
Klaudia Zwolińska jest już w USA, gdzie od 20 lipca mistrzostwa świata, na których będzie starała się powtórzyć sukcesy sprzed roku, gdy zdobyła dwa złota i brąz. Opowiedziała nam o swojej reakcji na powrót do startów jej wielkiej rywalki, o zmianie klubu na ten z Krakowa, o podejściu do nowych kwalifikacji olimpijskich, specyfice obiektu MŚ w Oklahomie, potencjalnej polskiej następczyni i o reakcjach międzynarodowego środowiska na jej tytuł Sportowca Roku w Polsce.
Jakub Wojczyński: W poprzednich latach miejsca na podium Pucharu Świata były rzadkością, a teraz po trzech tygodniach na koncie ma pani trzy. Jest pani zadowolona z pierwszej części sezonu?
Klaudia Zwolińska: Cieszę się, że mój poziom na tych zawodach był na tyle stabilny, że przywoziłam medale mimo bycia w trakcie ciężkiego treningu. Wcześniej bywało tak, że szykowałam się do głównej imprezy i na Pucharach Świata brakowało mi pary. A teraz na pewno fajnie, że były te miejsca na podium, choć jestem zmęczona, bo w ciągu trzech tygodni miałam starty w trzech konkurencjach plus podróże. Pierwsza część sezonu dobrze się ułożyła i to dobry prognostyk przed tą najważniejszą. Jestem zdrowa, przygotowania idą zgodnie z planem.
Sukcesy były w kajaku i crossie, a w kanadyjce zajmowała pani — też aktualna mistrzyni świata — dalsze miejsca. Ma pani z tym jakiś konkretny kłopot?
Kanadyjka zawsze była dla mnie problematyczna. To się nie zmieniło. Popełniam dużo błędów i dobrze przynajmniej, że na głównych imprezach potrafię się zebrać. To bardzo techniczna konkurencja, w której wciąż brakuje mi godzin spędzonych na treningu na wodzie. Mam momenty na bardzo wysokim poziomie i momenty dużo słabsze. Ze startów pucharowych byłam dość zadowolona, bo były tam elementy technicznie wymagające, które pokonywałam fajnie, a potem na prostych się nie udawało. Nie wiem, czy to nie była kwestia zmęczenia, ale też braki techniczne są tu jednak u mnie większe niż w kajaku. Uważam, że zawodnika powinno się rozliczać po głównych imprezach, więc poczekajmy do mistrzostw świata.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Cieszy się pani, że nieobecna na MŚ mistrzyni olimpijska Jessica Fox wróciła do rywalizacji po kontuzji?
No a jak! Cieszę się, dlaczego nie? Lubimy się prywatnie, choć pewnie trochę ją irytuję podczas startów…
Dlaczego pani ją irytuje? Wynikami?
Prezentuję dość fajny poziom, a w ubiegłym roku w Australii te trzy medale były trochę w jej stylu. Ona nie miała jeszcze takiej sytuacji na mistrzostwach świata, ale ma dwa złote medale olimpijskie z ostatnich igrzysk. Fajnie, że poszłam w tę stronę i wchodzę na poziom, na którym mogę robić historyczne rzeczy. To pewnie ją trochę irytuje, bo ona zawsze była u nas takim fenomenem. Jeszcze daleko mi do niej, ale ścigam!
W tym roku na mistrzostwach świata zaczynacie zbieranie punktów do rankingu olimpijskiego? Jaki główny cel sobie pani postawiła — duża liczba tych punktów już zadowoli czy będąc trzykrotną medalistką ubiegłorocznych MŚ nie można mieć tak minimalnych celów?
Ja zawsze startuję, żeby wygrywać. Skoro będę bronić tytułów, to byłoby miło wygrać, ale wiem, że ubiegłoroczne trzy medale to wynik bardzo trudny do powtórzenia. Będę celować w zwycięstwo w każdej konkurencji, i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tak działa sport, zwłaszcza tak techniczny jak mój. Ze względu na kwalifikacje olimpijskie, pewnie podejdę do tego ostrożniej po mistrzostwach świata, gdy sytuacja się wyklaruje. Wtedy walka o igrzyska będzie wtedy priorytetem.
Imago / newspix.pl
Klaudia Zwolińska
Kwalifikacje pozwalają pani wywalczyć dla Polski miejsce tylko w jednej konkurencji, a potem i tak startować we wszystkich trzech. Czy w związku z tym rozważała pani odpuszczenie dwóch i skupienie się w trakcie kwalifikacji na jednej?
Na razie nie. Kwalifikacje trwają długo, punkty trzeba zbierać sukcesywnie. W mojej koronnej konkurencji — czyli kajaku — jest 6 miejsc do zdobycia, a w kanadyjce aż 10. Nie chcę teraz decydować się na jedną konkurencję, bo na igrzyskach chciałabym walczyć o kilka medali, a poza tym pozostałe konkurencje pomagają mi w przygotowaniu do tej koronnej. Gdyby była trudna sytuacja z punktami, to pewnie te decyzje o skupieniu na jednej konkurencji mogłyby zostać podjęte, ale raczej w przyszłym roku.
Czuje pani przed mistrzostwami świata większą presję niż w zeszłym roku? Zainteresowanie zawodami na pewno będzie teraz w Polsce większe.
Największą presję i tak nakładam sama na siebie. Lubię sobie sama ją budować i im więcej jej nakładam, tym lepiej mi idzie.
Mocno przeżyła pani komentarze po Plebiscycie na Sportowca Roku? Część kibiców niestety negatywnie oceniła pani wybór.
Nie wiem, dlaczego powstała narracja o negatywnym odbiorze, bo w rzeczywistości było sporo pozytywnych komentarzy. Przy każdym zwycięstwie pojawiają się głosy krytyczne, ale nie uważam, by był z tym związany wielki hejt. Po jednym z moich wywiadów zrobiła się większa nagonka, ale szybko minęła. Było dużo pozytywnych wiadomości. Cieszyli się z tego ludzie związani z dyscyplinami, które też nie są bardzo medialne w Polsce.
Aleksander Majdański / newspix.pl
Klaudia Zwolińska
Mnie to wszystko nic nie kosztowało, bo wyjechałam na przygotowania do sezonu. Więcej kosztował mnie czas przed plebiscytem i nasze działania medialne ze wsparciem Polskiego Związku Kajakowego, który stawał na głowie, żeby zachęcić ludzi do głosowania. Tak naprawdę walczyliśmy o pierwszą trójkę, nawet nie o zwycięstwo. Wiedzieliśmy, że to szansa nie tyle dla mnie jako zawodniczki, ale dla całego kajakarstwa i sportów wodnych w Polsce, które od ponad 30 lat przywożą medale olimpijskie. W końcu trzeba byłoby to docenić. Ten czas był wymagający, bo ja cały czas trenowałam i miałam też swoje projekty.