
Słowa Igi Świątek po odpadnięciu z Wimbledonu wywołały burzę. — To wbrew jej naturze — zauważa wprost komentator Canal+ Sport Maciej Łuczak. W mgnieniu oka wyłoniły się dwie twarze polskiej tenisistki, w dodatku tak mocno ze sobą sprzeczne. Jak twierdzi Łuczak w Misji Sport, jej słowa to może być pewnego rodzaju "zabieg psychologiczny".
Gigantyczne rozczarowanie za sprawą Igi Świątek przeżyli polscy kibice podczas tegorocznego Wimbledonu. Obrończyni tytułu odpadła już w drugiej rundzie, przegrywając z Alexandrą Ealą. Na korcie z Polki kipiała wręcz frustracja i niezadowolenie, ale znamienne i zarazem bardzo niepokojące obrazki oglądaliśmy na konferencji prasowej. Takich słów w jej wydaniu zupełnie się nie spodziewaliśmy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Nie dbam już o wyniki. Byłam na nich tak bardzo skupiona, że trudno było tak dalej funkcjonować. Naprawdę staram się to odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie będę ich od siebie oczekiwać, bo one po prostu się nie pojawią — te słowa Świątek z konferencji wywołały burzę. I prawdę powiedziawszy... trudno się temu dziwić — pisał w komentarzu prosto z Londynu Maciej Trąbski, dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.
Słowa Świątek mocno rezonują także w naszym kraju. Analizie poddali je także eksperci programu "Misja Sport".
— Widziałem, że jej reakcja po porażce z Ealą odbiła się szerokim echem. Traktowałbym te słowa jako zabieg psychologiczny, który jest wbrew naturze Igi Świątek. Na bazie obserwacji jej wywiadów czy meczów zawsze jawił mi się obraz, że była zawodniczką skupioną na tym, by osiągnąć jak najwięcej. Była skupiona na największych turniejach i tytułach. Teraz widzimy inne podejście, które jest trochę wbrew jej naturze. Ale może to właśnie próba wyjścia z tych kłopotów — mówił komentator Canal+ Sport Maciej Łuczak.
Kiedyś, nawet po bolesnych porażkach, z oczu Polki biła sportowa złość i obietnica natychmiastowego powrotu do pracy, by znów wygrywać. Dziś widzimy, jak zdejmuje z siebie ciężar oczekiwań, bo stał się on dla niej zbyt przygniatający. O ile schodząc z kortu w Londynie, Iga wciąż krzyczała na siebie i rzucała rakietą, co dowodziło gigantycznej frustracji, o tyle na konferencji zaprezentowała zupełnie inny obraz, który kłóci się z tym, co widzieliśmy na korcie — pisze Maciej Trąbski.
Polka musi teraz stawić czoła zupełnie innej sytuacji i pogodzić się z faktem, że wiele tenisistek poczyniło gigantyczny progres. Kwestie techniczne można wypracować na treningach, ale odbudowa mentalna może potrwać znacznie dłużej. A wygląda na to, że to tu tkwi obecnie największa bolączka polskiej tenisistki.