
Maski, które przyjmujemy w dzieciństwie, czasem przywierają do nas na długo. Towarzyszą nam w dorosłości, aktywują się w relacjach, seksie, pracy, a czasem nawet w samotności. Przypominają dobrze znane schematy, bo przecież maska musiała być w dzieciństwie zakładana z jakiegoś powodu — żeby się ochronić, żeby zostać zauważoną, żeby poczuć wspólnotę.
Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem rozdziału "Maski, które nas kształtują. O kobiecości jako procesie".
Poszukując kategorii, które mogłyby nas wspomóc w określaniu siebie i własnych potrzeb, możemy też zwrócić uwagę na propozycję terapeutki Mel Collins, która w książce "The Handbook for Highly Sensitive People. How to Transform Feeling Overwhelmed into Empowerment" wyróżnia sześć podstawowych masek obronnych, które dzieci, szczególnie dziewczynki, przyjmują, by sprostać wymaganiom otoczenia[1]. Posiłkując się tą terminologią, można oddać się refleksji nad tym, jakie my same przywdziewałyśmy maski we wczesnym okresie życia. Może nam to co nieco powiedzieć o tym, jaką drogą kształtowała się nasza tożsamość, jak uczyłyśmy się być "sobą" i jak uczą się tego nasze córki.
Kiedy człowiek zakłada jakąś maskę, tudzież wchodzi w rolę, to zwykle nieświadomie robi to po to, by lepiej funkcjonować w rzeczywistości, która go otacza, by poradzić sobie z tym, co nieprzewidziane i trudne, czyli aby przetrwać. Problem z maską może być jednak taki, że z biegiem czasu traci ona swą aktualność i przestaje do nas pasować. A niektóre osoby sztywno się jej trzymają, mimo że przecież nie w każdej sytuacji warto być "grzeczną dziewczynką" lub "buntowniczką". Owo sztywne trzymanie się niesie za sobą sporo rozczarowań i frustracji i wynika z braku umiejętności elastycznego wchodzenia w różne wersje siebie, bez jednej konkretnej strategii. Jeśli taką mamy — na przykład zawsze jesteśmy dość ugrzecznione — frustracja może w nas narastać latami bez możliwości ujścia (przecież nie wypada).
Ćwiczenie:
Zastanów się, którą maskę nosiłaś najczęściej jako dziecko. A którą teraz? Czy to się zmienia w zależności od relacji, kontekstu, nastroju?
Krótki przegląd masek (i ich dorosłych wersji)
Grzeczna dziewczynka
Przemiła nawet wtedy, gdy cierpi. W dorosłości często nie mówi o swoich potrzebach, nie stawia granic, w seksie spełnia oczekiwania drugiej strony, nawet kosztem własnych. Jej ciało nosi tłumioną złość.
Anioł
Poświęca się dla innych, gasi rodzinne konflikty. W dorosłości wciąż pomaga wszystkim wokół, ale niemal nigdy nie daje sobie czasu na regenerację. Seksualność? Raczej oddaje, niż przyjmuje. Nie zna dobrze swojego ciała. Przyjemność postrzega bardziej jako luksus niż coś, do czego ma prawo.
Mała zdobywczyni
Zdeterminowana, by zostać zauważoną. Uczy się, że miłość trzeba zdobywać. W dorosłości perfekcyjna kochanka, idealna partnerka. W środku ogromna potrzeba akceptacji.
Niezależna dziewczynka
Nie ufa nikomu. Sama wszystko ogarnia, nie potrzebuje pomocy (a przynajmniej tak mówi). Seks? Może być albo kontrolująca, albo bardzo zamknięta. Często obawia się bliskości.
Zgrywuska
Smutek chowa pod żartem. W dorosłości błyskotliwa, zabawna, zawsze "w porządku". Seksualność? Może być miejscem ucieczki albo zagubienia.
Buntowniczka
Wyzywająca, niedostępna, mocna. W środku ogromna tęsknota za bliskością. Seksualność — intensywna, ale czasem wykorzystywana jako sposób na radzenie sobie z emocjami.
I pamiętajmy: jesteśmy mozaiką. Czasem bywamy grzeczną dziewczynką w pracy, a buntowniczką w łóżku. Zmieniamy się w czasie, w zależności od wieku, relacji, etapu życia.
Partner Wydawnictwo Znak
Sex Care Katarzyna Kucewicz Agata Loewe
Syndrom Madonny i ladacznicy
Psychologia czasami też nie ułatwia. Z jednej strony dokłada swoją cegiełkę do naszej "mapy" kobiecości, a z drugiej potęguje zagubienie, jeżeli zapomnimy, że nie musimy być albo-albo. Już Zygmunt Freud opisał podział kobiet w oczach mężczyzn (a czasem i samych kobiet) na:
Madonny — czyste, opiekuńcze, "porządne", stworzone do roli żony i matki. Ladacznice — zmysłowe, spontaniczne, nienormatywne, "te od seksu".
To rozszczepienie nadal żyje w wyobrażeniu społecznym. A przecież każda z nas może być zarówno jedną, jak i drugą. I żadna z tych ról nie powinna ograniczać naszej ekspresji ani tożsamości.
Nasza seksualność jest dynamiczna. Może się różnić zależnie od partnera, momentu w życiu czy nastroju. Na wakacjach jesteśmy innymi kochankami niż w rutynie codzienności. I obie te wersje są nami.
Po co ci w ogóle to wszystko? Czyli o potrzebie definicji i… elastyczności
W naszej praktyce psychoterapeutycznej często widzimy, że kobiety potrzebują na chwilę nadać sobie tożsamość. Powiedzieć: "Jestem taka", żeby poczuć grunt pod nogami. Ale potem… może się okazać, że te definicje zaczynają je uwierać. Bo co, jeśli się zmieniamy? Czy musimy być wierne starej wersji siebie?
——
Do gabinetu trafia trzydziestokilkuletnia klientka, która mówi o sobie z pełnym przekonaniem: "Jestem tą odpowiedzialną. Tą, która ogarnia. Tą, na którą zawsze można liczyć". To zdanie daje jej ulgę. Porządkuje chaos, nadaje kierunek, pozwala poczuć się solidnie osadzoną w świecie. Ale kilka miesięcy później przychodzi z napięciem, którego sama nie potrafi nazwać. "Coś mi nie gra. Jestem zmęczona byciem tą odpowiedzialną. Jakby ta etykieta, która kiedyś mnie ratowała, zaczęła mnie teraz dusić", przyznaje. Kiedy zaczynamy rozplątywać ten wątek, okazuje się, że "odpowiedzialność" to nie była jej tożsamość, a strategia przetrwania — sposób na poradzenie sobie z chaosem w rodzinnym domu, gdy była dzieckiem. W dorosłym życiu tę samą strategię wniosła do związku.
Klientka słyszy od swojej psychoterapeutki: "Może kiedyś to było prawdziwe, a dziś po prostu przestało być wystarczające". Milknie. Długo patrzy. W końcu odpowiada: "Ale jeśli nie jestem tą odpowiedzialną… to kim jestem?". I to jest ten moment, w którym stara definicja, ta, która kiedyś dawała jej grunt pod nogami, zaczyna ją uwierać jak za mały but. Po raz pierwszy pozwala sobie zadać pytanie, które kobiety często boją się wypowiedzieć na głos: "Czy mam prawo zmienić zdanie o sobie samej?". I właśnie to jest prawdziwą pracą terapeutyczną. Nie szukanie jednej trwałej etykiety, lecz odwagi, żeby być wersją siebie, która może dorastać, uelastyczniać się, przesuwać granice. Bez poczucia zdrady wobec dawnej siebie.
Tożsamości bywają chwilowymi przystaniami. I dobrze. Byleby nie stawały się więzieniem. Nie jesteś zobowiązana do odgrywania siebie z przeszłości.
Kobiece "JA" jako żywy organizm
Nie jesteśmy albo-albo. Jesteśmy i-i. I ladacznicami, i świętymi. I buntowniczkami, i aniołami. I zgrywuskami, i poważnymi liderkami. Mamy różne archetypy, które uruchamiają się zależnie od kontekstu, etapu życia, partnera, wewnętrznego klimatu. To, co nas leczy, to poznanie siebie.
[1] Mel Collins, The Handbook for Highly Sensitive People. How to Transform Feeling Overwhelmed into Empowerment, Watkins Publishing, London 2019.
Katarzyna Kucewicz
Psycholożka, psychoterapeutka, autorka książek i popularyzatorka wiedzy o relacji z własną cielesnością. Od prawie 15 lat pracuje z pacjentkami w obszarze psychologii zdrowia i ciała. Prowadzi szkolenia, warsztaty oraz grupy terapeutyczne dla osób zmagających się z zaburzoną relacją z ciałem i jedzeniem. Jest felietonistką "Wysokich Obcasów Extra", podcasterką magazynu psychologicznego "Charaktery" oraz ekspertką programu Dzień Dobry TVN. Psychoedukuje na Instagramie jako @psycholog_na_insta.
Agata Loewe-Kurilla
Psycholożka, psychoterapeutka, doktorka seksuologii, terapeutka i edukatorka. Doświadczenie zdobywała w Polsce i za granicą, stale współpracując z międzynarodowymi instytucjami zajmującymi się zdrowiem psychicznym i seksualnym. Szkoli, prowadzi warsztaty, wykłada, superwizuje specjalistów. Jej podejście osadzone jest w nurcie pozytywnej seksualności, a w pracy bliskie są jej wartości takie jak zgoda, autonomia, bezpieczeństwo, ciekawość i odpowiedzialność. Wierzy, że seksualność może być źródłem wiedzy o sobie, bliskości i dobrostanu, a nie powodem do wstydu.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.