
— Nie miałem poczucia, że dobre wyniki Górnika obniżały presję ze strony kibiców na finalizację rozmów, wręcz przeciwnie. Oczekiwania były tylko podbijane — mówi nam Kamil Żbikowski. Prezydent Zabrza komentuje sprawę finansowania czwartej trybuny stadionu oraz ewentualnego współdzielenia stadionu Górnika z Szachtarem Donieck.
Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Jakie uczucie towarzyszyło panu, kiedy sprzedaż Górnika Lukasowi Podolskiemu została przypieczętowana?
Kamil Żbikowski (Prezydent Zabrza): Było to zwieńczenie wielomiesięcznej pracy, więc na pewno ulga, bo oczekiwania ze strony kibiców i mieszkańców były odczuwalne. Oprócz tego oczywiście też satysfakcja, że udało się wypracować porozumienie dobre dla obu stron, które pozwala klubowi się rozwijać.
Mówi pan o oczekiwaniach, ale czy czuł pan również presję czasu? Ze źródeł okołoklubowych dało się wyczuć nastawienie, że jeśli sprawa nie zostanie sfinalizowana w tym sezonie, to Lukas Podolski może w końcu stracić cierpliwość.
Ta presja towarzyszyła nam, odkąd zostałem prezydentem Zabrza w sierpniu ubiegłego roku i kiedy wznowiliśmy nasze starania oraz negocjacje. Były przymiarki, żeby zrobić to już w styczniu, albo lutym, jednak ten termin odwlekał się przez pewne komplikacje i dodatkowe elementy. W pierwszym kwartale roku się nie udało, więc koniec sezonu był już naszym deadlinem. Można było to zrobić później, w tym sensie, że klubowi nie stałaby się przez to krzywda, ale mam wrażenie, że im szybciej, tym lepiej dla obu stron. Jako że było to ukoronowanie sezonu, sami sobie narzuciliśmy taki termin, staraliśmy się go trzymać i nie dopuszczać myśli, że mógłby się znowu przesunąć.
Świetny sezon Górnika, w którym do gabloty trafił Puchar Polski oraz srebrne medale PKO BP Ekstraklasy, pomógł w osiągnięciu porozumienia?
Szczerze mówiąc, właśnie nie, bo to był jakiś potencjalny argument przeciwko kompromisom. Podnosiły się głosy, że te 4 mln zł to może zbyt niska cena i te sukcesy mogły być potraktowane jako kontrargument. Natomiast z drugiej strony mamy świadomość, patrząc na to biznesowo, że działalność sportowa jest oczywiście opatrzona dużą niepewnością. To, że w tym sezonie wyniki okazały się historycznie dobre, nie oznacza, że przyszły również będzie gwarancją sukcesów. Nie miałem też poczucia, że dobre wyniki obniżają presję ze strony kibiców, wręcz przeciwnie. Oczekiwania były tylko podbijane, a gdy w tym sezonie zdarzały też słabsze momenty, to dało się to odczuć, były momenty dodatkowej frustracji. Finalnie nie był to czynnik, który nam w jakiś sposób pomógł, ale jako miasto oczywiście cieszymy się z sukcesów Górnika, bo pracuje na markę miasta, niezależnie od układu właścicielskiego.
Użył pan sformułowania, że klubowi nie stałaby się krzywda w razie późniejszego porozumienia. Jak długo miasto byłoby jeszcze w stanie zarządzać Górnikiem w dotychczasowej formule?
Dość szybko po objęciu urzędu zorientowałem się, że miasto nie może już dopłacić do klubu ani złotówki, zarówno z przyczyn finansowych jak i prawnych. Wcześniej wprowadzony został program postępowania ostrożnościowego, były kontrole instytucji finansowych, więc nie dostalibyśmy zgody na dokapitalizowanie Górnika tak, jak w poprzednich latach. Miałem świadomość, że póki klub pozostanie miejski, to będzie musiał radzić sobie sam. Mówię, że nie stałaby się krzywda, bo koniec sezonu pokazał, że to się dało robić, nawet mimo konieczności odcięcia od miejskich pieniędzy. Jednakże dalej wiszą pewne zobowiązania i powinności związane z przyszłym sezonem, w których tych wpływów będzie mniej niż wydatków.
DARIUSZ HERMIERSZ / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Lukas Podolski i Kamil Żbikowski
Co zatem będzie działo się w najbliższym czasie?
Na przyszłość klubu patrzę optymistyczne, ale nie jest to łatwe. Kapitał prywatny daje jednak zupełnie inne możliwości i zdejmuje ograniczenia prawne, więc moim zdaniem to była jedyna droga. Dobrze, że udało się tego dokonać. Sukcesy sportowe są po stronie zawodników i sztabu, tak ten sukces w postaci prywatyzacji również był ciężką pracą szeregu osób. Wpisaliśmy się w pasmo sukcesów Górnika w sezonie 2025/26.
Jakim negocjatorem jest Lukas Podolski? Ile razy w duchu albo na głos powiedział pan, że rozmowy z mistrzem świata idą trudniej, niż się spodziewaliście?
Jest trudnym negocjatorem. Lukas to osoba, która bardzo biznesowo i racjonalnie podchodzi do pewnych tematów, więc stawiał ostre granice, na które nie mógł się zdecydować. W pierwszej fazie rozmów staraliśmy się znaleźć rozwiązanie, by skurczyć te podstawowe bariery. Kiedy bazowaliśmy jeszcze na poprzedniej wycenie, Lukas stawiał sprawę jasno, że nie zaakceptuje tych warunków i jeżeli chodzi o różne zapisy towarzyszące, również był bardzo skrupulatny, miał wsparcie swojego zespołu negocjatorów.
Michal Chwieduk/Arena Akcji/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Lukas Podolski i Kamil Żbikowski
A wszyscy oczekiwali szybkiego porozumienia.
Pozycja miasta w tych rozmowach była trudna, bo kibice jednoznacznie chcieli takiego rozwiązania, jakie się sfinalizowało. Każdy impas w rozmowach, który nie zawsze wynikał ze strony miasta, każde inne zakłócenia, kończyły się pretensjami do mnie, a nie do inwestora. Na koniec muszę jednak przyznać, że jestem zadowolony z tych negocjacji, bo udało się ustalić dużo lepsze warunki niż te propozycje wyjściowe. Osiągnęliśmy kompromis, a to zawsze oznacza pewne rezygnacje z obu stron. To się udało, dzięki czemu zyskało zarówno miasto, jak i klub. Nowy właściciel Górnika może już realizować swoje plany.
Michal Chwieduk/Arena Akcji/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Lukas Podolski i Kamil Żbikowski
Jak wygląda kwestia ukończenia budowy czwartej trybuny Areny Zabrze? Wraz z początkiem minionego sezonu klub zaprosił już pierwszych kibiców i dziennikarzy na nowe miejsca, jednak dolna część budowli ciągle jest nieukończona.
W ostatnich miesiącach ten temat faktycznie nie poszedł do przodu. Pracowaliśmy nad tym jednak równolegle do rozmów negocjacyjnych i dalej pracujemy nad pomysłami dokończenia poszczególnych powierzchni zarówno czwartej trybuny, jak i całego stadionu. Warto bowiem przypomnieć, że do dokończenia są również najniższy poziom parkingu pod samym stadionem, czy przestrzenie w trybunie północnej. Całość tego przedsięwzięcia to duże wyzwanie opiewające na około 100 mln zł, a sama czwarta trybuna powinna się zamknąć w kwocie około 50 mln zł.
Miasto wesprze te prace?
Nie mamy żadnych środków zabezpieczonych na tę inwestycję i raczej nie będziemy mieć, bo mamy inne wydatki i musimy szukać oszczędności niż tego typu ruchów. Inna sprawa, że nawet nie dostalibyśmy zgody od instytucji, które nas kontrolują i niejako współdecydują o naszych finansach, ponieważ wcześniej zaciągnięta została pożyczka rządowa, która obciąża Zabrze finansowo i decyzyjnie, nakładając na nas dodatkowe ograniczenia.
GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Stadion Górnika Zabrze
Jaki jest zatem pomysł?
Jedyną opcją jest zaangażowanie kapitału prywatnego. Pewna forma partnerstwa publiczno-prywatnego, majątek de facto miejski, bo spółki miejskiej, który jest bazą tej inwestycji, natomiast cały kapitał musi pochodzić od prywatnych inwestorów. Na szczęście jest to powierzchnia atrakcyjna, która może być komercyjnie skonsumowana i o ile przez pierwsze miesiące trudno było mi patrzeć na ten proces optymistycznie, tak teraz materializuje nam się początek tych prac.
Czego można spodziewać się w najbliższym czasie?
Niedługo rozpoczną się pierwsze prace remontowe w mniejszych przestrzeniach czwartej trybuny, to będą obszary biurowe. Jednocześnie prowadzimy rozmowy na temat formuły zagospodarowania całej strefy VIP, co jest powiązane z brakującymi krzesełkami. Prowadzimy rozmowy w sprawie wynajmu przestrzeni komercyjnych w bryle stadionu, czyli pod widownią, na cele handlowe, czy biurowe, tutaj są już konkretne propozycje.
Marcin Bulanda / PressFocus / newspix.pl
Czwarta trybuna na stadionie Górnika Zabrze ciągle jest nieukończona
Kibiców zawsze najbardziej będzie interesował czas. Ile to wszystko może zająć?
Przy realizacji pozytywnego scenariusza, być może w ciągu trzech lat będziemy mogli powiedzieć, że budowa czwartej trybuny jest zakończona. Podkreślam, że optymistyczny i tak naprawdę wolę niczego nie deklarować, bo ta inwestycja jest skomplikowana i obarczona różnymi ryzykami. Na pewno będziemy się starać temu sprzyjać.
Szukamy sponsora tytularnego, co byłoby mocnym wsparciem i poprawą sytuacji finansowej spółki. Prowadzimy przymiarki do uruchomienia inwestycji w parking podziemny, nie znamy jeszcze finalnej formuły, ale to też jest ważna kwestia. Dochodzą również przestrzenie wkoło stadionu, które powinny być zagospodarowane. Od początku budowy stadionu tak naprawdę minęło kilkanaście lat, więc pewne rzeczy też już trzeba remontować. Dużo się dzieje, będziemy się starać dokończyć tę inwestycję również po to, by jego działalność już w dużym stopniu się bilansowała.
Kilka tygodni temu wywołał pan spore poruszenie wśród kibiców, nie tylko w Zabrzu, słowami, że domowe mecze Ligi Mistrzów na stadionie przy Roosevelta może rozgrywać Szachtar Donieck, który nie będzie już grał w Krakowie. Czy ta sprawa jest bliższa materializacji?
Chciałbym podkreślić, że to nie jest mój pomysł, tylko pewna koncepcja dziennikarzy, którzy wspomnieli o tym w innym wywiadzie. Ja akurat Szachtara z nazwy nigdy nie wymieniłem, chociaż jest to pewna zbieżność, bo wiemy, że to słowo w języku ukraińskim oznacza "Górnik". W trakcie procesu negocjacji padały różne propozycje, bo klubowi zależy na dobrej kondycji spółki stadionowej, która pozwalałby więcej oferować Górnikowi. Granie innej dużej drużyny przy Roosevelta, z uwagi na kwestie biznesowe, byłoby dobrym rozwiązaniem. To jedyny sposób, by zbliżyć się do rentowności stadionu, bo w tej chwili dochody to jedynie połowa kosztów utrzymania. W momencie pojawienia się drugiej dużej drużyny sytuacja stałaby się bardziej rozsądna.
GRZEGORZ RADTKE / 058sport.pl / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Stadion Górnika Zabrze
Wiemy, że kluby potrafią dzielić się stadionem.
Tutaj Mediolan oczywiście jest wzorem, ale i w przyszłym sezonie PKO BP Ekstraklasy będziemy mieli przecież Wisłę i Wieczystą grające przy Reymonta w Krakowie. To się zdarza i choć docelowym marzeniem jest oczywiście doczekanie się drugiego zabrzańskiego klubu, który grałby przynajmniej w I lidze przy Roosevelta, to już dzisiaj nie widzę powodu, żeby powstrzymywać się od sondowania różnych scenariuszy. Oczywiście, nic takiego nie uda się bez akceptacji kibiców, ale jest sporo rozwiązań, które należy rozważyć, bo moglibyśmy na tym tylko skorzystać.