
— W takim trudnym momencie team też nie trzymał ciśnienia i już podpowiadali wszyscy. Iga weszła w interakcję i z nimi walczyła, ich przedrzeźniała — mówi Lech Sidor po porażce tenisistki w trzeciej rundzie Wimbledonu. Ekspert zwraca uwagę na zachowanie, którego wcześniej u Polki nie zauważał.
Iga Świątek przyjechała na Wimbledon jako obrończyni tytułu. Niestety nie zdołała nawiązać do sukcesów z zeszłego roku i pożegnała się z turniejem w trzeciej rundzie. Polka przegrała z Alexandrą Ealą 6:7(9), 2:6.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wielu ekspertów zwraca uwagę, że u Świątek wyraźnie zawiodły nerwy. Problemy pojawiły się już w pierwszej rundzie, gdy tuż po ostatniej piłce w starciu z Taylor Townsend rozpłakała się.
— O czym świadczy taka reakcja? Jaką ona ma głowę? Jak rzuciła tą rakietą na przerwie, to coś pokazywała do boksu, choć nie wiemy do kogo. W takim trudnym momencie, team też nie trzymał ciśnienia i już podpowiadali wszyscy. Iga weszła w interakcję i z nimi walczyła, ich przedrzeźniała. Tego być nie może. Nigdy u Świątek nie było wybuchów niekontrolowanej złości — analizuje Lech Sidor w programie Trzeci Serwis.