
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa został bez trenera po tym, jak klub poinformował we czwartkowe popołudnie o rozwiązaniu kontraktu z Mariuszem Staszewskim. Klub spod Jasnej Góry niebawem powinien ogłosić nazwisko jego następcy. Kto nim będzie?
Staszewski trafił do Częstochowy przed rozpoczęciem rozgrywek w 2025 roku. Wówczas ekipa Włókniarza pod jego wodzą miała w składzie takie gwiazdy jak Jason Doyle, Piotr Pawlicki i Kacper Woryna. Z takim tercetem liderów "Lwy" aspirowały do fazy play-off, lecz splot różnych okoliczności, a przede wszystkim kontuzje sprawiły, że drużyna musiała bić się o utrzymanie. Ten cel udało się jednak zrealizować bez przeszkód już w pierwszej rundzie po pokonaniu Gezet Stali Gorzów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W międzyczasie na jaw wyszły problemy finansowe Włókniarza, który nie był w stanie zatrzymać swoich największych gwiazd. Z funkcji prezesa zrezygnował Michał Świącik, którego miejsce zajął Jakub Michalski, a właścicielem klubu został Bartłomiej Januszka. Udało się spłacić zobowiązania, ale nie było szans na pozyskanie wartościowych zawodników na miarę nawiązania walki z innymi rywalami PGE Ekstraligi.
Staszewski miał tego świadomość. W trakcie tego sezonu musiał bazować na takich żużlowcach jak Rohan Tungate, Jaimon Lidsey, Sebastian Szostak, Mads Hansen i Jakub Miśkowiak. Włókniarz został chłopcem do bicia, a po niektórych wypowiedziach menedżera było widać ewidentną rozpacz i bezsilność.
— Kibicom mogę tylko podziękować, że od początku sezonu za nami jeżdżą i przeprosić, że to wygląda tak jak wygląda — przyznał po druzgocącej porażce w Toruniu aż 23:67.
Jak się okazało, ostatnim meczem Staszewskiego we Włókniarzu był domowy ze Stelmet Falubazem Zielona Góra, przegrany 40:50. Wiadomo już, że na następny — 9 sierpnia w Gorzowie — zespół poprowadzi ktoś inny. Pytanie, kto?
Listę kandydatów otwiera Tomasz Bajerski, który pozostaje bez pracy po tym, jak nie wyszła mu krótka przygoda z Magnus Moonfin Ostrów Wielkopolski. Wcześniej ze zmiennym szczęściem prowadził Abramczyk Polonię Bydgoszcz, z którą dwukrotnie docierał do finału Metalkas 2. Ekstraligi, ale za każdym razem zabrakło kropki nad "i" w postaci awansu.
Nowy szkoleniowiec musi liczyć się z realiami, jakie obecnie panują w Częstochowie. Drużyna jest praktycznie skazana na spadek, co nigdy nie wygląda dobrze w menedżerskim CV. Z drugiej strony nikt nie będzie miał o to pretensji do kogokolwiek, kto podejmie się tej misji. Atutem może być zupełny brak presji i mozolna odbudowa zespołu na kolejny rok.
Wielu kibiców spod Jasnej Góry życzyłoby sobie powrotu Marka Cieślaka, który pracował we Włókniarzu, gdy prezesem był jeszcze Świącik. Obaj mieli problem ze znalezieniem wspólnego języka. Wątpliwe jednak, aby legendarny szkoleniowiec chciał sobie wpisać w CV spadek z jego ukochanym klubem. Tym bardziej, że pod znakiem zapytania znajduje się perspektywa szybkiego powrotu do PGE Ekstraligi.
Być może "nie" pracy we Włókniarzu nie powiedzieliby Jacek Frątczak czy Piotr Żyto. Ten pierwszy od zawsze pozytywnie wypowiadał się na temat klubu z Częstochowy i ma z nim dobre relacje. Wielokrotnie był też łączony z przenosinami na Olsztyńską. Od kilku lat jest cenionym ekspertem. Ten drugi ostatnio pracował w Rybniku, a w przeszłości był już menedżerem Włókniarza.
Bez pracy pozostają jeszcze m.in. Piotr Świst i Janusz Ślączka.