszcza że nadejdzie szybko po moim transferze. Ogólnie cieszę się, że nadal będę występował w Ekstraklasie i chcę podziękować Koronie za wielkie zaufanie. Mogę obiecać jedno — dam z siebie sto procent dla tego klubu.
Piotr Polak / PAP
Patrik Hellebrand i Jacek Zieliński
Jakie są pana pierwsze odczucia po spotkaniu z trenerem Jackiem Zielińskim?
Pod pewnymi względami trener Zieliński przypomina mi Jana Urbana, z którym wcześniej pracowałem w Górniku. Dlatego te odczucia nie mogą być inne niż pozytywne. O jego umiejętnościach trenerskich nie trzeba wiele mówić, bo każdy zna tego szkoleniowca. Wiem, że to trener, który zdobył w przeszłości mistrzostwo Polski z Lechem i wprowadził Cracovię do europejskich pucharów. Najbardziej cieszę się z tego, jak wiele dobrego widzę w trenerze Zielińskim jako człowieku. W piłce nożnej nie zawsze spotyka się osoby, które potrafią stworzyć tak dobrą atmosferę, rozmawiać z innymi oraz interesować się nimi poza samym futbolem. A Jacek Zieliński właśnie taki jest.
Podchwytliwe pytanie: Zieliński ma odpowiednio jakościowych piłkarzy, żeby osiągnąć też sukces z Koroną?
Poziom na treningach jest taki, jakiego się spodziewałem po meczach przeciwko Koronie. To bardzo dobry zespół z dużą jakością. Nie jest to zależne ode mnie, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze mocniejszy.
Pochwalił pan już wcześniej Pawła Golańskiego. Proszę rozwinąć, w jaki sposób tak szybko pana do siebie przekonał.
To fachowiec, ale przede wszystkim podoba mi się, że sam był piłkarzem, występował w ligach zagranicznych i doskonale rozumie realia tego zawodu. Wie, z jakimi problemami spotykają się zawodnicy i chce stworzyć środowisko, w którym będzie im się dobrze pracowało. Zależy mu na wzajemnym szacunku i profesjonalnym funkcjonowaniu całego klubu. Jak wspomniałem, już pierwsze spotkanie z nim zrobiło na mnie wrażenie.
Z którym zawodnikiem Korony złapał pan najlepszy kontakt?
Z Nono i Martinem Remacle’em. Obaj bardzo mi pomogli odnaleźć się w nowym miejscu. Nono jest bardzo pozytywną osobą, a na boisku zawsze daje z siebie sto procent. Wiem, że w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu nie był piłkarzem podstawowym, ale jako kapitan wszedł do jedenastki na kluczowe spotkanie z Widzewem i zagrał fantastycznie. Teraz sam czuję, że to prawdziwy przywódca.
Co najbardziej zaskoczyło pana w Ekstraklasie od momentu przyjazdu do Polski?
Atmosfera na stadionach. Nie spodziewałem się, że na tylu meczach będzie pojawiało się tak wielu kibiców. Często są to komplety. W Polsce ludzie naprawdę żyją piłką nożną i pod tym względem różnica w porównaniu z Czechami jest wielka. Drugą rzeczą jest poziom wyrównania ligi. Nie ma tutaj spotkań, które można wygrać jeszcze przed wyjściem na boisko. Każdy przeciwnik jest wymagający i w każdym meczu trzeba zagrać na sto procent. Minione rozgrywki pokazały, że Ekstraklasa jest niezwykle wyrównana i każdy może wygrać z każdym, dlatego w tym momencie trudno o jednoznaczne prognozy, o co będziemy walczyć. Dopiero z czasem się o tym przekonamy. Mam świadomość, że każdy się wzmacnia, a do tego beniaminki będą bardzo silne.
Przeciwko której drużynie grało się panu dotychczas najtrudniej?
Największą jakość u przeciwników czułem zawsze, gdy mierzyliśmy się z Lechem Poznań i Jagiellonią Białystok. Bardzo dobrze pamiętam też ostatni mecz Górnika w Kielcach przeciwko Koronie. Szczególnie pierwsza połowa była dla mnie jedną z najtrudniejszych, odkąd gram w Ekstraklasie. Gdyby Korona w pierwszej połowie wykorzystała swoje okazje, których miała mnóstwo łącznie z drugim rzutem karnym, ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej, a skończyło się na remisie 1:1.