
Pod względem sportowym każdy skoczek narciarski chciałby osiągnąć to, co on. Matti Nykaenen był prawdziwą gwiazdą swoich czasów z niesamowitymi osiągnięciami na koncie. Życie poza skocznią kompletnie przerosło jednak Fina.
Dokładnie 63 lata temu, 17 lipca 1963 r., urodził się jeden z najsłynniejszych skoczków narciarskich w historii. Matti Nykaenen dzięki swoim występom na skoczni stał się idolem dla wielu sportowców, jednak z czasem stał się kimś, kogo można określić kompletnym przeciwieństwem wzoru do naśladowania.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Mimo to jego dokonania są imponujące. Fin podczas swojej kariery zdobył pięć medali olimpijskich, w tym cztery złote (trzy podczas igrzysk w Calgary, czego nikt nigdy nie dokonał), dziewięć medali mistrzostw świata, w tym pięć złotych, pięć medali mistrzostw świata w lotach, cztery Kryształowe Kule za zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i zaliczył dwa triumfy w Turnieju Czterech Skoczni. O takich osiągnięciach zdecydowana większość skoczków może jedynie pomarzyć.
Wielkie sukcesy Nykaenen zaczął odnosić już jako nastolatek, jednak wiązało się to z dużą presją. W 1984 r. podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Sarajewie na skoczni normalnej zdobył srebrny medal, co dla jego rodaków było rozczarowaniem. To mógł być dla niego moment przełomowy.
"Myślę, że właśnie wtedy prawdziwy Matti przestał istnieć, a jego miejsce coraz częściej zajmował ktoś inny. Nykaenen stał się osobą publiczną, coraz częściej zachowywał się arogancko. Coraz więcej pił i zaczął odgrywać rolę kogoś, kim nigdy nie chciał stać się na trzeźwo. W jego głowie pojawiło się przekonanie, że gwiazdy nie mogą popełniać żadnych błędów. To go niszczyło i w niewłaściwy sposób próbował sobie z tą presją poradzić" — stwierdził Marko Lempinen, autor książki "Życie to bal", która opowiada o historii skoczka.
I choć Fin wspinał się na kolejne szczyty sportowej kariery, to poza skocznią coraz bardziej upadał. Nadużywanie alkoholu, a także problemy z plecami — co zresztą podał jako oficjalny powód — sprawiły, że w sezonie 1990/91 zapowiedział zakończenie sportowej kariery. Pierwsze występy w Pucharze Świata zaliczał on zaledwie 10 lat wcześniej, a w momencie ogłoszenia swojej decyzji miał zaledwie 27 lat. Choć później próbował jeszcze wrócić do skakania, to ostatecznie nic z tego nie wyszło.
"To przede wszystkim geniusz — geniusz skoczni. [...] Przychodził prosto z dyskotek o szóstej rano — startował, pokazując swój geniusz, ale i lekceważenie rywali. Niewiarygodna postać — z jednej strony wielka, a z drugiej chyba niedorastający do poważnych spraw, które przyniosło dalsze życie. [...] Był dzieckiem szczęścia, które bawiło się sportem. Jego niebywały talent niósł go z łatwością przez życie, z którym później zaczął się zderzać i nie radził sobie całkowicie. Jego życie po zakończeniu kariery to ciąg nieustannych porażek" — tak wspominał Fina w rozmowie z TVP Sport Włodzimierz Szaranowicz.
Mike Powell/Allsport/Getty Images / Getty Images
Matti Nykaenen podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Calgary
Faktycznie, gdyby podczas opisywania życia Nykaenena ograniczyć się jedynie do jego sportowej kariery, można by było uznać, że jest to niesamowita historia skoczka, który stał się idolem dla młodszych pokoleń. Niestety istnieje też druga, mroczniejsza część tej biografii.
Kolejne jego małżeństwa kończyły się burzliwymi rozwodami. "Miałem w życiu więcej kobiet niż jakikolwiek mężczyzna" — stwierdził kiedyś, cytowany przez Eurosport. Najgłośniej było o jego związku z Mervi Tapolą, z którą brał ślub dwukrotnie. Od 2004 r. do 2010 r. kilkukrotnie trafiał do więzienia. W 2004 r., gdy pod wpływem alkoholu zaatakował nożem 59-letniego mężczyznę, został skazany na 26 miesięcy więzienia. Niedługo później doznał zawału serca.
W 2006 r. skazano go za zaatakowanie żony (czego dokonał, przebywając na zwolnieniu warunkowym), a w 2009 r. za próbę zamordowania Tapoli paskiem od szlafroka. Dopiero w 2010 r. 15. wniosek rozwodowy złożony przez kobietę doprowadził do zakończenia związku.
Już lata wcześniej z powodu braku pieniędzy Nykaenen sprzedał wszystkie swoje medale, imał się także różnych prac dorywczych. W latach 90. rozpoczął również karierę muzyczną, dzięki czemu dalej żył jak zepsuta gwiazda rock and rolla.
Badania lekarskie wykazały, że cierpiał on m.in. na ADHD, czy zespół nadpobudliwości psychoruchowej, który powodował agresję. Oczywiście przez lata zmagał się również z uzależnieniem od alkoholu, które ostatecznie doprowadziło do jego śmierci.
W 2019 r., mimo poważnych dolegliwości zdrowotnych, nie stosował się do zaleceń lekarzy. Kilka dni przed śmiercią, gdy z powodu bólu nie mógł się ruszyć i wymiotował, próbował leczyć się... piwami. 4 lutego został odnaleziony martwy przez swoją ówczesną żonę, Pię, w łazience, gdzie leżał we własnych wymiocinach. Jako oficjalną przyczynę zgonu podano zapalenie trzustki, które zaistniało z powodu nadużywania alkoholu, razem z zapaleniem płuc. W chwili śmierci miał 55 lat.
"Lista jego kłopotów mogła być równie długa, co sukcesów sportowych. Co nie zmienia faktu, że był niepowtarzalnym i wyjątkowo utalentowanym zawodnikiem" — tak żegnał Nykaenena Adam Małysz.