
"Szczęścia nie można dostać od kogoś w prezencie ani otrzymać w nagrodę. Trzeba je sobie samemu zorganizować" — mówi Agnieszka Krawczyk. Autorka bestsellerów wraca do Krakowa w książce "W cztery strony szczęścia", pierwszym tomie cyklu "Klub Dobrych Przyjaciół".
"W cztery strony szczęścia" to powrót do Krakowa. Cieszy się pani z tego powrotu?
Bardzo. Jestem Krakowianką i lubię pisać o rodzinnym mieście. Interesuję się historią Krakowa i mam wrażenie, że dobrze go znam. No właśnie — jest to tylko wrażenie. Podczas każdego spaceru odkrywam coś nowego, zachwycam się jakimś zakątkiem, detalem kamienicy, zaglądam na coraz to inne podwórka. Bardzo lubię takie zwiedzanie własnego miasta z otwartą głową i oczami, staram się też coś z tej atmosfery tajemnicy, magicznych poszukiwań i tych drobnych odkryć, które ubarwiają nasze życie, zawrzeć w książce.
"W cztery strony szczęścia" to pierwszy tom serii "Klub Dobrych Przyjaciół". Zdradzi pani, które postacie wrócą w kolejnych częściach?
Seria zaplanowana jest tak, że każda z trzech części będzie osobną, zamkniętą historią. Bohaterowie pierwszej książki pojawią się też w kolejnych tomach, ale już na dalszym planie, czytelnik dowie się jednak, co u nich słychać. W drugiej i trzeciej części pierwszoplanowi będą już inni bohaterowie i inne historie. To dla mnie pewna nowość, bo wcześniej pisałam głównie sagi, gdzie jedna opowieść rozwijała się przez kilka tomów. Tutaj łączy je wspólne uniwersum, Kraków, ale za każdym razem "reflektor" pada na kogoś innego.
Który z bohaterów jest pani ulubionym?
Trudne pytanie, choć często je słyszę i powinnam umieć odpowiadać. Ale naprawdę nie jest łatwo wybrać jedną ulubioną osobę. Może w takim razie powiem, że najbliższymi mi postaciami w tej książce są dwaj bracia Marcel i Nikodem, osoby o zupełnie różnych charakterach, ale bardzo wspierające siebie nawzajem. Bracia są współautorami podcastu wideo Mroczne Tajemnice Krakowa, a jednocześnie prowadzą sklep z płytami winylowymi. Podobało mi się to połączenie: czegoś nowoczesnego, czym są współczesne media internetowe, z czymś bardzo stylowym, retro. Teraz zresztą wraca moda na winyle, coraz więcej ludzi chce je słuchać, kupuje te czarne płyty, uważając, że mają niepowtarzalną atmosferę i urok.
W recenzjach często pojawia się określenie "kojąca". Czy pani też ma wrażenie, że dziś ludzie szukają takich spokojnych, dających nadzieję historii?
Żyjemy teraz bardzo szybko, jesteśmy wystawieni na działanie bardzo wielu bodźców, nierzadko przeciążeni i zestresowani. Wewnętrznie tęsknimy za takim odpoczynkiem, relaksem, ukojeniem. Bardzo często daje nam to literatura, przenosimy się w książkowe światy, żeby doświadczyć spokoju, okiełznać nasze myśli, oderwać się od codziennych problemów. Tak jak są osoby relaksujące się przy powieściach kryminalnych, tak nie brakuje czytelników spokojnych obyczajówek, którzy szukają takiego właśnie otulenia. Powieści, z którą można zakopać się pod kocem, z herbatą i podczas lektury poczuć się po prostu dobrze.
Lubi pani tzw. przedmioty z duszą? Odwiedza pani targi staroci, sklepy z antykami?
Ogromnie lubię takie przedmioty. Sama się nimi otaczam, ale wiem, że wśród moich czytelników też jest wiele osób, kupujących na targach staroci, pchlich targach czy różnych wyprzedażach garażowych. Uważam, że takie przedmioty z przeszłością opowiadają nam swoją historię, coś przekazują, a przynajmniej starają się to zrobić. Często myślę o tym, kim były osoby, które wcześniej miały jakiś drobiazg, który ja nabyłam w ten sposób. Jakie miały myśli, marzenia, czy się rozczarowały, czy też wręcz przeciwnie, ich życie było spełnione i szczęśliwe. Tak też mogą się rodzić opowieści. Jeśli chodzi o mnie, to jestem wierną bywalczynią wszelkich wyprzedaży sąsiedzkich w mojej dzielnicy, gdzie często kwitnie tak zwany handel wymienny i wystawcy po prostu wymieniają się przedmiotami. Chodzę też na bardzo znany krakowski pchli targ pod Halę Targową na Grzegórzkach.
Udało się coś ciekawego upolować?
Na pchlim targu w mojej dzielnicy kupiłam srebrny pierścionek, nie jest to żaden antyk ani jakiś unikat, nic wartościowego, ale mnie się bardzo podobał i wciąż go noszę, również na szczęście. W sumie właśnie z powodu tego pierścionka zaczęłam się zastanawiać nad fabułą "W cztery strony szczęścia". Frapowało mnie oczywiście, kto był poprzednim właścicielem tego drobiazgu, jaką drogą do mnie przywędrował, jakie historie niesie. Zastanawiałam się też nad tym, czy gdybym wykazała się dużą determinacją, szczęściem i sprytem, to czy odkryłabym jego losy? Tak właśnie rodzą się inspiracje do moich powieści. A pod Halą Targową nabyłam niedawno piękną wazę do zupy — wymagała trochę pracy przy odczyszczeniu, ale obecnie prezentuje się wspaniale. Lubię takie nieoczywiste przedmioty, które pod patyną czasu skrywają swoje tajemnice. Waza na przykład okazała się przepięknie dekorowana w drobne kwiatuszki.
Które miejsce, nieturystyczne, poleciłaby pani osobom, które nigdy nie były w Krakowie?
Kilka z nich można znaleźć na mapce dołączonej przez Wydawnictwo Literackie na wewnętrznych stronach okładek mojej książki. Są to na przykład fontanna Fortepian Chopina projektu Marii Jaremy, znajdująca się pod krakowską Filharmonią, czy pomnik Lilii Wenedy na Plantach. W powieści piszę też o Kopcu Krakusa. To może nieturystyczne miejsce, jest on bardzo znany, ale fakt — znajduje się poza głównymi i popularnymi szlakami. Roztacza się stamtąd przepiękny widok na Kraków. Warto się tam wybrać, zwłaszcza w letni ciepły wieczór i spojrzeć na miasto z lotu ptaka.
Skoro mowa o Krakowie, czy myślała pani o przemycaniu regionalizmów w swoich powieściach?
Staram się unikać regionalizmów, choć sama oczywiście mówię "po krakowsku". No ale nie znajdą państwo u mnie "wychodzenia na pole", żadnych "nakastlików", "rajtek" i "kapuzy". Pilnuję się, żeby nie napisać "ubrałam coś", co jest bardzo często stosowane w mowie w naszym regionie, a jest błędem. Chociaż jestem ogromnie przywiązana do naszych krakowskich słówek, nawet malowniczego przekleństwa "sakramencki", i tej specyficznej wymowy, która często dziwi moich znajomych z innych części kraju. Ja sama zresztą jestem bardzo ciekawa regionalizmów z innych stron Polski i chętnie to śledzę.
Co jest trudniejsze, pisanie książek dla dzieci czy dla dorosłych?
Bardzo się różni. Czytelnik dziecięcy jest bardzo wymagający, trudno go zdobyć, ale kiedy książka mu się spodoba, to staje się jej wiernym fanem. Dzieci czytają inaczej niż dorośli, całkowicie się angażują, wciąga je ten powieściowy świat. Na spotkaniach autorskich dzieci zadają mi najwięcej pytań, znają niesamowite szczegóły z powieści. Czytelnik dorosły, zwłaszcza gdy lubi autora, dużo mu wybaczy, młody czytelnik jest bardzo wnikliwy, dostrzeże każde potknięcie. Pisanie dla dzieci jest wymagające też dlatego, że trzeba umiejętnie balansować — nie chcemy, aby te książki był zbyt dziecinnie, ale też nazbyt dorosłe. Powinny być lekkie i pisane z humorem, ale też przemycać jakieś treści edukacyjne, oczywiście podane bardzo umiejętnie, bez jakiegoś przeładowywania faktami. Ja zawsze staram się, by moje książeczki dla dzieci z serii o Mai były przyjemnymi powieściami przygodowymi dla młodego czytelnika, ale żeby wyniósł on z tego też pewną naukę, być może zaciekawił się astronomią, archeologią, muzyką czy znalazł jakieś swoje nieodkryte jeszcze zainteresowania.
Wróci pani jeszcze do pisania kryminałów?
Oczywiście mam na to ochotę, choć dosyć długo piszę kryminały. Marzę o napisaniu thrillera obyczajowego (psychologicznego), mam nawet konspekt w szufladzie, tylko wciąż nie starcza mi czasu, żeby się za to zabrać. Na razie pochłaniają mnie moje powieści obyczajowe.
Partner Wydawnictwo Literackie
A. Krawczyk, "W cztery strony szczęścia", Wydawnictwo Literackie, 2026.
Co ostatnio pani czytała i co mogłaby polecić?
Jestem wielbicielką kryminałów i bardzo chętnie je czytam. Ostatnio odkryłam autorkę, piszącą kryminały w scenerii średniowiecznego Cambridge, Susannę Gregory, odświeżyłam sobie też kryminały Johna le Carrégo, bardzo polecam tego autora. Lubię też obyczajowe powieści Kate Morton czy Lucindy Riley. Dużo czytam też o sztuce, ostatnio książkę Sebastiana Smee "Paryż w ruinie. Miłość, wojna i narodziny impresjonizmu", także polecam.
Na koniec: czym dla pani jest szczęście?
Staram się być szczęśliwa. Cieszyć się małymi drobnymi przyjemnościami dnia codziennego, zachwycać się rzeczywistością, podchodzić z optymizmem do życia. Uważam, że szczęścia nie można dostać od kogoś w prezencie, otrzymać w nagrodę, tylko trzeba je sobie samemu zorganizować, otwierając się na świat, uwrażliwiając na piękno i wychodząc z otwartością do innych ludzi.
Agnieszka Krawczyk — absolwentka filologii polskiej UJ. Pracowała jako dziennikarka w krakowskich gazetach codziennych. Autorka ponad trzydziestu książek. Od zawsze związana z Krakowem, to w nim osadza akcję wielu swoich powieści. "W cztery strony szczęścia" to najnowsza powieść autorki otwierająca cykl Klub Dobrych Przyjaciół.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.