Kontrowersyjny mundial 1978. Wygrana w cieniu dyktatury

    Kontrowersyjny mundial 1978. Wygrana w cieniu dyktatury

    2354 odsłon
    Kontrowersyjny mundial 1978. Wygrana w cieniu dyktatury

    Mundial 1978 w Argentynie pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych w historii futbolu. Drużyna gospodarzy pod wodzą Césara Luisa Menottiego zdobyła po zwycięstwie 3:1 nad Holandią pierwszy w swojej historii Puchar Świata, ale sukces Albicelestes nie został należycie doceniony, o czym wspomniał Jonathan Wilson w książce "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata".

    Carlos González miał 46 lat. Właśnie rozstał się z żoną, która pochodziła z Rotterdamu, a po utracie pracy ruszył w podróż bez celu, jeżdżąc kamperem po Hiszpanii i paląc marihuanę. Był sfrustrowany sytuacją Johana Cruyffa, który po powolnym wyzdrowieniu po operacji łydki zachorował na grypę. Uważał, że jego nieobecność osłabia Barcelonę. Następnie przeczytał, że Holender ma do zapłacenia ogromny podatek i doszedł do wniosku, że gwiazdor musi mieć w domu mnóstwo gotówki.

    Udając kuriera, uzbrojony w strzelbę z obciętą lufą i nóż, zapukał do drzwi mieszkania Cruyffa w Barcelonie. Otworzyła mu żona Johana, Danny. Kazał jej położyć się na podłodze, a następnie zaczął przywiązywać stopy Cruyffa do nóg sofy. Ich sześcioletnia córka Chantal przyszła sprawdzić, co się dzieje; jej wejście odciągnęło na moment uwagę napastnika, a to wystarczyło, aby Danny pobiegła do drzwi i wezwała pomoc. González został skazany na siedem lat więzienia; był naćpany i działał sam, ale ten incydent tak bardzo wyprowadził Cruyffa z równowagi, że pomimo kilku dobrych występów reprezentacji Holandii w 1977 roku piłkarz zdecydował, że nie może zostawić rodziny i wyjechać do Argentyny.

    Oranje z 1978 roku, prowadzeni przez Ernsta Happela, nie byli już tymi samymi Holendrami co cztery lata wcześniej, chociaż w drugiej fazie turnieju zaczęli nieco bardziej przypominać drużynę, którą pamiętali kibice. Pokonali Austrię 5:1, dwukrotnie odrobili straty i zremisowali z RFN, a miejsce w finale zapewnili sobie dzięki strzelonej z 35 metrów bramce Ariego Haana, dzięki której wygrali z Włochami.

    Pragnienie zrewanżowania się za porażkę w RFN

    To właśnie porażka z Holandią w 1974 roku sprawiła, że Argentyńczycy porzucili antyfutbol, a ich reprezentację objął Menotti, który obiecał rodakom przywrócić wartości la nuestra, było więc rzeczą naturalną, że to w meczu z Oranje trener ten odniósł swoje największe zwycięstwo. Jednak pomimo romantycznej wizji szkoleniowca w sukcesie gospodarzy turnieju nie było nic romantycznego.

    W okresie poprzedzającym mecz o złoto w Argentynie nasiliła się akcja propagandowa. Artykuł opublikowany w "El Gráfico" atakował "podstępnych i złośliwych dziennikarzy, którzy przez wiele miesięcy prowadzili kampanię oszczerstw na temat Argentyny". Rozpowszechniano (nieudolnie) fałszywe informacje, że holenderski obrońca Ruud Krol napisał list, w którym chwalił harmonijne życie pod rządami junty. Wielu spodziewało się, że sędzią finału zostanie Klein, ale ostatecznie wybrano Włocha Sergio Gonellę — prawdopodobnie dzięki decydującemu głosowi włoskiego przewodniczące go komisji sędziowskiej, Artemio Franchiego. Walijski arbiter Clive Thomas, który również prowadził mecze na tym mundialu, nazwał tę decyzję "absolutnie haniebną".

    Triumf Argentyny wspieranej przez dyktaturę

    W dniu finału Holendrzy celowo zostali przewiezieni na Estadio Monumental okrężną trasą — przez całą drogę miejscowi kibice uderzali w boki autobusu, co miało zastraszyć rywali. Argentyńczycy wyszli z tunelu z opóźnieniem, więc piłkarze Oranje przez pewien czas stali sami na murawie, wystawieni na wściekłe okrzyki tłumu. Kiedy zawodnicy gospodarzy w końcu pojawili się na boisku, zaczęli protestować przeciwko gipsowi, który René van de Kerkhof nosił na nadgarstku, o co nikt dotąd nie miał pretensji od początku turnieju. Jednak pomimo wszystkich tych sztuczek to Argentyńczycy wydawali się bardziej zdenerwowani. "Gdy wychodziliśmy na boisko, towarzyszyły nam niesamowite emocje — wspominał Larrosa. — Stadion był tak pełen, że ludzie nie mogli się ruszyć, nie widzieliśmy nawet przejść i schodów między sektorami".

    Gdyby nie niesamowita interwencja Fillola, który bronił wtedy — jak sam powiedział — "najlepiej w życiu", przegrywaliby po golu Johnny’e go Repa. Siedem minut przed końcem pierwszej połowy Kempes, który przedarł się przez obronę dzięki podaniu Osvaldo Ardilesa, dał Argentynie prowadzenie. Klein zapewne ukarałby gospodarzy za grę na czas, ale Gonella tego nie zrobił. Jednak na osiem minut przed końcem meczu holenderski rezerwowy Dirk Nanninga strzelił głową wyrównującego gola. Holendrzy byli bliscy zwycięstwa w doliczonym czasie gry, gdy Rensenbrink wyciągnął się, aby dojść do dalekiego dośrodkowania z rzutu wolnego, i uderzył obok Fillola. Piłka odbiła się od murawy i trafiła w słupek — gdyby leciała kilka centymetrów w prawo, prawdopodobnie byłby gol. "Po tym wydarzeniu na stadionie zapadła cisza jak na cmentarzu — powiedział Larrosa. — Ale to nas tylko zmobilizowało. Skoro ta piłka nie wpadła do bramki, musiały to być nasze mistrzostwa świata!". Ostatecznie trafienia Kempesa i Daniela Bertoniego dały Argentynie zwycięstwo 3:1.

    "Finał z Holandią był najlepszym przykładem tego, czego oczekiwałem od drużyny" — powiedział później Menotti. Videla i inni przedstawiciele junty także byli zachwyceni. Havelange, który nigdy nie przepuścił okazji, by pochwalić prawicowego dyktatora, po za kończeniu turnieju złożył podziękowania Argentynie, a w szczególności admirałowi Lacoste. Lacoste — który pełnił funkcję tymczasowe go prezydenta Argentyny przez 11 dni w grudniu 1981 roku, zanim Galtieri został oficjalnym następcą Roberto Violi — po przywróceniu w Argentynie demokracji został oskarżony o morderstwo i defraudację. Havelange nadal go jednak wspierał — do tego stopnia, że twierdził, iż osobiście pożyczył admirałowi 500 tysięcy dolarów, za które Lacoste kupił ziemię w Punta del Este w Urugwaju. "Teraz świat zobaczył prawdziwe oblicze Argentyny" — powiedział Havelange.

    Inni jednak nie byli co do tego przekonani. Brian Glanville wyraził opinię wielu osób, pisząc o turnieju "zdeformowanym przez negatywną grę, złe nastroje, fatalne sędziowanie, złośliwych zawodników i bezsensowną kapitulację Peru". Dzień po finale "Clarín" pisał: "Zwycięstwo przesłania wszystkie mroczne chwile. […] Menotti osiągnął coś wielkiego. Jego styl zwyciężył. Jego przekonania zwyciężyły. Można zostać mistrzem świata, mając w składzie technicznych i ofensywnych graczy". Nawet biorąc pod uwagę kontekst, nie jest jasne, co oznaczało określenie "mroczne chwile". Może odnosiło się po prostu do porażki z Holandią w 1974 roku i niepowodzenia w eliminacjach do mistrzostw świata cztery lata wcześniej? Może chodziło generalnie o lata antyfutbolu, jakby autor tekstu odrzucał zejście argentyńskiego futbolu z jedynej słusznej drogi? A może było to subtelne, a nawet podświadome, odniesienie do działań i zbrodni junty?

    Sam Menotti z pewnością tak właśnie chciałby postrzegać sukces, co wyraźnie zaznaczył w szatni przed rozpoczęciem meczu. "Jesteśmy ludźmi — powiedział. — Pochodzimy z klas pokrzywdzonych i reprezentujemy jedyną rzecz, która jest w tym kraju legalna: piłkę nożną. Nie gramy dla oficerów siedzących na najdroższych miejscach na stadionie. Reprezentujemy wolność, a nie dyktaturę".

    Został trenerem reprezentacji jeszcze przed przejęciem władzy przez juntę. Pytał, co miał w tej sytuacji robić: "Trenować drużyny, które grały słabo? […] Zdradzić uczucia ludzi? Nie, oczywiście, że nie!".

    Jednak nie sposób bez uczucia mdłości patrzeć na nagranie, na którym uśmiechnięty Videla, z lśniącą w świetle reflektorów gładką fryzurą z przedziałkiem, wręcza trofeum Danielowi Passarelli. To dla tego piłkarze z tamtego zespołu mieli poczucie, że ich osiągnięcia nie świętowano równie mocno jak późniejszy triumf Argentyny w 1986 roku. "Krytycy utożsamiali nas z dyktaturą, choć nie mieliśmy z nią nic wspólnego — powiedział później obrońca Rubén Pagnanini. — Uważam, że dziennikarze nigdy nie docenili naszej drużyny tak, jak na to zasługiwała."

    Wielu ludzi, którzy zdecydowanie sprzeciwiali się juncie, podczas mistrzostw świata nadal kibicowało Argentynie, co podkreślił Claudio Tamburrini, bramkarz występującej w niższych ligach drużyny Almagro, który został uwięziony jako działacz polityczny (chociaż nim nie był), a w marcu 1978 roku zdołał uciec z kraju. "Jak wielka musi być fascynacja sportem, skoro oprawcy i ofiary tortur mogą się obejmować po golach strzelonych przez reprezentację narodową? — zapytał. — Podczas mistrzostw świata w 1978 roku Argentyńczycy, w tym i ja, zastąpili krytyczną ocenę polityki sportową euforią. […] Biorąc jednak pod uwagę niedoskonałość życia i historii, być może świętowanie triumfów piłkarskich niezależnie od politycznego kontekstu ma sens".

    Piłkarze, podobnie jak większość Argentyńczyków, nie mieli pojęcia, co się dzieje. Oni — również jak większość Argentyńczyków — starali się po prostu przetrwać i żyć normalnie. "Dla wielu mistrzostwa świata z 1978 roku oznaczają 30 tysięcy zaginionych — mówił Fillol. — Ale przecież nikt z nas nikogo nie torturował ani nie zabijał. Po prostu pomogliśmy naszemu krajowi przeżyć chwilę radości i dzielnie broniliśmy barw Argentyny. Nie mogę się tego wstydzić.

    Tłumaczenie: Jan Halbersztat

    [REKLAMA] Okładka książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata".

    Partner Wydawnictwo SQN

    [REKLAMA] Okładka książki "Potęga i chwała. Nieznana historia mistrzostw świata".

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski