
Nowy trener Lechii Gdańsk Władysław Łupaszko usłyszał, że jego celem ma być awans do Ekstraklasy. Z klubu chcą odejść kolejne ważne osoby, a zakaz transferowy komplikuje uzupełnianie kadry.
Biało-Zieloni rozpoczęli przygotowania do nadchodzących rozgrywek bez pierwszego szkoleniowca. W jego rolę wcielił się Kevin Blackwell, czyli formalnie dyrektor techniczny klubu, któremu pomagał Krzysztof Brede. W tym samym czasie Anglik kilkukrotnie informował w klubie o swoim odejściu, żegnał się nawet z pracownikami (i to nie jeden raz), ale ostatecznie nadal pozostawał w Lechii. W końcówce zeszłego tygodnia Gdańszczanie w końcu ogłosili nazwisko nowego trenera. Został nim Ukrainiec Władysław Łupaszko.
Pozostając przy Blackwellu, jego sytuacja nadal nie jest do końca jasna. 67-latek od kilku dni nie pojawia się w klubie. Faktem jest, że w czerwcu 2024 r. Lechia oficjalnie poinformowała o przedłużeniu umowy z Blackwellem do końca sezonu 2026/27. Anglik zapewnił sobie jednak w umowie zapis dotyczący możliwości wcześniejszego zakończenia pracy w przypadku spadku. Dlaczego? Wówczas przedłużał umowę bezpośrednio po wywalczeniu awansu do Ekstraklasy i zdając sobie sprawę ze skali trudności wywalczenia utrzymania. Jak się okazało, Lechia wtedy pewnie pozostała w lidze, ale za to spadła z niej rok później.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Paolo Urfer niejednokrotnie powtarzał, że Blackwell to kluczowa postać dla Lechii. — Zawsze był na szczycie listy osób, które powinny być w klubie. Jego wkład jest dla nas kluczowy nie tylko na boisku, ale także w gabinetach — podkreślał szwajcarski właściciel Lechii dwa lata temu. Nic dziwnego, że teraz Urfer wciąż liczy na to, że Blackwell nadal będzie pracował w Trójmieście. To właśnie z tego powodu klub milczy w tej sprawie i nie wydaje żadnych komunikatów. Według naszych informacji szanse na to są iluzoryczne i pozostanie to tylko pobożne życzenie Urfera.
W czwartek wieczorem Lechia ogłosiła za to podpisanie kontraktu ze wspomnianym Łupaszką i to aż do czerwca 2029 r. Dwa lata temu razem z Inhułeć Petrowe awansował do ukraińskiej ekstraklasy, osiągając średnią 2,39 punktu na mecz. Następnie przez półtora roku prowadził Karpaty Lwów, kończąc sezon 2024/25 na szóstym miejscu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Bezrobotny pozostawał od 1 stycznia.
Urfer postawił przed nim cel w postaci szybkiego powrotu do Ekstraklasy. Zapewnił także, że niebawem z klubu zostanie zdjęty zakaz transferowy i brak możliwości rejestracji nowych zawodników (zostały nałożone na Lechię za zaległości finansowe). Wcześniej Szwajcar za wszelką cenę chciał zatrudnić polskiego trenera lub takiego, który wcześniej pracował w naszym kraju. Taki ruch sprawdził się w sezonie 2023/24, gdy Biało-Zieloni wygrali 1. ligę pod wodzą Szymona Grabowskiego. Doskonale znając obecne realia pracy w Lechii i jej sytuację, Urfer spotkał się z szeregiem odmów. Dlatego też ostatecznie sięgnął po szkoleniowca z zagranicy, który prawdopodobnie do końca nie zdaje sobie sprawy ze skali trudności wyzwania, jakiego się podjął. W sparingowym meczu przeciwko Olimpii Grudziądz (1:3) Łupaszko miał do dyspozycji raptem piętnastu piłkarzy, w tym dwóch golkiperów. 39-latkowi będą pomagać Hiszpan Abraham Campomar oraz rzeczony wcześniej Brede, który w końcu doczekał się oficjalnego zatrudnienia.
Grzegorz Radtke / newspix.pl
Kevin Blackwell
Wśród dostępnych zawodników dla Łupaszki na mecz z Olimpią nie było Tomaša Bobčka, Bohdana Wjunnyka oraz Bujara Pllany. Słowak zmaga się z drobnym urazem, Wjunnyk również z powodów zdrowotnych trenuje indywidualnie, a Pllana dopiero w piątek wrócił do Gdańska po dłuższym urlopie spowodowanym czerwcowym zgrupowaniem reprezentacji Albanii.
Największą uwagę przyciąga za to osoba Rifeta Kapicia. Według składu zaprezentowanego przez Lechię jej kapitan rozpoczął sparing na ławce rezerwowych. Jak ustaliliśmy, rzeczywistość była jednak inna — Bośniak nie był nawet brany pod uwagę do gry, co zostało ustalone już przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
31-latek odbył rozmowę z Łupaszką, w której poinformował trenera o chęci odejścia. W porozumieniu z ukraińskim szkoleniowcem Kapić odbywał zajęcia w siłowni i nie wyszedł na boisko. Łupaszko niespecjalnie chciał go do tego przekonywać, bo zamierzał sprawdzać zawodników, którzy faktycznie pozostaną w drużynie i będą do jego dyspozycji w zbliżających się rozgrywkach.
O tym, że 31-latek przebiera nogami, pisaliśmy w poprzednim tekście dotyczącym sytuacji panującej w Lechii. Odejście Bośniaka nie będzie jednak takie proste. Urfer nie chce oddawać go za darmo tylko z tego powodu, że taka jest wola zawodnika. Najbardziej zainteresowanym usługami Bośniaka jest Pogoń Szczecin. Portowcy najpierw chcieli pozyskać piłkarza za darmo, a ostatnio wysłali do Gdańska ofertę w wysokości około 750 tys. euro. Oczekiwania Urfera są jednak zdecydowanie wyższe i sięgają 1,5 mln euro, czyli dwa razy więcej.
Ostatnie miesiące są bardzo bolesne dla Kapicia. W kwietniu tragicznie zmarł jego brat. Sportowo zawodnik liczył na powołanie do reprezentacji Bośni i Hercegowiny oraz udział na mundialu, ale nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze. Na dodatek spadł do 1. ligi z Lechią. Z tego powodu Kapić chciałby rozpocząć nowy rozdział kariery i jest nastawiony na transfer. Choć Pogoń teoretycznie stać na sprostanie oczekiwaniom Urfera, jej właściciel Alex Haditaghi nie jest skłonny płacić takich pieniędzy za zawodnika po trzydziestce, któremu za rok wygasa umowa.