
Ćwierćfinał mistrzostw świata pomiędzy Anglią i Norwegią (2:1 po dogrywce) wciąż budzi ogromne emocje. Bardzo ostro pracę sędziego Clementa Turpina ocenił Jan Tomaszewski. — Panie Francuzie, wygwizdał pan Norwegów — grzmiał w rozmowie z "Super Expressem".
Były reprezentant Polski nie miał wątpliwości, że kluczową pomyłką sędziego było nieuznanie bramki dla Norwegii, która mogła dać prowadzenie 2:1. Turpin dopatrzył się wcześniej faulu Erlinga Haalanda podczas rzutu rożnego.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tomaszewski stanowczo nie zgadza się z taką interpretacją przepisów i uważa, że podobne sytuacje mają miejsce praktycznie przy każdym stałym fragmencie gry.
— Takie bajki to sędziowie z VAR-u mogą wciskać w przedszkolu. Przed każdym stałym fragmentem gry są przepychanki. Piłka nie była jeszcze w grze, a on nie uznał bramki — grzmiał były bramkarz.
Według niego decyzja arbitra miała ogromny wpływ na losy spotkania, które ostatecznie zakończyło się zwycięstwem Anglików po dogrywce.
To nie był jedyny moment, który wzburzył Tomaszewskiego. Były reprezentant Polski zwrócił uwagę również na sytuację z 76. minuty meczu.
Po strzale Norwegów w poprzeczkę jeden z zawodników próbował dobijać piłkę do pustej bramki, jednak — zdaniem Tomaszewskiego — został popchnięty przez dwóch angielskich obrońców.
— W 76. minucie był strzał w poprzeczkę Norwegów. Piłkarz norweski wyskakuje do pustej bramki i jest popchnięty przez dwóch Anglików, nie dobija piłki. I co? Nic się nie dzieje! — mówił.
W jego ocenie ta sytuacja również powinna zakończyć się odgwizdaniem rzutu karnego dla Norwegii. Na koniec Tomaszewski wygłosił jeszcze mocniejsze słowa pod adresem francuskiego arbitra, sugerując, że jego decyzje faworyzowały Anglików. — Panie Francuzie, wygwizdał pan Norwegów, bo naprawdę mogliby zagrozić Francji — stwierdził.
FIFA odrzuciła część zarzutów dotyczących kontrowersji z pierwszej połowy, wyjaśniając, że mikrochip umieszczony w piłce nie wykazał kontaktu z liną podtrzymującą kamerę, ale dyskusje nie cichną.