
Okazuje się, że zapowiedzi dotyczące sierpniowego benefisu Kamila Stocha są już nieaktualne, a ostatnim oficjalnym skokiem legendy był ten z finału Pucharu Świata w Planicy. Sam skoczek zabrał głos na ten temat w rozmowie z portalem Skijumping.pl.
Miniony sezon Pucharu Świata upływał pod znakiem pożegnań Kamila Stocha. Wspaniałą niespodziankę przygotowali naszemu mistrzowi organizatorzy Turnieju Czterech Skoczni, wielkich emocji dostarczyły zawody w Zakopanem, a także oczywiście finał sezonu w Planicy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
To oficjalne pożegnanie miało jednak jeszcze nadejść. W kuluarach mówiło się, że trzykrotny mistrz olimpijski zorganizuje swój benefis przy okazji sierpniowych zawodów Blachotrapez Puchar Tatr. Okazuje się jednak, że ostatecznie do niego nie dojdzie, a pożegnalnym skokiem Stocha był ten z finału PŚ w Planicy.
— Kiedyś myślałem sobie, że może zrobimy takie zakończenie i zorganizujemy jakieś takie zawody, powiedzmy podwórkowe, na które zaproszę gości albo kibiców, którzy zawsze ze mną jeździli. Dzisiaj wiem, że skoki to nie jest — oczywiście bez urazy — pływanie, to nie jest jazda na rowerze ani gra w piłkę nożną. Tutaj nie można sobie tak wyjść i po prostu kopnąć piłkę albo przepłynąć kilkaset czy kilkadziesiąt metrów — mówi Stoch w rozmowie z portalem Skijumping.pl
— Tutaj trzeba się bardzo dobrze do tego przygotować, przede wszystkim fizycznie. Trzeba być w rytmie treningowym, żeby skakać na nartach, a ja zawsze chciałem być najlepszy, zapinając narty. Nigdy dla mnie nie było półśrodków i obawiam się, że gdybym teraz zapiął narty i poszedł skakać, mogłoby się to skończyć różnie (...) Dlatego postanowiłem, że nie będzie innego zakończenia. To, co było w Planicy, było wyjątkowe, było magiczne i dla mnie to był najlepszy możliwy sposób pożegnania się z tym sportem — dodaje.