
Kacper Karasek nie będzie najlepiej wspominał swojego debiutanckiego sezonu w Ekstraklasie. Jego były trener wierzy, że trudne doświadczenia z minionych rozgrywek pomogą mu zbudować większą odporność mentalną.
Radomiak Radom słynie ze ściągania zawodników z najróżniejszych kierunków świata, jednak w letnim oknie transferowym działacze Zielonych zajrzeli także na polskie podwórko. Klub z Radomia wzmocnił między innymi Kacper Karasek. To o tyle ciekawy transfer, że pomocnik w zeszłym sezonie w Ekstraklasie rozegrał tylko nieco ponad 200 minut w barwach Motoru Lublin.
— Wierzę, że Radomiak spojrzał na Kacpra przez pryzmat potencjału. Mam nadzieję, że klub wie, iż może go rozwinąć. Ma świadomość, jak zagospodarować dla drużyny jego umiejętności. Jeżeli Kacper będzie zdrowy, to odpowiednio je dla Radomiaka spożytkuje, bo to zawodnik, który może stanowić o dużej sile zespołu. To wciąż młody piłkarz i do piłkarskiego "peaku" ma jeszcze chwilę. Trzeba dać mu czas i zaufanie, bo Kacper musi pracować indywidualnie. A wtedy wierzę, że odpłaci się dobrą grą. Przecież końcówka ubiegłego sezonu w jego wykonaniu była obiecująca — mówi dla "PS" Jakub Drwal, który pracował z Karaskiem w Bruk-Becie Termalice Nieciecza, gdzie w latach 2023–26 Drwal był asystentem: najpierw Mariusza Lewandowskiego, a następnie Marcina Brosza.
Trener, który obecnie prowadzi IV-ligowy Bocheński KS, wspomina o końcówce sezonu Karaska, która mogła stanowić dla Radomiaka bodziec, aby zwrócić uwagę na 24-latka. W dwóch ostatnich meczach zawodnik spędził na boisku łącznie 85 minut. Z Cracovią zagrał nieco ponad pół godziny. W Lublinie w starciu z Pasami zdobył wyrównującą bramkę na 3:3. Było to jego premierowe trafienie w Ekstraklasie, które jednocześnie zapewniło Motorowi utrzymanie. Następnie rozegrał blisko godzinę w wyjazdowym spotkaniu z Legią Warszawa, przegranym 0:4. Dla porównania — we wszystkich wcześniejszych 32 kolejkach na poziomie Ekstraklasy spędził na boisku zaledwie 127 minut.
Motor sięgnął po Karaska po trzech bardzo udanych sezonach w barwach Bruk-Betu Termaliki Nieciecza na poziomie I ligi. Każdy z nich były reprezentant Polski U-21 kończył z dwucyfrowym dorobkiem w klasyfikacji kanadyjskiej. Najbardziej imponujący był ostatni sezon, zwieńczony awansem Słoni do Ekstraklasy. Co ciekawe, właśnie wtedy Karasek rozegrał najmniej minut spośród tych trzech lat w Niecieczy. W lidze spędził na boisku 1637 minut. Mimo to zdobył jedenaście bramek i zanotował pięć asyst, a do tego dołożył jeszcze gola w przegranym 1:2 meczu Pucharu Polski z GKS Katowice.
— Nie dziwiło mnie, że wówczas chciał go klub z Ekstraklasy, i nie dziwi mnie, że na tym poziomie pozostał. Pewnie Motor nie był wówczas jedynym klubem, który zainteresował się Kacprem. Pokazał swoje możliwości, dobrze prezentował się na boisku, a dodatkowo grał u nas wtedy dużo, więc mógł się przedstawić wszystkim klubom — komentuje Drwal. — Widziałem w nim ogromny potencjał. Pamiętam, jak graliśmy u siebie z Wisłą Płock (4:2), a on strzelił trzy gole, wszystkie w drugiej połowie, i to nieprzypadkowe. Mam co do niego duże oczekiwania, bo w ostatnim sezonie na poziomie Ekstraklasy miał swoje góry i doliny, jednak to go wzmocni. Zaszczepi w nim odporność mentalną na różne wydarzenia i poprawi element treningowy — mówi Drwal.
— W Termalice wyróżniał się tym, że chciał pracować. Wielokrotnie zostawał po treningu. Szczególnie chciał poprawiać aspekt uderzenia na bramkę, finalizacji czy ostatniego podania. Zależało mu na pracy nad zachowaniem w polu karnym i wbiegnięciem w szesnastkę. Wielokrotnie sam przychodził z inicjatywą pracy po zajęciach — mówi Drwal. — Po każdym treningu mogłem się spodziewać, że Kacper podejdzie i zapyta: "Trenerze, zostaniemy jeszcze na 10 lub 15 minut?". Gdybym miał w ciemno obstawiać, kto do mnie podbiegnie z takim pytaniem, to byłby to Kacper. On wiedział, kiedy musi pracować, a kiedy odpocząć, po prostu jest bardzo świadomy. Co więcej, gdy były analizy, to zawsze pytał, chciał wiedzieć, co z czego wynika. Miał otwartą głowę na wiedzę. Pamiętam, jak mieliśmy trening przed meczem z GKS Tychy. Ćwiczyliśmy wbieganie za drugą linię. W samym meczu kilka razy nam to wyszło, a jemu udawało się to świetnie, pomimo że nie mieliśmy wiele czasu tego wytrenować. Jest bardzo chłonny na wiedzę. Cenię sobie i lubię takich zawodników, którzy chcą się rozwijać, i takiego go zapamiętałem — dodaje.
Ten ruch Radomiaka zaskakuje, bo klub ściągnął piłkarza, który w pierwszym sezonie w Ekstraklasie zupełnie się nie przebił. Trzeba jednak pamiętać, że pomocnik błyszczał w I lidze, więc najpewniej Zieloni mają nadzieję, że to właśnie w Radomiu Karasek odpali. Tym bardziej że start w Motorze zupełnie nie ułożył się po jego myśli. Sezon rozpoczął z urazem, który wykluczył go na dwie pierwsze kolejki. Zadebiutował w meczu z Piastem w 5. serii spotkań. Wszedł na murawę w drugiej połowie i po 16 minutach ją opuścił z czerwoną kartką. Został zawieszony na dwa spotkania, a już później nie był ważnym graczem Lublinian. Kto wie, co gdyby nie ten fatalny dla Karaska start.
Trzeba jednak przyznać, że 24-latka czeka w Radomiaku spora konkurencja. Do zespołu dołączył o dwa lata młodszy Filip Koperski, a do dyspozycji trenera pozostają także Rafał Wolski, Roberto Alves i Luquinhas. Wszystko wskazuje więc na to, że Karasek nie rozpocznie sezonu jako podstawowy zawodnik Zielonych.
Nie ulega jednak wątpliwości, że Radomiak jest bardzo aktywny w aktualnym oknie transferowym. Spośród zawodników, którzy opuścili klub, największą stratą jest Maurides. Pozostali nie odgrywali kluczowych ról w pierwszym zespole. Z kolei do Radomia trafiło kilku piłkarzy, którzy mają zwiększyć rywalizację o miejsce w składzie zespołu Tomasza Kaczmarka, a jednym z nich jest Karasek.